Opel Astra 1.6 turbo 200 KM – szybki hatchback, ale na miękko – test

Jakiś czas temu zauważyłem, że ulubionym zajęciem producentów samochodów jest psucie najmocniejszych wersji silnikowych tzw. “sportowym charakterem”. A oznacza to przede wszystkim obecność sportowego zawieszenia i głośniejszego wydechu. Tymczasem ja chciałbym mieć szybkiego hatchbacka, który będzie mnie komfortowo, miękko i cicho woził po mieście. I taki właśnie jest nowy Opel Astra z silnikiem o mocy 200 KM.

Co mi bowiem po większej mocy, jeżeli jeżdżąc po mieście zawieszenie telepie mną jak w starym autobusie? A w ten sposób zmarnowano wiele całkiem fajnych samochodów. Szczytem była dla mnie ostatnio Honda, która do modelu Jazz wsadziła 130 KM i od razu dała twardsze zawieszenie, jakby koni było co najmniej 2x więcej. Po co? Z tego powodu dużo bardziej pozytywnie odebrałem Jazza o mocy 102 KM, ale z o niebo bardziej komfortowym zawieszeniem. Ale do rzeczy.

Zawieszenie Astry jest w punkt

Nie buja może jak łóżko wodne, czyli DS 7 Crossback którym jeżdżę aktualnie, albo Zafira w trybie miękkim. Nierówności wybierane są całkiem dobrze. Nie mam też najmniejszych zastrzeżeń do układu kierowniczego, który pracował dokładnie tak, jak oczekiwałem. Nie ma nawet problemu z szybszą jazdą na trasie. Moim zdaniem większa sztywność zawieszenia nie dałaby wiele, a utrata komfortu w mieście byłaby znaczna. Na pochwałę zasługuje też wyciszenie wnętrza. Nieprzyjemnie głośno robi się dopiero przy prędkościach autostradowych typu 180 km/h i więcej.

1.6 turbo i 200 KM

Wracając do silnika, mamy 200 KM oraz 300 Nm i to już od 1700 obr./min, do 4700 obr./min. To duży zakres, co powoduje że auto przyspiesza bardzo sprawnie nawet na szóstym biegu. Troche zaskakuje pojemność silnika, z jakiego wykrzesano takie parametry. Ma 1.6 litra, 4 cylindry i turbodoładowanie rzecz jasna. Na szczęście nie słychać, że pojemność jest niewielka, bo silnik został naprawdę dobrze wyciszony.

Po wciśnięciu gazu auto po prostu bez trudu wyrywa do przodu. Chwila moment i na liczniku pojawia się 200 km/h. Nie stanowi to dla Astry większego wyzwania. Natomiast teraz jeżdżę DS 7, również z silnikiem 1.6, ale o mocy 225 KM. Auto również bardzo sprawnie się zbiera, ale wydaje przy tym takie dźwięki, jakby zaraz miało odlecieć w kosmos. A w Astrze – pełna kultura. Dodam jedynie, że na liście wyposażenia opcjonalnego miałem “Pakiet elementów wyciszających dźwięki zewnętrzne” kosztujący 600 zł.

Skrzynia biegów w tym przypadku była manualna i miała 6 przełożeń. Jedyna wada – to jednak manual. Ale jest też 6 stopniowy automat. W obu przypadkach auto osiąga 100 km/h w tym samym czasie – 7,8 sekundy.

Dużo miejsca w środku

Wnętrze cieszy przede wszystkim przestrzenią. Astra jest jednym z większych aut z segmentu (4,37 m długości), co oznacza że nawet gdy kierowca jest wysoki, to osoba siedząca za nim ma naprawdę przyzwoitą ilość miejsca na nogi. Bagażnik w teorii nie jest ogromny, bo ma 370 litrów, ale w praktyce zmieściłem w nim bagaże dla 4 osób bez żadnego kłopotu. A w takim Golfie nie byłoby to możliwe. W sensie upchnięcie 4 wysokich osób. A jeżeli ktoś chce więcej miejsca na graty, ten może zdecydować się na wersję Kombi z bagażnikiem 540 litrów. Ale coś za coś, bo kombi jest nieco mniej urodziwe.

Poza tym to typowy Opel. Tydzień przed testem Astry spędziłem w modelu Grandland X i muszę przyznać, że kabina robiła lepsze wrażenie, niż w Astrze. To było czuć w takich pierdołowatych detalach, jak choćby praca dźwigni kierunkowskazów, czy odrobinę lepsze materiały w Grandlandzie X. Astrę trzeba pochwalić za wygodne fotele – w moim przypadku były to wymagające dopłaty “typu Sport”. Miały pełną regulację (np. osobne podnoszenie przodu i tyłu siedzenia) i wysuwane siedzisko. Idealne na długie trasy.

Multimedia średnie, ale sytuację ratuje Android Auto

Druga sprawa, miałem obsługę Android Auto, co oznaczało że mogłem sobie jeździć z Mapami Google na ekranie samochodu. To znakomita wiadomość, bowiem multimedia i nawigacja Opla są takie sobie. Interfejs koszmarny i brak obsługi ruchu na żywo. Całe szczęście, że nie trzeba z tego korzystać. Aha, jest też Apple CarPlay, czyli taki Android Auto dla fanów Apple.

Jak już przy pakietach jesteśmy, to miałem również Pakiet Zimowy. Jest to podgrzewana kierownica, fotele przednie, a także tylna kanapa. Z jakiegoś powodu w jego skład wchodzą także 2 dodatkowe gniazda USB dla pasażerów tylnej kanapy. Do tego doszły płatne felgi 18″ oraz Pakiet Kierowcy Plus, czyli system NAVI 4.0 IntelliLink z ekranem 7″, nawigacją, kamerą cofania, czujnikami parkowania oraz przyciemnianymi szybami z tyłu.

Czego zabrakło?

Ten egzemplarz był zaskakująco skromnie wyposażony, jak na auta testowe którymi jeżdżę. Miałem zwykłe halogeny z przodu (LED do jazdy dziennej). A jeżeli chciałbym mieć LED-y jako światła mijania i drogowe, czyli IntelliLux, to do ceny trzeba dorzucić 5900 zł. Drogo, ale moim zdaniem – warto.

Światła tylne LED, nieobecne w moim egzemplarzu, również wymagały dopłaty – 900 zł. Chyba, że weźmiemy LED-y z przodu, wtedy dostajemy je w gratisie. Brakowało mi także dachu panoramicznego, który jest naprawdę przyjemnym dodatkiem w każdym samochodzie.

Ceny

Cennik brzmi trochę jak promocja, bowiem za 200 KM w Astrze zapłacić trzeba zaledwie 82 300 zł – w wyposażeniu Enjoy, czyli niemal podstawowym. Ale najwyższa opcja Elite to niewiele więcej, bo 92 800 zł + dodatki wymienione wyżej. Wszystko to sprawia, że naprawdę przyzwoitą Astrę o dużej mocy dostaniemy za 100 000 zl. A kombi wymaga ok. 4000 zł dopłaty.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Opel Astra 1.6 turbo 200 KM – szybki hatchback, ale na miękko – test
Opel Astra 1.6 turbo 200 KM – szybki hatchback, ale na miękko – test
Opel Astra 1.6 turbo 200 KM – szybki hatchback, ale na miękko – test

Jakiś czas temu zauważyłem, że ulubionym zajęciem producentów samochodów jest psucie najmocniejszych wersji silnikowych tzw. “sportowym charakterem”. A oznacza to przede wszystkim obecność sportowego zawieszenia i głośniejszego wydechu. Tymczasem ja chciałbym mieć szybkiego hatchbacka, który będzie mnie komfortowo, miękko i cicho woził po mieście. I taki właśnie jest nowy Opel Astra z silnikiem o mocy 200 KM.

Co mi bowiem po większej mocy, jeżeli jeżdżąc po mieście zawieszenie telepie mną jak w starym autobusie? A w ten sposób zmarnowano wiele całkiem fajnych samochodów. Szczytem była dla mnie ostatnio Honda, która do modelu Jazz wsadziła 130 KM i od razu dała twardsze zawieszenie, jakby koni było co najmniej 2x więcej. Po co? Z tego powodu dużo bardziej pozytywnie odebrałem Jazza o mocy 102 KM, ale z o niebo bardziej komfortowym zawieszeniem. Ale do rzeczy.

Zawieszenie Astry jest w punkt

Nie buja może jak łóżko wodne, czyli DS 7 Crossback którym jeżdżę aktualnie, albo Zafira w trybie miękkim. Nierówności wybierane są całkiem dobrze. Nie mam też najmniejszych zastrzeżeń do układu kierowniczego, który pracował dokładnie tak, jak oczekiwałem. Nie ma nawet problemu z szybszą jazdą na trasie. Moim zdaniem większa sztywność zawieszenia nie dałaby wiele, a utrata komfortu w mieście byłaby znaczna. Na pochwałę zasługuje też wyciszenie wnętrza. Nieprzyjemnie głośno robi się dopiero przy prędkościach autostradowych typu 180 km/h i więcej.

1.6 turbo i 200 KM

Wracając do silnika, mamy 200 KM oraz 300 Nm i to już od 1700 obr./min, do 4700 obr./min. To duży zakres, co powoduje że auto przyspiesza bardzo sprawnie nawet na szóstym biegu. Troche zaskakuje pojemność silnika, z jakiego wykrzesano takie parametry. Ma 1.6 litra, 4 cylindry i turbodoładowanie rzecz jasna. Na szczęście nie słychać, że pojemność jest niewielka, bo silnik został naprawdę dobrze wyciszony.

Po wciśnięciu gazu auto po prostu bez trudu wyrywa do przodu. Chwila moment i na liczniku pojawia się 200 km/h. Nie stanowi to dla Astry większego wyzwania. Natomiast teraz jeżdżę DS 7, również z silnikiem 1.6, ale o mocy 225 KM. Auto również bardzo sprawnie się zbiera, ale wydaje przy tym takie dźwięki, jakby zaraz miało odlecieć w kosmos. A w Astrze – pełna kultura. Dodam jedynie, że na liście wyposażenia opcjonalnego miałem “Pakiet elementów wyciszających dźwięki zewnętrzne” kosztujący 600 zł.

Skrzynia biegów w tym przypadku była manualna i miała 6 przełożeń. Jedyna wada – to jednak manual. Ale jest też 6 stopniowy automat. W obu przypadkach auto osiąga 100 km/h w tym samym czasie – 7,8 sekundy.

Dużo miejsca w środku

Wnętrze cieszy przede wszystkim przestrzenią. Astra jest jednym z większych aut z segmentu (4,37 m długości), co oznacza że nawet gdy kierowca jest wysoki, to osoba siedząca za nim ma naprawdę przyzwoitą ilość miejsca na nogi. Bagażnik w teorii nie jest ogromny, bo ma 370 litrów, ale w praktyce zmieściłem w nim bagaże dla 4 osób bez żadnego kłopotu. A w takim Golfie nie byłoby to możliwe. W sensie upchnięcie 4 wysokich osób. A jeżeli ktoś chce więcej miejsca na graty, ten może zdecydować się na wersję Kombi z bagażnikiem 540 litrów. Ale coś za coś, bo kombi jest nieco mniej urodziwe.

Poza tym to typowy Opel. Tydzień przed testem Astry spędziłem w modelu Grandland X i muszę przyznać, że kabina robiła lepsze wrażenie, niż w Astrze. To było czuć w takich pierdołowatych detalach, jak choćby praca dźwigni kierunkowskazów, czy odrobinę lepsze materiały w Grandlandzie X. Astrę trzeba pochwalić za wygodne fotele – w moim przypadku były to wymagające dopłaty “typu Sport”. Miały pełną regulację (np. osobne podnoszenie przodu i tyłu siedzenia) i wysuwane siedzisko. Idealne na długie trasy.

Multimedia średnie, ale sytuację ratuje Android Auto

Druga sprawa, miałem obsługę Android Auto, co oznaczało że mogłem sobie jeździć z Mapami Google na ekranie samochodu. To znakomita wiadomość, bowiem multimedia i nawigacja Opla są takie sobie. Interfejs koszmarny i brak obsługi ruchu na żywo. Całe szczęście, że nie trzeba z tego korzystać. Aha, jest też Apple CarPlay, czyli taki Android Auto dla fanów Apple.

Jak już przy pakietach jesteśmy, to miałem również Pakiet Zimowy. Jest to podgrzewana kierownica, fotele przednie, a także tylna kanapa. Z jakiegoś powodu w jego skład wchodzą także 2 dodatkowe gniazda USB dla pasażerów tylnej kanapy. Do tego doszły płatne felgi 18″ oraz Pakiet Kierowcy Plus, czyli system NAVI 4.0 IntelliLink z ekranem 7″, nawigacją, kamerą cofania, czujnikami parkowania oraz przyciemnianymi szybami z tyłu.

Czego zabrakło?

Ten egzemplarz był zaskakująco skromnie wyposażony, jak na auta testowe którymi jeżdżę. Miałem zwykłe halogeny z przodu (LED do jazdy dziennej). A jeżeli chciałbym mieć LED-y jako światła mijania i drogowe, czyli IntelliLux, to do ceny trzeba dorzucić 5900 zł. Drogo, ale moim zdaniem – warto.

Światła tylne LED, nieobecne w moim egzemplarzu, również wymagały dopłaty – 900 zł. Chyba, że weźmiemy LED-y z przodu, wtedy dostajemy je w gratisie. Brakowało mi także dachu panoramicznego, który jest naprawdę przyjemnym dodatkiem w każdym samochodzie.

Ceny

Cennik brzmi trochę jak promocja, bowiem za 200 KM w Astrze zapłacić trzeba zaledwie 82 300 zł – w wyposażeniu Enjoy, czyli niemal podstawowym. Ale najwyższa opcja Elite to niewiele więcej, bo 92 800 zł + dodatki wymienione wyżej. Wszystko to sprawia, że naprawdę przyzwoitą Astrę o dużej mocy dostaniemy za 100 000 zl. A kombi wymaga ok. 4000 zł dopłaty.