SsangYong XLV – niewiele samochodów łączy tak dużą przestrzeń z tak niską ceną – test

W zasadzie to SsangYong XLV nie jest taki brzydki, jak zakładałem. Tył bardzo fajnie poprawiają nowocześnie wyglądające światła LED. Z przodem jest nieco gorzej, bo światła do jazdy dziennej są wprawdzie LED-ami, ale nie w postaci paska, a osobnych punktów. Tak robiło się parę lat temu.

Sylwetka auta, jak na przestrzeń którą oferuje w środku, jest całkiem ok. Kierowca, dzięki mniej typowym kształtom, ma dużo miejsca nad głową. Do tego kabina jest na tyle szeroka, że zmieścił się całkiem duży i wygodny podłokietnik środkowy. Jest też ogromny bagażnik o pojemności 720 litrów. Nie jest długi, jak w sedanach, ale piętrowo można tam upchnąć naprawdę mnóstwo gratów.

Wnętrze

Jeżeli chodzi o jakość wykonania, trzyma naprawdę dobry poziom. Jeżeli ktoś spodziewa się po SsangYongu fatalnych materiałów, czy ergonomii – nic z tych rzeczy. Pod względem wykończenia XLV stawiam powyżej Mitsubishi, gdzieś na poziomie ostatnich Nissanów. Nie jest może aż tak fajnie, jak w Qashqaiu po ostatnim lifcie, ale biorąc pod uwagę jeszcze zeszłoroczną wersję tego auta – nie ma znaczących różnic.

Pozycja za kierownicą jest bardzo komfortowa, a dźwignia zmiany biegów – w odpowiednim miejscu. A w tej kategorii wciąż bywają wyjątki, jak np. C4 Cactus, w którym musiałem się trochę wychylać, by wrzucić piątkę.

Wyposażenie nie jest kosmiczne, ale trzyma niezły poziom. Najlepszy punkt programu to wg mnie multimedia – nowsze, niż te z którymi spotkałem się w mniejszym Tivoli. Dzięki temu interfejs fabrycznej nawigacji jest naprawdę mega przyjemny dla oka. Co ważniejsze – jest obsługa Android Auto! Mitsubishi i Nissan w wybranych modelach wprowadził to dopiero w tym roku. A to pozwala na używanie Map Google, czy Waze, które bardzo skutecznie pomagają omijać korki.

Silnik

Pod względem silników wybór jest niewielki. Możemy mieć albo benzynę 1.6 o mocy 128 KM, albo diesla 1.6 o mocy 115 KM. W moim przypadku padło na ten pierwszy. Silnik, co dziwne jak na dzisiejsze czasy, nie jest wyposażony w turbo. Plus – zerowe ryzyko awarii turbiny. Minus – dosyć mały moment obrotowy, wynoszący 160 Nm i to dopiero przy 4600 obr./min.

Co to oznacza? Nie da się wyprzedzać na 5/6 biegu. W trasie trzeba zredukować do biegu 3/4, bo tylko wtedy XLV przyspiesza w miarę ok. I też trzeba przyznać, że nie jest to piorunujące przyspieszenie. Jest to jeden z wolniejszych samochodów, z jakimi miałem do czynienia w ostatnim czasie. Dla osób, które lubią pędzić, może to być problem.

Ale z racji postępującego wieku, u mnie takie chęci zaniknęły niemal całkowicie. Ja zwykle toczę się powoli od punktu A do punktu B, czasami coś wyprzedzę i szczerze mówiąc ograniczona moc benzynowego XLV nie przeszkadzała mi ani trochę.

Na uwagę zasługuje fakt, że jeżdżąc po mieście autem o długości 4,44 m, udało mi się utrzymać zużycie paliwa na 8,3 litra na 100 km. To dobry wynik, biorąc pod uwagę, ile przestrzeni oferuje XLV. No i co dziwne – producent deklaruje w mieście 9,5 litra na 100 km.

Osoby, które więcej kilometrów robią w trasie, niż w mieście, powinny zainteresować się dieslem. Poza 115 KM mamy też 300 Nm od 1500 obr./min, co powinno przełożyć się na możliwość wyprzedzania na wyższych biegach, niż w przypadku benzyny.

Skrzynia biegów to manual, ma 6 przełożeń i jest po prostu ok. Widziałem lepsze, ale widziałem też gorsze. Napęd przekazywany jest na koła przednie.

Może być 4×4 i automat

Ale jeżeli komuś to nie pasuje, ten może zdecydować się na skrzynię automatyczną oraz napęd 4×4. Warunek, trzeba wybrać diesla oraz najwyższe wyposażenie. Jeżeli zdecydujemy się na coś takiego, XLV stanie się solidnym autem na bezdroża. Ma bowiem prześwit na poziomie 16,7 cm. Nie jest to może wartość z SUV-ów, ale to więcej niż ma pierwszy lepszy hatchback, czy sedan.

Bezpieczeństwo

Bardzo wygodnym gadżetem jest kamera cofania, która daje obraz naprawdę dobrej jakości. Na tyle dobrej, że sprawdza się również w nocy.

Już miałem pisać akapit, że brak tu systemów zapobiegającym kolizjo,, ale zajrzałem w prospekt – i są! Jest dokładnie AEBS (FCW, AEB), czyli system ostrzegania i samoczynnego hamowania w przypadku ryzyka kolizji. Działa do 60 km/h, więc powinien skutecznie zapobiegać miejskim kolizjom.

Jest też system rozpoznający zmianę pasa ruchu, który jej zapobiega, gdy robimy to bez włączonego kierunkowskazu. Jest też system rozpoznający znaki drogowe, ale osobiście rzadko z tego korzystam. Bardziej przydatna funkcja to system automatycznego przełączania świateł drogowe/mijania.

Wady

Zawieszenie. Dramatu pod tym względem nie ma, ale działa po prostu przeciętnie. W trasie nie mam zarzutów, ale w mieście mogłoby być odrobinę bardziej miękko. Z drugiej strony – być może trochę przesadzam, bo do XLV przesiadłem się prosto z ultra-komfortowego Citroena C4 Cactus.

Nie ma też świateł mijania/drogowych w technologii LED. Są to zwykłe, na szczęście przyzwoicie świecące, halogeny. Można je zmienić tylko na ksenony o mocy 25 W. No i antena do radia, która jest słaba. U mnie w mieście łapała tylko Radio Maryja i jedną lokalną stację. Na szczęście prawie nie słucham radia.

Ceny

Cenowo jest całkiem ciekawie, bo XLV jest tylko nieznacznie droższy od znacznie mniejszego Tivoli. XLV, czyli ogromne auto rodzinne, kupić można za 59 990 zł, korzystając z aktualnej wyprzedaży rocznika 2018. Topowe wyposażenie podnosi cenę do 90 990 zł, co dalej sprawia, że cena XLV wydaje się ciekawa.

Ale jest też lista wyposażenia opcjonalnego, jak to u wszystkich. Dopłacić trzeba m.in. za pakiet Safety. Zawiera on ksenony, system utrzymywania pasa ruchu, system automatycznych świateł drogowych, czy rozpoznawania znaków. Koszt – 3900 zł. Ale akurat o tym warto pomyśleć. Ponadto 6000 zł dopłaty wymaga automat, zaś 7000 zł – napęd 44. Jest też opcja zamontowania fabrycznej instalacji LPG – 3400 zł.

Podsumowanie

XLV stoi trochę poza granicami wyznaczonymi przez konkurentów. Taka Dacia Duster, Honda CR-V, Hyundai Tucson, czy Volkswagen Tiguan, mają wprawdzie podobne wymiary zewnętrzne, ale brakuje im przestrzeni SsangYonga.

Jedynym znaczącym problemem XLV jest przeciętna moc silników. Poza tym XLV w żaden istotny sposób nie odstaje od tego, co oferuje rynek w roku 2018. Do tego w wielu kwestiach SsangYong przerasta bardziej renomowanych producentów. Dla mnie to kolejne pozytywne zaskoczenie od Koreańczyków, zaraz po nowym Musso i Rextonie. Nawet jeżeli się nie zdecydujesz, bo boisz się znaczka, to warto chociaż wybrać się na jazdę próbną.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

SsangYong XLV – niewiele samochodów łączy tak dużą przestrzeń z tak niską ceną – test
SsangYong XLV – niewiele samochodów łączy tak dużą przestrzeń z tak niską ceną – test
SsangYong XLV – niewiele samochodów łączy tak dużą przestrzeń z tak niską ceną – test

W zasadzie to SsangYong XLV nie jest taki brzydki, jak zakładałem. Tył bardzo fajnie poprawiają nowocześnie wyglądające światła LED. Z przodem jest nieco gorzej, bo światła do jazdy dziennej są wprawdzie LED-ami, ale nie w postaci paska, a osobnych punktów. Tak robiło się parę lat temu.

Sylwetka auta, jak na przestrzeń którą oferuje w środku, jest całkiem ok. Kierowca, dzięki mniej typowym kształtom, ma dużo miejsca nad głową. Do tego kabina jest na tyle szeroka, że zmieścił się całkiem duży i wygodny podłokietnik środkowy. Jest też ogromny bagażnik o pojemności 720 litrów. Nie jest długi, jak w sedanach, ale piętrowo można tam upchnąć naprawdę mnóstwo gratów.

Wnętrze

Jeżeli chodzi o jakość wykonania, trzyma naprawdę dobry poziom. Jeżeli ktoś spodziewa się po SsangYongu fatalnych materiałów, czy ergonomii – nic z tych rzeczy. Pod względem wykończenia XLV stawiam powyżej Mitsubishi, gdzieś na poziomie ostatnich Nissanów. Nie jest może aż tak fajnie, jak w Qashqaiu po ostatnim lifcie, ale biorąc pod uwagę jeszcze zeszłoroczną wersję tego auta – nie ma znaczących różnic.

Pozycja za kierownicą jest bardzo komfortowa, a dźwignia zmiany biegów – w odpowiednim miejscu. A w tej kategorii wciąż bywają wyjątki, jak np. C4 Cactus, w którym musiałem się trochę wychylać, by wrzucić piątkę.

Wyposażenie nie jest kosmiczne, ale trzyma niezły poziom. Najlepszy punkt programu to wg mnie multimedia – nowsze, niż te z którymi spotkałem się w mniejszym Tivoli. Dzięki temu interfejs fabrycznej nawigacji jest naprawdę mega przyjemny dla oka. Co ważniejsze – jest obsługa Android Auto! Mitsubishi i Nissan w wybranych modelach wprowadził to dopiero w tym roku. A to pozwala na używanie Map Google, czy Waze, które bardzo skutecznie pomagają omijać korki.

Silnik

Pod względem silników wybór jest niewielki. Możemy mieć albo benzynę 1.6 o mocy 128 KM, albo diesla 1.6 o mocy 115 KM. W moim przypadku padło na ten pierwszy. Silnik, co dziwne jak na dzisiejsze czasy, nie jest wyposażony w turbo. Plus – zerowe ryzyko awarii turbiny. Minus – dosyć mały moment obrotowy, wynoszący 160 Nm i to dopiero przy 4600 obr./min.

Co to oznacza? Nie da się wyprzedzać na 5/6 biegu. W trasie trzeba zredukować do biegu 3/4, bo tylko wtedy XLV przyspiesza w miarę ok. I też trzeba przyznać, że nie jest to piorunujące przyspieszenie. Jest to jeden z wolniejszych samochodów, z jakimi miałem do czynienia w ostatnim czasie. Dla osób, które lubią pędzić, może to być problem.

Ale z racji postępującego wieku, u mnie takie chęci zaniknęły niemal całkowicie. Ja zwykle toczę się powoli od punktu A do punktu B, czasami coś wyprzedzę i szczerze mówiąc ograniczona moc benzynowego XLV nie przeszkadzała mi ani trochę.

Na uwagę zasługuje fakt, że jeżdżąc po mieście autem o długości 4,44 m, udało mi się utrzymać zużycie paliwa na 8,3 litra na 100 km. To dobry wynik, biorąc pod uwagę, ile przestrzeni oferuje XLV. No i co dziwne – producent deklaruje w mieście 9,5 litra na 100 km.

Osoby, które więcej kilometrów robią w trasie, niż w mieście, powinny zainteresować się dieslem. Poza 115 KM mamy też 300 Nm od 1500 obr./min, co powinno przełożyć się na możliwość wyprzedzania na wyższych biegach, niż w przypadku benzyny.

Skrzynia biegów to manual, ma 6 przełożeń i jest po prostu ok. Widziałem lepsze, ale widziałem też gorsze. Napęd przekazywany jest na koła przednie.

Może być 4×4 i automat

Ale jeżeli komuś to nie pasuje, ten może zdecydować się na skrzynię automatyczną oraz napęd 4×4. Warunek, trzeba wybrać diesla oraz najwyższe wyposażenie. Jeżeli zdecydujemy się na coś takiego, XLV stanie się solidnym autem na bezdroża. Ma bowiem prześwit na poziomie 16,7 cm. Nie jest to może wartość z SUV-ów, ale to więcej niż ma pierwszy lepszy hatchback, czy sedan.

Bezpieczeństwo

Bardzo wygodnym gadżetem jest kamera cofania, która daje obraz naprawdę dobrej jakości. Na tyle dobrej, że sprawdza się również w nocy.

Już miałem pisać akapit, że brak tu systemów zapobiegającym kolizjo,, ale zajrzałem w prospekt – i są! Jest dokładnie AEBS (FCW, AEB), czyli system ostrzegania i samoczynnego hamowania w przypadku ryzyka kolizji. Działa do 60 km/h, więc powinien skutecznie zapobiegać miejskim kolizjom.

Jest też system rozpoznający zmianę pasa ruchu, który jej zapobiega, gdy robimy to bez włączonego kierunkowskazu. Jest też system rozpoznający znaki drogowe, ale osobiście rzadko z tego korzystam. Bardziej przydatna funkcja to system automatycznego przełączania świateł drogowe/mijania.

Wady

Zawieszenie. Dramatu pod tym względem nie ma, ale działa po prostu przeciętnie. W trasie nie mam zarzutów, ale w mieście mogłoby być odrobinę bardziej miękko. Z drugiej strony – być może trochę przesadzam, bo do XLV przesiadłem się prosto z ultra-komfortowego Citroena C4 Cactus.

Nie ma też świateł mijania/drogowych w technologii LED. Są to zwykłe, na szczęście przyzwoicie świecące, halogeny. Można je zmienić tylko na ksenony o mocy 25 W. No i antena do radia, która jest słaba. U mnie w mieście łapała tylko Radio Maryja i jedną lokalną stację. Na szczęście prawie nie słucham radia.

Ceny

Cenowo jest całkiem ciekawie, bo XLV jest tylko nieznacznie droższy od znacznie mniejszego Tivoli. XLV, czyli ogromne auto rodzinne, kupić można za 59 990 zł, korzystając z aktualnej wyprzedaży rocznika 2018. Topowe wyposażenie podnosi cenę do 90 990 zł, co dalej sprawia, że cena XLV wydaje się ciekawa.

Ale jest też lista wyposażenia opcjonalnego, jak to u wszystkich. Dopłacić trzeba m.in. za pakiet Safety. Zawiera on ksenony, system utrzymywania pasa ruchu, system automatycznych świateł drogowych, czy rozpoznawania znaków. Koszt – 3900 zł. Ale akurat o tym warto pomyśleć. Ponadto 6000 zł dopłaty wymaga automat, zaś 7000 zł – napęd 44. Jest też opcja zamontowania fabrycznej instalacji LPG – 3400 zł.

Podsumowanie

XLV stoi trochę poza granicami wyznaczonymi przez konkurentów. Taka Dacia Duster, Honda CR-V, Hyundai Tucson, czy Volkswagen Tiguan, mają wprawdzie podobne wymiary zewnętrzne, ale brakuje im przestrzeni SsangYonga.

Jedynym znaczącym problemem XLV jest przeciętna moc silników. Poza tym XLV w żaden istotny sposób nie odstaje od tego, co oferuje rynek w roku 2018. Do tego w wielu kwestiach SsangYong przerasta bardziej renomowanych producentów. Dla mnie to kolejne pozytywne zaskoczenie od Koreańczyków, zaraz po nowym Musso i Rextonie. Nawet jeżeli się nie zdecydujesz, bo boisz się znaczka, to warto chociaż wybrać się na jazdę próbną.