Byle było co dać na YouTube’a, czyli negatywny skutek popularności kamerek

Spójrzcie czasem w lusterko stojąc na światłach. Przynajmniej raz będzie za Wami stał samochód z zamontowaną pod lusterkiem kamerką. Rejestratory cieszą się w ostatnim czasie lawinową popularnością, która niesie wiele dobrodziejstw. Niestety, wyjątkowo niebezpieczne i szkodliwe są też nadużycia, jakich dopuszczają się niektórzy wszechmocni kierowcy.

Jeszcze 6-7 lat temu, gdyby zapytać któregoś polskiego kierowcę o to, czy ma lub planuje wyposażyć się w kamerkę samochodową, większość z nich pokręciłaby pewnie głową. Polacy radzili sobie bez nich latami i wielu pewnie nawet nie brało pod uwagę wyposażenia się w rejestrator. Do czasu.

Kariera kamerek na YouTube

Wraz z rosnącą popularnością serwisów udostępniających nagrania video takich jak YouTube czy Liveleak, coraz powszechniejsze stało się nagrywanie wszystkiego. Dosłownie. Sieć zalały z ostatniej dekady nagrania poruszające praktycznie wszystkie aspekty życia, a w kamerach dobrodziejstw dopatrzyli się także rosyjscy kierowcy.

Nie jest tajemnicą, że rosyjskie drogi należą do jednych z najniebezpieczniejszych na świecie. Co roku ginie tam za WHO średnio nawet 30 tysięcy ludzi, a powszechna pogarda do przepisów, popularność używek przed jazdą, fatalny stan techniczny pojazdów i lekkomyślność kierowców powoduje, że kreuje się obraz prawdziwego pola minowego na drogach.

Dla utwierdzenia tego obrazu rosyjskich dróg niewątpliwą przysługę zrobiły tysiące filmików z kamerek montowanych w samochodach, które hurtowo trafiają na YouTube do dziś. Zrobiły one tak zawrotną popularność, że niektóre kompilacje takich nagrań zbijają wyświetlenia liczone w dziesiątkach milionów z całego świata.

Dlaczego montujemy kamerki? Przyczyny zawsze takie same

Skąd taki fenomen zapisów z rosyjskich rejestratorów? Zawierają one często makabryczne lub kuriozalne sytuacje z dróg. Przedstawiają drastyczne wypadki przy wyprzedzaniu, wymuszenia, zderzenia, łamanie przepisów przez poruszanie się po chodnikach.

Zapisują potrącenia pieszych, kolizje z rowerzystami, a nawet przypadki wymuszenia odszkodowania przez pieszych… rzucających się celowo na maskę, symulując potrącenie.

Motywem montowania kamerki jest oczywiście najczęściej chęć udokumentowania nagrania i posiadania dowodu jako świadek lub ofiara zdarzeń. Rosyjscy kierowcy argumentują, że bez tego lokalna policja nikomu by nie uwierzyła w przypadku mało oczywistych zdarzeń. W końcu skąd policejski ma wiedzieć, że pijany pieszy szedł nocą po ulicy i nie rozjechałeś go ze swojej winy?

Przykład idzie ze Wschodu

Choć na polskich drogach zdarzenia w charakterze tych z rosyjskich dróg, raczej, nie są aż tak upowszechnione i kultura jazdy mimo wszystko jest nad Wisłą nieco lepsza, to dla wielu kierowców jest to marne pocieszenie. Filmiki z rosyjskich kamerek nie tylko stały się źródłem rozrywki w polskim internecie, ale i okazały się skuteczną przestrogą.

Na polskich drogach, najniebezpieczniejszych w Europie (Rosja nie jest liczona do tego grona), wciąż dochodzi do wielu niebezpiecznych wypadków. Jakby tego było mało, kierowcy wyprzedzają na powierzchni wyłączonej, zajeżdżają drogę, wymuszają, spychają, blokują lewy pas i tak dalej.

Przez lata wzywano policję i ustalała ona wersję wydarzeń na podstawie zeznań pojedynczych świadków i uczestników. Wzorem rosyjskich kierowców, postanowiono ułatwić sobie życie i mieć w rękawie asa, w razie niejednoznacznych zdarzeń drogowych.

Popularność kamerek w Polsce ma wiele dobrych stron

Kamerki od ostatnich 3-4 lat lawinowo popularyzują się w Polsce. Kupuje je coraz więcej kierowców, montując w samochodach prywatnych, firmowych, ciężarówkach, a nawet na kaskach rowerowych i motocyklowych. Można powiedzieć, cała Polska nagrywa.


Popularność kamerek i powszechność drogowego piractwa powoduje, że polski internet codziennie zasypują dziesiątki nagrań. Powstałe na fali popularności kamerek kanały na YouTube biją rekordy popularności, na czele z Polskie Drogi i Stop Cham.

Ale będzie nagranie na jutuba!

Podobnie jak w innych krajach, do kamerek “dorwały się” niestety osoby także i takie, które stosują czasem kamerkę bardziej dla potencjalnej popularności w internecie, aniżeli dla drogowej samoobrony.

Fakt okrzyku radości w przypadku uchwycenia przypadkowego pirata drogowego akurat w pełni rozumiemy – dobrze piętnować pogardę dla przepisów i pomagać policji w namierzaniu takich kierujących. Co innego jednak w przypadku osób, które celowo doprowadzają do zdarzeń drogowych, aby “fajnie” wyszło na nagraniu i było co podesłać na YouTube. A takich jest od groma!

Wszechmocni i złośliwi

Śledząc na bieżąco kanał np. Stop Cham dobrze widać, jak ogromna ilość kierowców używa kamerek jako narzędzia do drogowej wszechmocy. Zakłada, że ma pierwszeństwo i jedzie prawidłowo, więc inni uczestnicy ruchu nie mają znaczenia.

Ktoś wyjeżdża z podporządkowanej 200 metrów przed nami i włącza się do ruchu? A co, przyśpieszyć i obtrąbić lub nawet wjechać. Nawet, jak robi się to celowo i nieczęsto przekracza prędkość, wielu z dumą udostępnia to w internecie.

Ktoś jedzie kończącym się pasem i chce zjechać na właściwy część jezdni? Choć jest przed nami miejsce, nie puścić gnoja, przyśpieszyć, niech jedzie do końca i hamuje przed wysepką. To nic, że przeszkadza to w płynności ruchu i grozi kolizji.

Negatywny skutek popularności kamerek

Powyższe przypadku odnotowujemy tylko z jednego, 12-minutowego odcinka serii Stop Cham z ostatniego poniedziałku. Gdyby poszperać w sieci, takich zdarzeń znajdzie się o wiele więcej. Fakt posiadania kamerki nie może zwalniać kierowcy z przepisowego lub zwyczajnie życzliwego stosunku do innych uczestników ruchu.

Ile cennych milisekund życia traci się nie dojeżdżając do zderzaka kierowcy, który rozpędza się po włączeniu do ruchu i nie robi tego tak błyskawicznie, jak jeżdżący “szybko, ale bezpiecznie”? Jak wiele stopni honoru ubywa po umożliwieniu kierowcy na sąsiednim pasie włączenia się do ruchu?

Ile punktów do Gryffindoru ubywa po nie zasuwaniu po mieście 90 km/h myśląc, że przecież “tutaj zawsze się tak jedzie”, choć akurat dzisiaj może wyjechać z podporządkowanej zagapiony kierowca? Co zyskamy z tego, że mieliśmy rację, skoro potencjalnie można stracić na takich zdarzeniach zdrowie lub w najlepszym wypadku – bezwypadkową historię swojego ukochanego auta?

Chwała kamerkom, piętnujmy nadużywających

Fakt, wiele sytuacji drogowych na kamerkach wygląda na “możliwe do uniknięcia”, gdzie czasu lub miejsca na reakcję było za mało i nie widać tego na nagraniu. Kompilacje internetowe gromadzą wiele właściwych przypadków ukazywania drogowego chamstwa i pogardy do innych uczestników ruchu na polskich drogach.

Fenomen kamerek ma pełno doskonałych korzyści dla wszystkich i chylimy czoła przed twórcami kanałów propagujących ostrożność na drodze i wyszydzanie piratów drogowych. Żeby było jasne – piętnując “chamów z kamerką”, wytykamy to autorom nagrań, a nie twórcom kompilacji – w ich intencjach może być przecież także piętnowanie niefrasobliwych autorów nagrań!

We wszystkim trzeba jednak zachować umiar, a kamerka nigdy nie powinna zwalniać z rozsądku za kierownicą. Zamiast mieć “fajne nagranie na jutuba”, warto czasem odpuścić i nie udowadniać na siłę, że ulica to prywatny folwark.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Byle było co dać na YouTube’a, czyli negatywny skutek popularności kamerek
Byle było co dać na YouTube’a, czyli negatywny skutek popularności kamerek
Byle było co dać na YouTube’a, czyli negatywny skutek popularności kamerek

Spójrzcie czasem w lusterko stojąc na światłach. Przynajmniej raz będzie za Wami stał samochód z zamontowaną pod lusterkiem kamerką. Rejestratory cieszą się w ostatnim czasie lawinową popularnością, która niesie wiele dobrodziejstw. Niestety, wyjątkowo niebezpieczne i szkodliwe są też nadużycia, jakich dopuszczają się niektórzy wszechmocni kierowcy.

Jeszcze 6-7 lat temu, gdyby zapytać któregoś polskiego kierowcę o to, czy ma lub planuje wyposażyć się w kamerkę samochodową, większość z nich pokręciłaby pewnie głową. Polacy radzili sobie bez nich latami i wielu pewnie nawet nie brało pod uwagę wyposażenia się w rejestrator. Do czasu.

Kariera kamerek na YouTube

Wraz z rosnącą popularnością serwisów udostępniających nagrania video takich jak YouTube czy Liveleak, coraz powszechniejsze stało się nagrywanie wszystkiego. Dosłownie. Sieć zalały z ostatniej dekady nagrania poruszające praktycznie wszystkie aspekty życia, a w kamerach dobrodziejstw dopatrzyli się także rosyjscy kierowcy.

Nie jest tajemnicą, że rosyjskie drogi należą do jednych z najniebezpieczniejszych na świecie. Co roku ginie tam za WHO średnio nawet 30 tysięcy ludzi, a powszechna pogarda do przepisów, popularność używek przed jazdą, fatalny stan techniczny pojazdów i lekkomyślność kierowców powoduje, że kreuje się obraz prawdziwego pola minowego na drogach.

Dla utwierdzenia tego obrazu rosyjskich dróg niewątpliwą przysługę zrobiły tysiące filmików z kamerek montowanych w samochodach, które hurtowo trafiają na YouTube do dziś. Zrobiły one tak zawrotną popularność, że niektóre kompilacje takich nagrań zbijają wyświetlenia liczone w dziesiątkach milionów z całego świata.

Dlaczego montujemy kamerki? Przyczyny zawsze takie same

Skąd taki fenomen zapisów z rosyjskich rejestratorów? Zawierają one często makabryczne lub kuriozalne sytuacje z dróg. Przedstawiają drastyczne wypadki przy wyprzedzaniu, wymuszenia, zderzenia, łamanie przepisów przez poruszanie się po chodnikach.

Zapisują potrącenia pieszych, kolizje z rowerzystami, a nawet przypadki wymuszenia odszkodowania przez pieszych… rzucających się celowo na maskę, symulując potrącenie.

Motywem montowania kamerki jest oczywiście najczęściej chęć udokumentowania nagrania i posiadania dowodu jako świadek lub ofiara zdarzeń. Rosyjscy kierowcy argumentują, że bez tego lokalna policja nikomu by nie uwierzyła w przypadku mało oczywistych zdarzeń. W końcu skąd policejski ma wiedzieć, że pijany pieszy szedł nocą po ulicy i nie rozjechałeś go ze swojej winy?

Przykład idzie ze Wschodu

Choć na polskich drogach zdarzenia w charakterze tych z rosyjskich dróg, raczej, nie są aż tak upowszechnione i kultura jazdy mimo wszystko jest nad Wisłą nieco lepsza, to dla wielu kierowców jest to marne pocieszenie. Filmiki z rosyjskich kamerek nie tylko stały się źródłem rozrywki w polskim internecie, ale i okazały się skuteczną przestrogą.

Na polskich drogach, najniebezpieczniejszych w Europie (Rosja nie jest liczona do tego grona), wciąż dochodzi do wielu niebezpiecznych wypadków. Jakby tego było mało, kierowcy wyprzedzają na powierzchni wyłączonej, zajeżdżają drogę, wymuszają, spychają, blokują lewy pas i tak dalej.

Przez lata wzywano policję i ustalała ona wersję wydarzeń na podstawie zeznań pojedynczych świadków i uczestników. Wzorem rosyjskich kierowców, postanowiono ułatwić sobie życie i mieć w rękawie asa, w razie niejednoznacznych zdarzeń drogowych.

Popularność kamerek w Polsce ma wiele dobrych stron

Kamerki od ostatnich 3-4 lat lawinowo popularyzują się w Polsce. Kupuje je coraz więcej kierowców, montując w samochodach prywatnych, firmowych, ciężarówkach, a nawet na kaskach rowerowych i motocyklowych. Można powiedzieć, cała Polska nagrywa.


Popularność kamerek i powszechność drogowego piractwa powoduje, że polski internet codziennie zasypują dziesiątki nagrań. Powstałe na fali popularności kamerek kanały na YouTube biją rekordy popularności, na czele z Polskie Drogi i Stop Cham.

Ale będzie nagranie na jutuba!

Podobnie jak w innych krajach, do kamerek “dorwały się” niestety osoby także i takie, które stosują czasem kamerkę bardziej dla potencjalnej popularności w internecie, aniżeli dla drogowej samoobrony.

Fakt okrzyku radości w przypadku uchwycenia przypadkowego pirata drogowego akurat w pełni rozumiemy – dobrze piętnować pogardę dla przepisów i pomagać policji w namierzaniu takich kierujących. Co innego jednak w przypadku osób, które celowo doprowadzają do zdarzeń drogowych, aby “fajnie” wyszło na nagraniu i było co podesłać na YouTube. A takich jest od groma!

Wszechmocni i złośliwi

Śledząc na bieżąco kanał np. Stop Cham dobrze widać, jak ogromna ilość kierowców używa kamerek jako narzędzia do drogowej wszechmocy. Zakłada, że ma pierwszeństwo i jedzie prawidłowo, więc inni uczestnicy ruchu nie mają znaczenia.

Ktoś wyjeżdża z podporządkowanej 200 metrów przed nami i włącza się do ruchu? A co, przyśpieszyć i obtrąbić lub nawet wjechać. Nawet, jak robi się to celowo i nieczęsto przekracza prędkość, wielu z dumą udostępnia to w internecie.

Ktoś jedzie kończącym się pasem i chce zjechać na właściwy część jezdni? Choć jest przed nami miejsce, nie puścić gnoja, przyśpieszyć, niech jedzie do końca i hamuje przed wysepką. To nic, że przeszkadza to w płynności ruchu i grozi kolizji.

Negatywny skutek popularności kamerek

Powyższe przypadku odnotowujemy tylko z jednego, 12-minutowego odcinka serii Stop Cham z ostatniego poniedziałku. Gdyby poszperać w sieci, takich zdarzeń znajdzie się o wiele więcej. Fakt posiadania kamerki nie może zwalniać kierowcy z przepisowego lub zwyczajnie życzliwego stosunku do innych uczestników ruchu.

Ile cennych milisekund życia traci się nie dojeżdżając do zderzaka kierowcy, który rozpędza się po włączeniu do ruchu i nie robi tego tak błyskawicznie, jak jeżdżący “szybko, ale bezpiecznie”? Jak wiele stopni honoru ubywa po umożliwieniu kierowcy na sąsiednim pasie włączenia się do ruchu?

Ile punktów do Gryffindoru ubywa po nie zasuwaniu po mieście 90 km/h myśląc, że przecież “tutaj zawsze się tak jedzie”, choć akurat dzisiaj może wyjechać z podporządkowanej zagapiony kierowca? Co zyskamy z tego, że mieliśmy rację, skoro potencjalnie można stracić na takich zdarzeniach zdrowie lub w najlepszym wypadku – bezwypadkową historię swojego ukochanego auta?

Chwała kamerkom, piętnujmy nadużywających

Fakt, wiele sytuacji drogowych na kamerkach wygląda na “możliwe do uniknięcia”, gdzie czasu lub miejsca na reakcję było za mało i nie widać tego na nagraniu. Kompilacje internetowe gromadzą wiele właściwych przypadków ukazywania drogowego chamstwa i pogardy do innych uczestników ruchu na polskich drogach.

Fenomen kamerek ma pełno doskonałych korzyści dla wszystkich i chylimy czoła przed twórcami kanałów propagujących ostrożność na drodze i wyszydzanie piratów drogowych. Żeby było jasne – piętnując “chamów z kamerką”, wytykamy to autorom nagrań, a nie twórcom kompilacji – w ich intencjach może być przecież także piętnowanie niefrasobliwych autorów nagrań!

We wszystkim trzeba jednak zachować umiar, a kamerka nigdy nie powinna zwalniać z rozsądku za kierownicą. Zamiast mieć “fajne nagranie na jutuba”, warto czasem odpuścić i nie udowadniać na siłę, że ulica to prywatny folwark.