Citroën C4 Cactus 1.2 131 KM – najbardziej komfortowy hatchback/crossover, chociaż trochę pokręcony – test

Po pierwsze i najważniejsze, C4 Cactus z silnikiem 131 KM (230 Nm @ 1750 obr./min) to niezły zapierda… Auto waży zaledwie 1045 kg! To oznacza, że mamy 8 kg na 1 KM. Niemal dokładnie tyle samo mają najpopularniejsze auta uznawane za bardzo dynamiczne, np. Skoda Octavia 2.0 TDI 184 KM, czy 190 konny Volkswagen Passat w dieslu. Mocy mają więcej, ale i masa jest większa – oscyluje w granicach 1,5 tony.

Dlatego jeżdżąc Cactusem można ścigać się jak równy z równym z Porsche! Cayenne. W dieslu. I do tego poprzedniej generacji. Ale o DWA RAZY WIĘKSZEJ mocy – 262 KM. Auto waży 2110 kg, co oznacza, że jak C4 Cactus – ma 8 kg na 1 KM.

Dlatego pierwsza setka pojawia się na liczniku już po 8,1 sekundy, co sprawia, że Cactusem jeździ się bardzo przyjemnie. Trochę tak nawet sportowo. Ale prawdziwa frajda zaczyna się dopiero w trasie, bo niepozorny Cactus potrafi wyprzedzać ciężarówki w takim tempie, że czapki z głów.

Silnik znajdujący się pod maską ma 3 cylindry. A jakże. Ale mówcie co chcecie, jego praca jest bardzo ok. Słyszałem 4 cylindrowe jednostki, które brzmią mniej przyjemnie dla ucha.

Turbodziura. No jest odczuwalna, nie da się ukryć. Ale można się do niej szybko przyzwyczaić, bo silnik ma 230 Nm od 1750 obr./min, więc zbiera się przy każdych obrotach. Po prostu wyprzedzanie trzeba zacząć o sekundę wcześniej, wtedy turbina się rozpędzi, a po chwili jesteśmy katapultowani do przodu.

Mała masa też robi swoje przy hamowaniu. Cactusa, pomimo nie największych hamulców, łatwo nie tylko rozpędzić, ale i zatrzymać. A wszystko to sprawia, że auto po prostu dobrze czuć na drodze. I to pomimo, że ma bardzo miękkie i komfortowe zawieszenie.

7,5 litra przy 140 km/h

3 cylindry i pojemność 1.2 litra z turbo, przekłada się też na bardzo fajne zużycie paliwa. Do tego Cactus w obecnym wcieleniu doczekał się 6 stopniowej skrzyni biegów. A to sprawia, że oszczędna jazda dotyczy nie tylko miasta, ale też autostrady.

Zawieszenie

No właśnie, jest po prostu rewelacyjne. 3 tygodnie temu jeździłem Hyundaiem Kona – było sztywno. Przed tygodniem – Renault Captur – było już bardziej miękko i komfortowo. Ale to C4 Cactus z tego grona stanowczo najlepiej wybiera miejskie nierówności.

Już poprzednia generacja auta, w sumie to przedliftowa, była dla mnie pod tym względem niesamowicie przyjemna. Tymczasem tutaj producent dorzucił coś o nazwie „Zawieszenie z Progresywnymi Poduszkami Hydraulicznymi”. Niewiele z tego rozumiem, ale ponoć dodano dwa ograniczniki hydrauliczne, mające zapobiec dobijaniom amortyzatorów na nierównej drodze. Świetnie, tyle że nie pamiętam by poprzedni Cactus miał z tym problem.

W każdym razie zawieszenie tak komfortowe, jak w Cactusie, powinno być ustawowo montowane w każdym aucie. Po co mieć sztywniejsze, żeby przejechać 3 km/h szybciej w zakręcie i być w domu 2 min wcześniej?

Wnętrze

Środek auta to jest kosmos, ale kosmos, który znamy już od paru lat. W porównaniu do poprzednika nie zmieniło się prawie nic. Wciąż mamy wprawdzie bardzo ciekawie zaprojektowane… dosłownie wszystko. Jak słusznie zauważył jeden z moich pasażerów, od razu widać że nie jest to Opel, czy Volkswagen. Tu wszystko jest inaczej.

Osobiście wciąż jestem pod wrażeniem jak to wygląda. Z najbardziej praktycznych aspektów, do głowy przychodzi mi ogromny schowek przed pasażerem, otwierany do góry.

Druga ważna rzecz, w porównaniu do poprzednika, to nowe multimedia. Teraz możemy mieć nawigację z obsługą kroków na żywo TomTom oraz obsługę Android Auto i Apple CarPlay. Brak tych dwóch rzeczy był dla mnie dużą bolączką poprzedniego modelu. Nowe multimedia naprawdę dają radę.

Fajny jest też ogromny dach panoramiczny, który został jednak pozbawiony materiałowej, rozsuwanej osłony. Przed słońcem chroni nas jednak większy stopień przyciemnienia szyby nad głowami.

Kolejna przydatna rzecz, system Active Safety Brake. Co oznacza, że gdy nie zauważymy samochodu przed nami, Cactus sam zahamuje. Wspaniała sprawa, bo w ostatnich kilku latach miałem okazję sprawdzić takie systemy dwukrotnie. I uratowały mi tyłek. W tym przypadku system działa od 5 do 80 km/h.

Wady

Dosyć miękkie zawieszenie, w połączeniu z niewielką masą sprawiają, że mocniej czuć podmuchy wiatru na autostradzie. Wyjeżdżanie zza ekranów akustycznych – gdy mocno wieje – nie jest najmocniejszą stroną Cactusa.

Druga sprawa – szyby z tyłu są uchylane, a nie otwierane. Fajnie to wygląda z zewnątrz, ale jest dla mnie niepraktyczne. Mam psa, który uwielbia obserwować okolicę przez otwartą szybę, a tu się nie da.

Jest nawet podłokietnik, ale jak to w autach o tej szerokości bywa, jest średnio przydatny. To samo odwalili w Renault Captur, więc mnie to specjalnie nie dziwi. W każdym razie trudno oprzeć na nim łokieć, bo jest za bardzo wysunięty to tyłu.

Kolejna rzecz, przy 1,9 m wzrostu, nie mogę znaleźć idealnej pozycji za kierownicą. Gdy mam odpowiednią ilość miejsca na nogi, wtedy trochę za daleko mi do wrzucania biegu piątego oraz wygodnej obsługi ekranu LCD. Nie jest to jakiś dramat, bo nawet po trasie 250 km nic mnie nie bolało. No ale są samochody – Captur, Kona choćby – w których ten problem nie występuje. Rozwiązaniem może być wybór wersji z automatem – nie trzeba sięgać do lewarka. Ale wtedy dostajemy max 110 KM.

W egzemplarzu testowym nie było podgrzewanych foteli – wymagają dopłaty 800 zł.

No i nie ma świateł LED, nawet w opcji. W sensie są LED-y jako dzienne z przodu i pozycja/stop z tyłu. Ale za mijania/drogowe robią wciąż oldskulowe żarówki halogenowe. Na szczęście jak na halogeny, świecą bardzo przyzwoicie.

A, jeszcze jedno. Przód auta przed liftingiem podobał mi się bardziej. Nie mam bladego pojęcia po co dodali te chromy.

Ceny

Cactus nie jest już tak tani, jak jak wcześniej. Ale tłumaczy to fakt, że na dzień dobry dostajemy 110 konny silnik 1.2 PureTech, a wcześniej oferowany był silnik o mocy 82 KM. A to mocno zmienia nastawienie do tego samochodu.

Wersja z silnikiem z tego egzemplarza, czyli 1.2 130 KM, kosztuje już 66 840 zł, zaś maksymalne wyposażenie podnosi ją do 75 340 zł + masa wyposażenia dodatkowego. A to oznacza, że jak chcemy na bogato, musimy przygotować 100 000 zł. Nie jest to może poziom cena/jakość Dacii Duster, ale mimo wszystko wciąż jest ok.

Podsumowanie

Citroën C4 Cactus ma swoje wady, ale za każdym razem rozkłada mnie na łopatki totalnym komfortem. A w nowej dochodzi do tego mocniejszy silnik i rewelacyjne przyspieszenie.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Citroën C4 Cactus 1.2 131 KM – najbardziej komfortowy hatchback/crossover, chociaż trochę pokręcony – test
Citroën C4 Cactus 1.2 131 KM – najbardziej komfortowy hatchback/crossover, chociaż trochę pokręcony – test
Citroën C4 Cactus 1.2 131 KM – najbardziej komfortowy hatchback/crossover, chociaż trochę pokręcony – test

Po pierwsze i najważniejsze, C4 Cactus z silnikiem 131 KM (230 Nm @ 1750 obr./min) to niezły zapierda… Auto waży zaledwie 1045 kg! To oznacza, że mamy 8 kg na 1 KM. Niemal dokładnie tyle samo mają najpopularniejsze auta uznawane za bardzo dynamiczne, np. Skoda Octavia 2.0 TDI 184 KM, czy 190 konny Volkswagen Passat w dieslu. Mocy mają więcej, ale i masa jest większa – oscyluje w granicach 1,5 tony.

Dlatego jeżdżąc Cactusem można ścigać się jak równy z równym z Porsche! Cayenne. W dieslu. I do tego poprzedniej generacji. Ale o DWA RAZY WIĘKSZEJ mocy – 262 KM. Auto waży 2110 kg, co oznacza, że jak C4 Cactus – ma 8 kg na 1 KM.

Dlatego pierwsza setka pojawia się na liczniku już po 8,1 sekundy, co sprawia, że Cactusem jeździ się bardzo przyjemnie. Trochę tak nawet sportowo. Ale prawdziwa frajda zaczyna się dopiero w trasie, bo niepozorny Cactus potrafi wyprzedzać ciężarówki w takim tempie, że czapki z głów.

Silnik znajdujący się pod maską ma 3 cylindry. A jakże. Ale mówcie co chcecie, jego praca jest bardzo ok. Słyszałem 4 cylindrowe jednostki, które brzmią mniej przyjemnie dla ucha.

Turbodziura. No jest odczuwalna, nie da się ukryć. Ale można się do niej szybko przyzwyczaić, bo silnik ma 230 Nm od 1750 obr./min, więc zbiera się przy każdych obrotach. Po prostu wyprzedzanie trzeba zacząć o sekundę wcześniej, wtedy turbina się rozpędzi, a po chwili jesteśmy katapultowani do przodu.

Mała masa też robi swoje przy hamowaniu. Cactusa, pomimo nie największych hamulców, łatwo nie tylko rozpędzić, ale i zatrzymać. A wszystko to sprawia, że auto po prostu dobrze czuć na drodze. I to pomimo, że ma bardzo miękkie i komfortowe zawieszenie.

7,5 litra przy 140 km/h

3 cylindry i pojemność 1.2 litra z turbo, przekłada się też na bardzo fajne zużycie paliwa. Do tego Cactus w obecnym wcieleniu doczekał się 6 stopniowej skrzyni biegów. A to sprawia, że oszczędna jazda dotyczy nie tylko miasta, ale też autostrady.

Zawieszenie

No właśnie, jest po prostu rewelacyjne. 3 tygodnie temu jeździłem Hyundaiem Kona – było sztywno. Przed tygodniem – Renault Captur – było już bardziej miękko i komfortowo. Ale to C4 Cactus z tego grona stanowczo najlepiej wybiera miejskie nierówności.

Już poprzednia generacja auta, w sumie to przedliftowa, była dla mnie pod tym względem niesamowicie przyjemna. Tymczasem tutaj producent dorzucił coś o nazwie „Zawieszenie z Progresywnymi Poduszkami Hydraulicznymi”. Niewiele z tego rozumiem, ale ponoć dodano dwa ograniczniki hydrauliczne, mające zapobiec dobijaniom amortyzatorów na nierównej drodze. Świetnie, tyle że nie pamiętam by poprzedni Cactus miał z tym problem.

W każdym razie zawieszenie tak komfortowe, jak w Cactusie, powinno być ustawowo montowane w każdym aucie. Po co mieć sztywniejsze, żeby przejechać 3 km/h szybciej w zakręcie i być w domu 2 min wcześniej?

Wnętrze

Środek auta to jest kosmos, ale kosmos, który znamy już od paru lat. W porównaniu do poprzednika nie zmieniło się prawie nic. Wciąż mamy wprawdzie bardzo ciekawie zaprojektowane… dosłownie wszystko. Jak słusznie zauważył jeden z moich pasażerów, od razu widać że nie jest to Opel, czy Volkswagen. Tu wszystko jest inaczej.

Osobiście wciąż jestem pod wrażeniem jak to wygląda. Z najbardziej praktycznych aspektów, do głowy przychodzi mi ogromny schowek przed pasażerem, otwierany do góry.

Druga ważna rzecz, w porównaniu do poprzednika, to nowe multimedia. Teraz możemy mieć nawigację z obsługą kroków na żywo TomTom oraz obsługę Android Auto i Apple CarPlay. Brak tych dwóch rzeczy był dla mnie dużą bolączką poprzedniego modelu. Nowe multimedia naprawdę dają radę.

Fajny jest też ogromny dach panoramiczny, który został jednak pozbawiony materiałowej, rozsuwanej osłony. Przed słońcem chroni nas jednak większy stopień przyciemnienia szyby nad głowami.

Kolejna przydatna rzecz, system Active Safety Brake. Co oznacza, że gdy nie zauważymy samochodu przed nami, Cactus sam zahamuje. Wspaniała sprawa, bo w ostatnich kilku latach miałem okazję sprawdzić takie systemy dwukrotnie. I uratowały mi tyłek. W tym przypadku system działa od 5 do 80 km/h.

Wady

Dosyć miękkie zawieszenie, w połączeniu z niewielką masą sprawiają, że mocniej czuć podmuchy wiatru na autostradzie. Wyjeżdżanie zza ekranów akustycznych – gdy mocno wieje – nie jest najmocniejszą stroną Cactusa.

Druga sprawa – szyby z tyłu są uchylane, a nie otwierane. Fajnie to wygląda z zewnątrz, ale jest dla mnie niepraktyczne. Mam psa, który uwielbia obserwować okolicę przez otwartą szybę, a tu się nie da.

Jest nawet podłokietnik, ale jak to w autach o tej szerokości bywa, jest średnio przydatny. To samo odwalili w Renault Captur, więc mnie to specjalnie nie dziwi. W każdym razie trudno oprzeć na nim łokieć, bo jest za bardzo wysunięty to tyłu.

Kolejna rzecz, przy 1,9 m wzrostu, nie mogę znaleźć idealnej pozycji za kierownicą. Gdy mam odpowiednią ilość miejsca na nogi, wtedy trochę za daleko mi do wrzucania biegu piątego oraz wygodnej obsługi ekranu LCD. Nie jest to jakiś dramat, bo nawet po trasie 250 km nic mnie nie bolało. No ale są samochody – Captur, Kona choćby – w których ten problem nie występuje. Rozwiązaniem może być wybór wersji z automatem – nie trzeba sięgać do lewarka. Ale wtedy dostajemy max 110 KM.

W egzemplarzu testowym nie było podgrzewanych foteli – wymagają dopłaty 800 zł.

No i nie ma świateł LED, nawet w opcji. W sensie są LED-y jako dzienne z przodu i pozycja/stop z tyłu. Ale za mijania/drogowe robią wciąż oldskulowe żarówki halogenowe. Na szczęście jak na halogeny, świecą bardzo przyzwoicie.

A, jeszcze jedno. Przód auta przed liftingiem podobał mi się bardziej. Nie mam bladego pojęcia po co dodali te chromy.

Ceny

Cactus nie jest już tak tani, jak jak wcześniej. Ale tłumaczy to fakt, że na dzień dobry dostajemy 110 konny silnik 1.2 PureTech, a wcześniej oferowany był silnik o mocy 82 KM. A to mocno zmienia nastawienie do tego samochodu.

Wersja z silnikiem z tego egzemplarza, czyli 1.2 130 KM, kosztuje już 66 840 zł, zaś maksymalne wyposażenie podnosi ją do 75 340 zł + masa wyposażenia dodatkowego. A to oznacza, że jak chcemy na bogato, musimy przygotować 100 000 zł. Nie jest to może poziom cena/jakość Dacii Duster, ale mimo wszystko wciąż jest ok.

Podsumowanie

Citroën C4 Cactus ma swoje wady, ale za każdym razem rozkłada mnie na łopatki totalnym komfortem. A w nowej dochodzi do tego mocniejszy silnik i rewelacyjne przyspieszenie.