Škoda Kodiaq 2.0 TDI 190 KM 4×4 – nudna, poprawna i ciągle bezkonkurencyjna – test

O Škodzie Kodiaq pisałem już raz, a może nawet i dwa, a mimo to po kolejnej styczności z tym samochodem, trochę się zmieniły się moje poglądy na jego temat. Po pierwsze Kodiaq kolejny raz zaskoczył mnie komfortem, a przesiadłem do Skody nie z byle czego, bo prosto z bardzo udanego DS 7 Crossback.

Na plus Skody przemawia przede wszystkim silnik, praca skrzyni biegów, wyposażenie oraz naprawdę minimalne wibracje – jak na diesla – odczuwalne w kabinie. No i przestrzeń w środku. To robi robotę jak cholera.

Wnętrze

Z drugiej strony, wnętrze Škody Kodiaq, choć technicznie niczego mu nie brakuje, wygląda przy DS 7 jak ubogi krewny. Spasowanie, ergonomia, funkcjonalność – w Skodzie wszystko jest niby tip top. Poza tym jednym szczegółem, że Kodiaq wygląda trochę jak Touareg poprzedniej generacji.

Silnik

Pod maską pracuje 2 litrowy diesel o mocy 190 KM z momentem obrotowym 400 Nm, co jest naprawdę wystarczającą mocą, bo pierwsza setka pojawia się na liczniku po 8,6 sekundy. Nieźle, jak na dużego SUV-a, bo ma aż 4,7 m długości masę 1,8 tony.

Ale z drugiej strony miałem okazję przejechać się nim szybciej, bo bardzo mi się spieszyło i jednak przyznać muszę, że przy paru podejściach do wyprzedzania naszła mnie myśl, że mocy mogłoby być nieco więcej. Rozwiązaniem tego problemu może być nadchodząca premiera Kodiaq RS z 2 litrowym BiTDI o mocy 240 KM, o ile Skoda nie zamorduje tego modelu twardszym, sportowym zawieszeniem.

Wspomnę jeszcze o skrzyni, bo ta jest moim zdaniem lepsza niż we francuskim SUV-ie na bogato. Zmiany przełożeń w Kodiaq nie czuć prawie w ogóle. DS 7, jak i w sumie większość znanych mi aut, przy zmianie biegów szarpie nieco bardziej.

Zużycie paliwa to bardzo przyjemny aspekt, o ile oczywiście producentom można jescze w tej kwestii wierzyć. Kodiaq przy dosyć spokojnej jeździe typu 90-100 km/h potrzebuje góra 6 litrów paliwa na 100 km. A gdy dawałem z siebie wszystko na trasie, rozpędzając się tu i tam do 200 km/h, wyszło mi 9,2 litra. To są znakomite wyniki, jak na tak wielkiego kloca. Jeżdżąc po Warszawie w godzinach szczytu nie ma co jednak liczyć na mniej niż 10 litrów na 100 km.

Komfort

Zawieszenie w Kodiaq, zwłaszcza w wersji adaptacyjnej DCC, to naprawdę mocna strona auta. W trybie komfort jest prawie tak miękko i przyjemnie, jak w DS 7 Crossback. Wymaga to jednak dopłaty ok. 4000 zł, zależnie od wyposażenia bazowego.

Poza tym – no po prostu kosmos. Wyciszenie, stabilność prowadzenia, niezłe przyspieszenie, jazda po nierównościach, wszystko to sprawia również wrażenie, że Kodiaq znacznie różni się od Karoq. Jest po prostu lepszy. No i większy. A w porównaniu do DS 7… hmm. Do miasta wybrałbym DS 7, w trasę – Kodiaq.

Wyposażenie

W kategorii technologii i wyposażenia Skoda już dawno była na poziomie, na którym inni producenci są teraz. W każdym razie mamy multimedia z dużym, 9,2 calowym ekranem. Ma on świetną jakość i obsługuje Android Auto oraz Apple CarPlay. To dobrze, bowiem standardowa nawigacja wygląda dość „oszczędnie”, w porównaniu np. do Volkswagena. A dzięki tym funkcjom na ekranie samochodu można wyświetlić Mapy Google, albo Waze i olać fabryczną nawigację.

Jest też asystent utrzymywania pasa ruchu, taki który sam kręci kierownicą. Wprawdzie np. ten w DS 7 działa tak samo dobrze, ale Škoda ma tą funkcję już od 2 lat, co o czymś świadczy. Są też oczywiste oczywistości jak aktywny tempomat, nie mówiąc już o światłach LED.

Bezpieczeństwo

W kategorii bezpieczeństwo też nie ma się do czego przyczepić. Jest system wykrywający pieszych, czy inne samochody, który sam potrafi zahamować. Jest nawet system, który zahamuje auto podczas cofania, gdy nie zauważymy nadjeżdżającego samochodu. Nie jest to może tak efekciarskie, jak w DS 7, gdzie mamy podgląd z kamery termowizyjnej, ale podejrzewam że równie skuteczne.

Wady

Trudno się do czegokolwiek przyczepić. Są to głównie takie mało znaczące pierdoły. Na przykład skrzypiący uchwyt drzwi podczas upałów, czy delikatnie odstająca klapka zamykania schowka. No i to wszystko jest nudne, na tle Peugeota, DS-a, czy Hyundaia. Albo automatyczne światła drogowe/mijania. Są, ale bez funkcji adaptacyjnej. To po prostu bardzo rozsądny, ale też zachowawczy i nudny SUV. Aż chyba muszę się przejechać Kodiaq w wersji Sportline, żeby zobaczyć czy coś to zmieni.

Ceny

Jak to w motoryzacji bywa, podstawowa wersja wydaje się bardzo tania, bo kosztuje 93 750 zł, ale nijak ma się do Kodiaq w odmianie, którą widać na zdjęciach. Bo ten egzemplarz, w którym i tak zabrakło kilku fajnych smaczków, jak choćby dach panoramiczny, wyceniony został na – uwaga – 202 600 zł. Nieźle, co? Ale prawda jest taka, że na tle Tiguana Allspace to i tak dobra oferta.

Do takiego DS 7 trudno się odnieść, bo jednak francuskie auto jest o 12,4 cm krótsze od Skody Kodiaq. W dopasionej wersji jest też od niej droższe, ale też ma o niebo lepsze wnętrze, kosztem takiego sobie silnika 1.6 o mocy 225 KM. Można go zamówić też z 180 konnym dieslem, ale nie miałem okazji nim jeszcze jeździć. Aha, jeszcze jedno. Wszystkie francuskie wynalazki, typu Peugeot 3008/5008 i DS 7 nie mają napędu 4×4. A Skoda Kodiaq ma.

I tym sposobem dochodzę do wniosku, że za 200 000 zł trudno jest kupić coś większego i bardziej komfortowego. Jedyny minus tej całej sytuacji, to owe nudne wnętrze i fakt, że silniki kończą się – póki co – na 190 KM.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Škoda Kodiaq 2.0 TDI 190 KM 4×4 – nudna, poprawna i ciągle bezkonkurencyjna – test
Škoda Kodiaq 2.0 TDI 190 KM 4×4 – nudna, poprawna i ciągle bezkonkurencyjna – test
Škoda Kodiaq 2.0 TDI 190 KM 4×4 – nudna, poprawna i ciągle bezkonkurencyjna – test

O Škodzie Kodiaq pisałem już raz, a może nawet i dwa, a mimo to po kolejnej styczności z tym samochodem, trochę się zmieniły się moje poglądy na jego temat. Po pierwsze Kodiaq kolejny raz zaskoczył mnie komfortem, a przesiadłem do Skody nie z byle czego, bo prosto z bardzo udanego DS 7 Crossback.

Na plus Skody przemawia przede wszystkim silnik, praca skrzyni biegów, wyposażenie oraz naprawdę minimalne wibracje – jak na diesla – odczuwalne w kabinie. No i przestrzeń w środku. To robi robotę jak cholera.

Wnętrze

Z drugiej strony, wnętrze Škody Kodiaq, choć technicznie niczego mu nie brakuje, wygląda przy DS 7 jak ubogi krewny. Spasowanie, ergonomia, funkcjonalność – w Skodzie wszystko jest niby tip top. Poza tym jednym szczegółem, że Kodiaq wygląda trochę jak Touareg poprzedniej generacji.

Silnik

Pod maską pracuje 2 litrowy diesel o mocy 190 KM z momentem obrotowym 400 Nm, co jest naprawdę wystarczającą mocą, bo pierwsza setka pojawia się na liczniku po 8,6 sekundy. Nieźle, jak na dużego SUV-a, bo ma aż 4,7 m długości masę 1,8 tony.

Ale z drugiej strony miałem okazję przejechać się nim szybciej, bo bardzo mi się spieszyło i jednak przyznać muszę, że przy paru podejściach do wyprzedzania naszła mnie myśl, że mocy mogłoby być nieco więcej. Rozwiązaniem tego problemu może być nadchodząca premiera Kodiaq RS z 2 litrowym BiTDI o mocy 240 KM, o ile Skoda nie zamorduje tego modelu twardszym, sportowym zawieszeniem.

Wspomnę jeszcze o skrzyni, bo ta jest moim zdaniem lepsza niż we francuskim SUV-ie na bogato. Zmiany przełożeń w Kodiaq nie czuć prawie w ogóle. DS 7, jak i w sumie większość znanych mi aut, przy zmianie biegów szarpie nieco bardziej.

Zużycie paliwa to bardzo przyjemny aspekt, o ile oczywiście producentom można jescze w tej kwestii wierzyć. Kodiaq przy dosyć spokojnej jeździe typu 90-100 km/h potrzebuje góra 6 litrów paliwa na 100 km. A gdy dawałem z siebie wszystko na trasie, rozpędzając się tu i tam do 200 km/h, wyszło mi 9,2 litra. To są znakomite wyniki, jak na tak wielkiego kloca. Jeżdżąc po Warszawie w godzinach szczytu nie ma co jednak liczyć na mniej niż 10 litrów na 100 km.

Komfort

Zawieszenie w Kodiaq, zwłaszcza w wersji adaptacyjnej DCC, to naprawdę mocna strona auta. W trybie komfort jest prawie tak miękko i przyjemnie, jak w DS 7 Crossback. Wymaga to jednak dopłaty ok. 4000 zł, zależnie od wyposażenia bazowego.

Poza tym – no po prostu kosmos. Wyciszenie, stabilność prowadzenia, niezłe przyspieszenie, jazda po nierównościach, wszystko to sprawia również wrażenie, że Kodiaq znacznie różni się od Karoq. Jest po prostu lepszy. No i większy. A w porównaniu do DS 7… hmm. Do miasta wybrałbym DS 7, w trasę – Kodiaq.

Wyposażenie

W kategorii technologii i wyposażenia Skoda już dawno była na poziomie, na którym inni producenci są teraz. W każdym razie mamy multimedia z dużym, 9,2 calowym ekranem. Ma on świetną jakość i obsługuje Android Auto oraz Apple CarPlay. To dobrze, bowiem standardowa nawigacja wygląda dość „oszczędnie”, w porównaniu np. do Volkswagena. A dzięki tym funkcjom na ekranie samochodu można wyświetlić Mapy Google, albo Waze i olać fabryczną nawigację.

Jest też asystent utrzymywania pasa ruchu, taki który sam kręci kierownicą. Wprawdzie np. ten w DS 7 działa tak samo dobrze, ale Škoda ma tą funkcję już od 2 lat, co o czymś świadczy. Są też oczywiste oczywistości jak aktywny tempomat, nie mówiąc już o światłach LED.

Bezpieczeństwo

W kategorii bezpieczeństwo też nie ma się do czego przyczepić. Jest system wykrywający pieszych, czy inne samochody, który sam potrafi zahamować. Jest nawet system, który zahamuje auto podczas cofania, gdy nie zauważymy nadjeżdżającego samochodu. Nie jest to może tak efekciarskie, jak w DS 7, gdzie mamy podgląd z kamery termowizyjnej, ale podejrzewam że równie skuteczne.

Wady

Trudno się do czegokolwiek przyczepić. Są to głównie takie mało znaczące pierdoły. Na przykład skrzypiący uchwyt drzwi podczas upałów, czy delikatnie odstająca klapka zamykania schowka. No i to wszystko jest nudne, na tle Peugeota, DS-a, czy Hyundaia. Albo automatyczne światła drogowe/mijania. Są, ale bez funkcji adaptacyjnej. To po prostu bardzo rozsądny, ale też zachowawczy i nudny SUV. Aż chyba muszę się przejechać Kodiaq w wersji Sportline, żeby zobaczyć czy coś to zmieni.

Ceny

Jak to w motoryzacji bywa, podstawowa wersja wydaje się bardzo tania, bo kosztuje 93 750 zł, ale nijak ma się do Kodiaq w odmianie, którą widać na zdjęciach. Bo ten egzemplarz, w którym i tak zabrakło kilku fajnych smaczków, jak choćby dach panoramiczny, wyceniony został na – uwaga – 202 600 zł. Nieźle, co? Ale prawda jest taka, że na tle Tiguana Allspace to i tak dobra oferta.

Do takiego DS 7 trudno się odnieść, bo jednak francuskie auto jest o 12,4 cm krótsze od Skody Kodiaq. W dopasionej wersji jest też od niej droższe, ale też ma o niebo lepsze wnętrze, kosztem takiego sobie silnika 1.6 o mocy 225 KM. Można go zamówić też z 180 konnym dieslem, ale nie miałem okazji nim jeszcze jeździć. Aha, jeszcze jedno. Wszystkie francuskie wynalazki, typu Peugeot 3008/5008 i DS 7 nie mają napędu 4×4. A Skoda Kodiaq ma.

I tym sposobem dochodzę do wniosku, że za 200 000 zł trudno jest kupić coś większego i bardziej komfortowego. Jedyny minus tej całej sytuacji, to owe nudne wnętrze i fakt, że silniki kończą się – póki co – na 190 KM.