Czy Kia Stinger będzie miała przyszłość? To się jeszcze okaże

Kia Stinger to najbardziej nieszablonowy model w historii koreańskiej marki. Sportowe gran turismo wywołało wiele pozytywnych reakcji i skutecznie poprawiło wizerunek marki, ale może to nie wystarczyć, aby w przyszłości doczekał się następcy. Ktoś musi ten samochód kupować.

Koreański tandem Hyundai-Kia już od ponad dekady pracuje w pocie czoła nad swoim wizerunkiem. Samochody tych marek wyglądają coraz lepiej, są wykonane z coraz lepszych materiałów i już kilka lat temu zaczęły być stawiane jako pełnoprawna konkurencja samochodów europejskich i japońskich. Ambicje Koreańczyków sięgają jednak o wiele dalej.

Pierwsza taka Kia

Wyrazem tego było utworzenie przez Hyundaia w 2016 roku marki premium Genesis, która stawia sobie na cel m.in. Lexusa i BMW, a także bohater dzisiejszego tekstu. Duże gran turismo o nazwie Kia Stinger trafiło na rynek w połowie ubiegłego roku i wywołało ogromne poruszenie. W końcu umówmy się, mało kto kojarzył samochody łączące cechy auta sportowego i luksusowego z koreańską motoryzacją.

Dodając do tego doskonały design, nie dziwota, że stoisko Kii podczas premiery Stingera pierw w Genewie, a potem w Poznaniu – było oblegane przez tłumy ciekawskich. Przełożyło się to na ilość chętnych do jazd próbnych oraz testów, co przekładało się na wiele recenzji.

Dobry wygląd to za mało

Stingera chwalono za prowadzenie (tylny napęd), stosunkowo przestronne wnętrze i dobrą jakość wykonania. Chciałoby się powiedzieć – Kia stworzyła rasowe GT! Czy to wystarczy? Fakt, Stinger w zręczny sposób poprawił wizerunek oraz postrzeganie marki. Aby ogłosić sukces, trzeba jednak jeszcze pochwalić się dobrymi wynikami sprzedaży. Jeśli na tym polu zawiedzie, Stinger może pozostać tylko jednorazową ciekawostką.

W rozmowie z australijskim Which Car Gregory Guilliame z Kii zdradził, że tylko satysfakcjonujące wyniki sprzedaży spowodują, że Stinger pozostanie w produkcji na dłużej i doczeka się – być może – drugiej generacji w przyszłości. Marka zdawała sobie sprawę z tego, żę Stinger będzie autem niszowym, jednak wszystko musi mieć swoje proporcje.

Wszyscy spisali Europę na straty

Największe nadzieje Kia pokłada w Stanach Zjednoczonych, gdzie kurczący się rynek dużych trójbryłowych aut wciąż jeszcze chłonie auta pokroju Stingera – od początku sprzedaży kupiono tam 12,5 tysiąca egzemplarzy. Nie inaczej jest w Australii, gdzie istnieje ogromne grono fanów szybkich, tylnonapędowych dużych aut, Stingery nabyła nawet lokalna policja.

Średnio natomiast mają się sprawy w Europie. Od momentu debiutu we wszystkich krajach Starego Kontynentu sprzedano zaledwie 3885 egzemplarzy, z czego w tym roku – 2742. Z drugiej strony, w Polsce nie jest źle – ceny startują od 149 tys. złotych, a do sierpnia kupiono u nas już ponad 500 egzemplarzy. Czas pokaże, czy globalne wyniki koreańskiego gran turismo w kolejnych latach dadzą mu szanse na przetrwanie.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Czy Kia Stinger będzie miała przyszłość? To się jeszcze okaże
Czy Kia Stinger będzie miała przyszłość? To się jeszcze okaże
Czy Kia Stinger będzie miała przyszłość? To się jeszcze okaże

Kia Stinger to najbardziej nieszablonowy model w historii koreańskiej marki. Sportowe gran turismo wywołało wiele pozytywnych reakcji i skutecznie poprawiło wizerunek marki, ale może to nie wystarczyć, aby w przyszłości doczekał się następcy. Ktoś musi ten samochód kupować.

Koreański tandem Hyundai-Kia już od ponad dekady pracuje w pocie czoła nad swoim wizerunkiem. Samochody tych marek wyglądają coraz lepiej, są wykonane z coraz lepszych materiałów i już kilka lat temu zaczęły być stawiane jako pełnoprawna konkurencja samochodów europejskich i japońskich. Ambicje Koreańczyków sięgają jednak o wiele dalej.

Pierwsza taka Kia

Wyrazem tego było utworzenie przez Hyundaia w 2016 roku marki premium Genesis, która stawia sobie na cel m.in. Lexusa i BMW, a także bohater dzisiejszego tekstu. Duże gran turismo o nazwie Kia Stinger trafiło na rynek w połowie ubiegłego roku i wywołało ogromne poruszenie. W końcu umówmy się, mało kto kojarzył samochody łączące cechy auta sportowego i luksusowego z koreańską motoryzacją.

Dodając do tego doskonały design, nie dziwota, że stoisko Kii podczas premiery Stingera pierw w Genewie, a potem w Poznaniu – było oblegane przez tłumy ciekawskich. Przełożyło się to na ilość chętnych do jazd próbnych oraz testów, co przekładało się na wiele recenzji.

Dobry wygląd to za mało

Stingera chwalono za prowadzenie (tylny napęd), stosunkowo przestronne wnętrze i dobrą jakość wykonania. Chciałoby się powiedzieć – Kia stworzyła rasowe GT! Czy to wystarczy? Fakt, Stinger w zręczny sposób poprawił wizerunek oraz postrzeganie marki. Aby ogłosić sukces, trzeba jednak jeszcze pochwalić się dobrymi wynikami sprzedaży. Jeśli na tym polu zawiedzie, Stinger może pozostać tylko jednorazową ciekawostką.

W rozmowie z australijskim Which Car Gregory Guilliame z Kii zdradził, że tylko satysfakcjonujące wyniki sprzedaży spowodują, że Stinger pozostanie w produkcji na dłużej i doczeka się – być może – drugiej generacji w przyszłości. Marka zdawała sobie sprawę z tego, żę Stinger będzie autem niszowym, jednak wszystko musi mieć swoje proporcje.

Wszyscy spisali Europę na straty

Największe nadzieje Kia pokłada w Stanach Zjednoczonych, gdzie kurczący się rynek dużych trójbryłowych aut wciąż jeszcze chłonie auta pokroju Stingera – od początku sprzedaży kupiono tam 12,5 tysiąca egzemplarzy. Nie inaczej jest w Australii, gdzie istnieje ogromne grono fanów szybkich, tylnonapędowych dużych aut, Stingery nabyła nawet lokalna policja.

Średnio natomiast mają się sprawy w Europie. Od momentu debiutu we wszystkich krajach Starego Kontynentu sprzedano zaledwie 3885 egzemplarzy, z czego w tym roku – 2742. Z drugiej strony, w Polsce nie jest źle – ceny startują od 149 tys. złotych, a do sierpnia kupiono u nas już ponad 500 egzemplarzy. Czas pokaże, czy globalne wyniki koreańskiego gran turismo w kolejnych latach dadzą mu szanse na przetrwanie.