Isuzu D-Max LSX Prime Onyx – do tej pory miałem okazję przejechać się już kilkoma pickupami – TEST

Były to Mitsubishi L200, Nissan Navara, SsangYong Musso oraz Mercedes klasy X. Kolejność nie jest przypadkowa, bowiem w mojej głowie auta ustawione są właśnie tak, jeżeli chodzi o ogólne wrażenia. Mitsubishi jest… może nie złe, ale najbardziej przeciętne, zaś Mercedes klasy X to najlepszy pickup, jakim zdarzyło mi się jeździć.

Ja wiem, jest jeszcze niesamowity – podobno – Volkswagen Amarok V6, ale niestety niemiecki producent przestał odpowiadać na moje maile wraz z początkiem roku, kiedy napisałem w teście, że Tiguan Allspace to w sumie taka Skoda Kodiaq, tyle że droższa i z innym znaczkiem. Ale co miałem napisać, skoro tak właśnie jest, bo wnętrza są niemal całkowicie sklonowane? No trudno.

Wracając do tematu, gdzieś tam z tyłu głowy wiedziałem o Isuzu D-Max, ale zwyczajnie nie trafiła się okazja, by zapisać się na test tego samochodu. Aż do zeszłego tygodnia, kiedy wsiadłem za kierownicę poliftowego D-Maxa w dopasionej odmianie LSX Prime Onyx. Wrażenia? W mojej głowie Isuzu plasuje się gdzieś pomiędzy Navarą, a zaskakująco dobrym SsangYongiem Musso.

Isuzu ma jednak zalety, których nie znajdziemy u konkurentów. Jest to przede wszystkim duża przestrzeń ładunkowa o długości 2,3 m oraz szerokości 1,57 m. Przedstawiciel producenta chwalił mi się też większą ładownością, niż u konkurentów. Do 1165 kg. Wynika to z mniejszej masy własnej, która w D-Maksie nie przekracza 2 ton. Osobiście wstawiałem auto na wagę i ze zbiornikiem zapełnionym po 3/4 było to nieco ponad 2000 kg.

1.9 diesel pod maską

Pod maską pracuje silnik diesla, 4 cylindrowy, o pojemności 1.9 litra i mocy 163 KM, z momentem obrotowym 360 Nm dostępnym od 2000 obr./min. Nie jest to najszybszy pickup jakim jeździłem, ale z drugiej strony nie ma dramatu. Producent nie chwali się przyspieszeniem do 100 km/h, ale jest to 12,8 sekundy. Wyprzedzać się da, choć stanowczo wolałbym mieć te 30 KM więcej, jak w Navarze.

Automat ma 6 przełożeń i pracuje poprawnie. Czasem delikatnie szarpnie, ale na tle innych pickupów nie jest to nic szczególnego. Zużycie paliwa jest za to bardzo przyjemne. Przy 90 km/h da się uzyskać wynik poniżej 7 litrów na 100 km, przy 120 km/h zużycie rośnie do ok. 8-9 litrów na 100 km. Jak na te gabaryty, masę i aerodynamikę – jestem pod wrażeniem. W mieście należy się spodziewać 10-11 litrów na 100 km. Chyba że lubimy przycisnąć, wtedy będzie więcej.

Cieszy też wielki zbiornik o nieujawnionej przez producenta pojemności. W każdym razie po przejechaniu 240 km komputer wskazywał, że mam jeszcze 1010 km zasięgu. Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałem.

Wnętrze jest proste, ale miałem wszystko czego mi trzeba

Cieszą przede wszystkim fajne multimedia firmy Pioneer z przyjemnym interfejsem na 7 calowym ekranie LCD. Jest wbudowana nawigacja, ale najbardziej cieszy obsługa Android Auto (oraz Apple CarPlay). Wystarczy zainstalować aplikację np. z apkmirror.com, bowiem w oficjalnym sklepie jej jeszcze nie ma. W każdym razie gdy to zrobimy, po podłączeniu telefonu kablem z samochodem, na ekranie nawigacji możemy używać Map Google. Nie ma tego ani Navara, ani Mercedes. A jak jeżdżę 4 lata różnymi samochodami, to nie mam już wątpliwości, że żadna wbudowana nawigacja nie jest lesza od Google. Duży plus dla Isuzu.

Kamera cofania jest i to bardzo dobrej jakości. A to ważny element, bowiem auto mierzy aż 5,3 m. Manewrowanie po parkingu bez kamery będzie więc bardzo trudne. Kolejny plus to 2 gniazda USB. Jedno z przodu, drugie z tyłu. Wiele aut osobowych wciąż ma na wyposażeniu tylko jeden tego typu port. Na przykład Citroen C4 Spacetourer aka Picasso.

Zawieszenie – jak to w pickupie. Nie jest to najlepszy komfort, z jakim miałem do czynienia. W mieście jest całkiem ok, ale w trasie, zwłaszcza na dużych nierównościach, potrafi wytelepać. Z drugiej strony wśród pickupów to raczej standard. Może poza wspomnianym Mercedesem.

Paka może być zabudowana na różne sposoby. Może też w ogóle nie być zabudowana. W moim przypadku była to klapa wyposażona w bardzo przydatną lampkę LED, z czym również dotąd się nie spotkałem.

Wady

Największa wtopa nie jest może jakaś znacząca, ale dosyć dziwna jak na rok 2018. Otóż kierunkowskazy nie mają funkcji migania 3x po delikatnym dotknięciu manetki. Przecież to jest standard od dobrych 10 lat. Druga sprawa to nagłośnienie, które było przeciętne. Pomimo obecności 8 głośników wyraźnie brakowało basów.

Ceny

Na tle konkurentów prezentują się ciekawie, bowiem D-Maxa – w podstawowej wersji rzecz jasna – można dostać już za 105 719 zł w wersji z kabiną wydłużoną. Wersja z kabiną podwójną to już wydatek 109 409 zł brutto, czyli 88 950 zł netto, bowiem na te kwoty zwracają uwagę klienci decydujący się na pickupy.

Najbardziej dopasiona odmiana Shiro to już wydatek 123 450 zł / 151 844 zł (netto/brutto), ale do tego można dorzucić pakiet Onyx o wartości 4650/5351 zł oraz nadbudowę, czyli osłonę paki. Tutaj ceny wahają się od 5500 do 10 600 zł.

Jest jeszcze jedna kwestia. Otóż wersja widoczna na zdjęciach, w kolorze białej perły, na 18 calowych felgach, z czerwonym znaczkiem Isuzu mocno przyciągała wzrok postronnych. Bardziej niż Navara, czy nawet Mercedes klasy X, którym akurat jeździłem w ciemnym lakierze. Tylko jaskrawożółte Mitsubishi L200 Monster przyciągało uwagę przechodniów bardziej, niż fajny, biały lakier połączony z zadziornym przodem Isuzu.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Isuzu D-Max LSX Prime Onyx – do tej pory miałem okazję przejechać się już kilkoma pickupami – TEST
Isuzu D-Max LSX Prime Onyx – do tej pory miałem okazję przejechać się już kilkoma pickupami – TEST
Isuzu D-Max LSX Prime Onyx – do tej pory miałem okazję przejechać się już kilkoma pickupami – TEST

Były to Mitsubishi L200, Nissan Navara, SsangYong Musso oraz Mercedes klasy X. Kolejność nie jest przypadkowa, bowiem w mojej głowie auta ustawione są właśnie tak, jeżeli chodzi o ogólne wrażenia. Mitsubishi jest… może nie złe, ale najbardziej przeciętne, zaś Mercedes klasy X to najlepszy pickup, jakim zdarzyło mi się jeździć.

Ja wiem, jest jeszcze niesamowity – podobno – Volkswagen Amarok V6, ale niestety niemiecki producent przestał odpowiadać na moje maile wraz z początkiem roku, kiedy napisałem w teście, że Tiguan Allspace to w sumie taka Skoda Kodiaq, tyle że droższa i z innym znaczkiem. Ale co miałem napisać, skoro tak właśnie jest, bo wnętrza są niemal całkowicie sklonowane? No trudno.

Wracając do tematu, gdzieś tam z tyłu głowy wiedziałem o Isuzu D-Max, ale zwyczajnie nie trafiła się okazja, by zapisać się na test tego samochodu. Aż do zeszłego tygodnia, kiedy wsiadłem za kierownicę poliftowego D-Maxa w dopasionej odmianie LSX Prime Onyx. Wrażenia? W mojej głowie Isuzu plasuje się gdzieś pomiędzy Navarą, a zaskakująco dobrym SsangYongiem Musso.

Isuzu ma jednak zalety, których nie znajdziemy u konkurentów. Jest to przede wszystkim duża przestrzeń ładunkowa o długości 2,3 m oraz szerokości 1,57 m. Przedstawiciel producenta chwalił mi się też większą ładownością, niż u konkurentów. Do 1165 kg. Wynika to z mniejszej masy własnej, która w D-Maksie nie przekracza 2 ton. Osobiście wstawiałem auto na wagę i ze zbiornikiem zapełnionym po 3/4 było to nieco ponad 2000 kg.

1.9 diesel pod maską

Pod maską pracuje silnik diesla, 4 cylindrowy, o pojemności 1.9 litra i mocy 163 KM, z momentem obrotowym 360 Nm dostępnym od 2000 obr./min. Nie jest to najszybszy pickup jakim jeździłem, ale z drugiej strony nie ma dramatu. Producent nie chwali się przyspieszeniem do 100 km/h, ale jest to 12,8 sekundy. Wyprzedzać się da, choć stanowczo wolałbym mieć te 30 KM więcej, jak w Navarze.

Automat ma 6 przełożeń i pracuje poprawnie. Czasem delikatnie szarpnie, ale na tle innych pickupów nie jest to nic szczególnego. Zużycie paliwa jest za to bardzo przyjemne. Przy 90 km/h da się uzyskać wynik poniżej 7 litrów na 100 km, przy 120 km/h zużycie rośnie do ok. 8-9 litrów na 100 km. Jak na te gabaryty, masę i aerodynamikę – jestem pod wrażeniem. W mieście należy się spodziewać 10-11 litrów na 100 km. Chyba że lubimy przycisnąć, wtedy będzie więcej.

Cieszy też wielki zbiornik o nieujawnionej przez producenta pojemności. W każdym razie po przejechaniu 240 km komputer wskazywał, że mam jeszcze 1010 km zasięgu. Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałem.

Wnętrze jest proste, ale miałem wszystko czego mi trzeba

Cieszą przede wszystkim fajne multimedia firmy Pioneer z przyjemnym interfejsem na 7 calowym ekranie LCD. Jest wbudowana nawigacja, ale najbardziej cieszy obsługa Android Auto (oraz Apple CarPlay). Wystarczy zainstalować aplikację np. z apkmirror.com, bowiem w oficjalnym sklepie jej jeszcze nie ma. W każdym razie gdy to zrobimy, po podłączeniu telefonu kablem z samochodem, na ekranie nawigacji możemy używać Map Google. Nie ma tego ani Navara, ani Mercedes. A jak jeżdżę 4 lata różnymi samochodami, to nie mam już wątpliwości, że żadna wbudowana nawigacja nie jest lesza od Google. Duży plus dla Isuzu.

Kamera cofania jest i to bardzo dobrej jakości. A to ważny element, bowiem auto mierzy aż 5,3 m. Manewrowanie po parkingu bez kamery będzie więc bardzo trudne. Kolejny plus to 2 gniazda USB. Jedno z przodu, drugie z tyłu. Wiele aut osobowych wciąż ma na wyposażeniu tylko jeden tego typu port. Na przykład Citroen C4 Spacetourer aka Picasso.

Zawieszenie – jak to w pickupie. Nie jest to najlepszy komfort, z jakim miałem do czynienia. W mieście jest całkiem ok, ale w trasie, zwłaszcza na dużych nierównościach, potrafi wytelepać. Z drugiej strony wśród pickupów to raczej standard. Może poza wspomnianym Mercedesem.

Paka może być zabudowana na różne sposoby. Może też w ogóle nie być zabudowana. W moim przypadku była to klapa wyposażona w bardzo przydatną lampkę LED, z czym również dotąd się nie spotkałem.

Wady

Największa wtopa nie jest może jakaś znacząca, ale dosyć dziwna jak na rok 2018. Otóż kierunkowskazy nie mają funkcji migania 3x po delikatnym dotknięciu manetki. Przecież to jest standard od dobrych 10 lat. Druga sprawa to nagłośnienie, które było przeciętne. Pomimo obecności 8 głośników wyraźnie brakowało basów.

Ceny

Na tle konkurentów prezentują się ciekawie, bowiem D-Maxa – w podstawowej wersji rzecz jasna – można dostać już za 105 719 zł w wersji z kabiną wydłużoną. Wersja z kabiną podwójną to już wydatek 109 409 zł brutto, czyli 88 950 zł netto, bowiem na te kwoty zwracają uwagę klienci decydujący się na pickupy.

Najbardziej dopasiona odmiana Shiro to już wydatek 123 450 zł / 151 844 zł (netto/brutto), ale do tego można dorzucić pakiet Onyx o wartości 4650/5351 zł oraz nadbudowę, czyli osłonę paki. Tutaj ceny wahają się od 5500 do 10 600 zł.

Jest jeszcze jedna kwestia. Otóż wersja widoczna na zdjęciach, w kolorze białej perły, na 18 calowych felgach, z czerwonym znaczkiem Isuzu mocno przyciągała wzrok postronnych. Bardziej niż Navara, czy nawet Mercedes klasy X, którym akurat jeździłem w ciemnym lakierze. Tylko jaskrawożółte Mitsubishi L200 Monster przyciągało uwagę przechodniów bardziej, niż fajny, biały lakier połączony z zadziornym przodem Isuzu.