Nissan Leaf 2018 40 kWh – jaki jest rzeczywisty zasięg w trasie? TEST

Trochę przypadkiem wpadł mi w ręce nowy Nissan Leaf – już po raz drugi w ciągu ostatnich miesięcy. Przy pierwszym podejściu starałem się opisać ogólne wrażenia, jakie miałem po tygodniu za kierownicą tego elektrycznego auta, jednak testy zasięgu potraktowałem trochę po macoszemu. Dlatego jeżeli ktoś jest zainteresowany bardziej ogólnym testem, to zapraszam na koniec materiału, gdzie umieściłem go w formie wideo.

Wracając do tematu głównego. Nissan deklaruje, że auto w trybie miejskim może przejechać 389 km. I to nie według oderwanych od rzeczywistości pomiarów NEDC, a wg teoretycznie bliższych rzeczywistości testów WLTP. W trybie mieszanym zasięg spada do 270 KM. Ja zaś jeździłem Leafem głównie w trasie.

Ponadto odbierając Leafa do testów usłyszałem, że pewien dziennikarz pokonał nim 400 km – czyli więcej od deklaracji. Jak? Wyłączył wszystkie urządzenia elektryczne i toczył się z prędkością 60-70 km/h. Czyli jak się chce, to można. Tylko czy ktoś z was chciałby jeździć w takich warunkach? Ja raczej niekoniecznie. Ale do rzeczy.

Na drogach krajowych jest OK

Siadłem za kierownicą, akumulator miałem naładowany na 100%, a przed sobą trasę o długości 240 paru kilometrów. Większość z niej prowadziła przez drogi krajowe z ograniczeniem prędkości do 90 km/h, jednak 86 km mogłem jechać po trasie ekspresowej S12/S17, czyli od Puław do Piask w woj. Lubelskim. Założenie było jedno – jechać zgodnie z przepisami. Dodam tylko, że korzystałem z klimatyzacji, nagłośnienia i multimediów.

Dopóki nie dotarłem do drogi ekspresowej i toczyłem się 90 km/h, oczywiście zwalniając w terenie zabudowanym, Leaf informował mnie, że po dotarciu do celu zostanie mi jeszcze ok. 20-30 km zasięgu. Pomyślałem sobie – całkiem nieźle.

Wszystko psują ekspresówki i autostrady

Moje wrażenie zmieniło się w momencie, gdy wjechałem na ekspresówkę i przyspieszyłem do dozwolonych 120 km/h, co sprawiło że i tak byłem jednym z wolniejszych samochodów na drodze. Większość kierowców jechała tam z prędkościami 140 km/h i więcej. I wtedy, po przejechaniu ok. 45 km, okazało się że nie dojadę do celu. Komputer pokazywał, że zabraknie mi prądu ok. 20 km przed miejscem docelowym.

Musiałem wiec zatrzymać się przy szybkiej ładowarce w Lublinie, gdzie na szczęście dosyć szybko – bo w ok. 30 minut – zwiększyłem stan naładowania akumulatora z 20 kilku do niemal 90%. To oczywiście wystarczyło, by dojechać do celu. Z dowolną prędkością.

Oznaczało to, że ów zasięg 270 km jest do osiągnięcia tylko i wyłącznie wtedy, gdy nie przekraczamy 90 km/h. A nie każdy ma cierpliwość, by jechać tak spokojnie.

A ile przejedziemy z prędkością 90 km/h?

Oddając auto plan był taki, by całą trasę pokonać na jednym ładowaniu, nawet gdy będzie to wymagało bardzo powolnej jazdy. Wystartowałem z akumulatorem nie naładowanym na 100%, a na 98%, co trzeba mieć na uwadze. Ustawiłem tempomat na 90 km/h i ruszyłem przed siebie. Oczywiście znów z aktywnymi multimediami oraz z włączoną klimatyzacją.

Cel, czyli salon Nissana na ul. Puławskiej, osiągnąłem ze stanem baterii 4%. I z tego powodu przed Warszawą postanowiłem zwolnić do 80 km/h z obawy, że jednak nie dojadę. Było to dosyć stresujące, bo ładowarek na trasie Lublin – Warszawa jeszcze nie ma.

Jakie z tego wnioski?

Ano takie, że o ile samochód elektryczny w mieście sprawdza się całkiem dobrze, zwłaszcza gdy mamy garaż z gniazdkiem, to nie jest to najlepsze auto na trasę. Zwłaszcza, gdy w Polsce – szczególnie na Lubelszczyźnie – ładowarek jest jak na lekarstwo. Tj. aktualnie mamy 3 miejsca gdzie można napełnić akumulator. Wszystkie znajdują się w Lublinie. GreenWay planował wprawdzie oddanie 2 stacji na trasie nr. 17 jeszcze w sierpniu, ale zdaje się nic z tego nie wyszło.

Jeżeli elektryk, to głównie do miasta

Po pierwsze – jeździmy wtedy za półdarmo, tj. przejechanie 100 km kosztuje mniej niż 10 zł, ładując z własnego gniazdka. Ponadto mamy też liczne ładowarki publiczne – o ile mieszkamy w dużym mieście – gdzie można doładować się za darmo. Takie usługi oferuje m.in. Lidl oraz Ikea. Szybkie ładowarki CHAdeMO 50 kW są już płatne, należą w większości do GreenWay, ale oferują naładowanie akumulatora do 80% w czasie do 60 minut.

A jak to się robi we własnym zakresie? Auto można podłączyć do gniazda 230 V – 3 kW – czyli do takiego, z którego ładujemy smartfony. Jednak wtedy czas napełnienia baterii zajmuje 24 godziny. Jeżeli więc codziennie zamierzasz “wyjeździć” cały akumulator, wtedy warto zainteresować się ładowarką typu Wallbox o mocy 7 kW. Dzięki niej naładowanie do pełna zajmuje góra 6 godzin.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Nissan Leaf 2018 40 kWh – jaki jest rzeczywisty zasięg w trasie? TEST
Nissan Leaf 2018 40 kWh – jaki jest rzeczywisty zasięg w trasie? TEST
Nissan Leaf 2018 40 kWh – jaki jest rzeczywisty zasięg w trasie? TEST

Trochę przypadkiem wpadł mi w ręce nowy Nissan Leaf – już po raz drugi w ciągu ostatnich miesięcy. Przy pierwszym podejściu starałem się opisać ogólne wrażenia, jakie miałem po tygodniu za kierownicą tego elektrycznego auta, jednak testy zasięgu potraktowałem trochę po macoszemu. Dlatego jeżeli ktoś jest zainteresowany bardziej ogólnym testem, to zapraszam na koniec materiału, gdzie umieściłem go w formie wideo.

Wracając do tematu głównego. Nissan deklaruje, że auto w trybie miejskim może przejechać 389 km. I to nie według oderwanych od rzeczywistości pomiarów NEDC, a wg teoretycznie bliższych rzeczywistości testów WLTP. W trybie mieszanym zasięg spada do 270 KM. Ja zaś jeździłem Leafem głównie w trasie.

Ponadto odbierając Leafa do testów usłyszałem, że pewien dziennikarz pokonał nim 400 km – czyli więcej od deklaracji. Jak? Wyłączył wszystkie urządzenia elektryczne i toczył się z prędkością 60-70 km/h. Czyli jak się chce, to można. Tylko czy ktoś z was chciałby jeździć w takich warunkach? Ja raczej niekoniecznie. Ale do rzeczy.

Na drogach krajowych jest OK

Siadłem za kierownicą, akumulator miałem naładowany na 100%, a przed sobą trasę o długości 240 paru kilometrów. Większość z niej prowadziła przez drogi krajowe z ograniczeniem prędkości do 90 km/h, jednak 86 km mogłem jechać po trasie ekspresowej S12/S17, czyli od Puław do Piask w woj. Lubelskim. Założenie było jedno – jechać zgodnie z przepisami. Dodam tylko, że korzystałem z klimatyzacji, nagłośnienia i multimediów.

Dopóki nie dotarłem do drogi ekspresowej i toczyłem się 90 km/h, oczywiście zwalniając w terenie zabudowanym, Leaf informował mnie, że po dotarciu do celu zostanie mi jeszcze ok. 20-30 km zasięgu. Pomyślałem sobie – całkiem nieźle.

Wszystko psują ekspresówki i autostrady

Moje wrażenie zmieniło się w momencie, gdy wjechałem na ekspresówkę i przyspieszyłem do dozwolonych 120 km/h, co sprawiło że i tak byłem jednym z wolniejszych samochodów na drodze. Większość kierowców jechała tam z prędkościami 140 km/h i więcej. I wtedy, po przejechaniu ok. 45 km, okazało się że nie dojadę do celu. Komputer pokazywał, że zabraknie mi prądu ok. 20 km przed miejscem docelowym.

Musiałem wiec zatrzymać się przy szybkiej ładowarce w Lublinie, gdzie na szczęście dosyć szybko – bo w ok. 30 minut – zwiększyłem stan naładowania akumulatora z 20 kilku do niemal 90%. To oczywiście wystarczyło, by dojechać do celu. Z dowolną prędkością.

Oznaczało to, że ów zasięg 270 km jest do osiągnięcia tylko i wyłącznie wtedy, gdy nie przekraczamy 90 km/h. A nie każdy ma cierpliwość, by jechać tak spokojnie.

A ile przejedziemy z prędkością 90 km/h?

Oddając auto plan był taki, by całą trasę pokonać na jednym ładowaniu, nawet gdy będzie to wymagało bardzo powolnej jazdy. Wystartowałem z akumulatorem nie naładowanym na 100%, a na 98%, co trzeba mieć na uwadze. Ustawiłem tempomat na 90 km/h i ruszyłem przed siebie. Oczywiście znów z aktywnymi multimediami oraz z włączoną klimatyzacją.

Cel, czyli salon Nissana na ul. Puławskiej, osiągnąłem ze stanem baterii 4%. I z tego powodu przed Warszawą postanowiłem zwolnić do 80 km/h z obawy, że jednak nie dojadę. Było to dosyć stresujące, bo ładowarek na trasie Lublin – Warszawa jeszcze nie ma.

Jakie z tego wnioski?

Ano takie, że o ile samochód elektryczny w mieście sprawdza się całkiem dobrze, zwłaszcza gdy mamy garaż z gniazdkiem, to nie jest to najlepsze auto na trasę. Zwłaszcza, gdy w Polsce – szczególnie na Lubelszczyźnie – ładowarek jest jak na lekarstwo. Tj. aktualnie mamy 3 miejsca gdzie można napełnić akumulator. Wszystkie znajdują się w Lublinie. GreenWay planował wprawdzie oddanie 2 stacji na trasie nr. 17 jeszcze w sierpniu, ale zdaje się nic z tego nie wyszło.

Jeżeli elektryk, to głównie do miasta

Po pierwsze – jeździmy wtedy za półdarmo, tj. przejechanie 100 km kosztuje mniej niż 10 zł, ładując z własnego gniazdka. Ponadto mamy też liczne ładowarki publiczne – o ile mieszkamy w dużym mieście – gdzie można doładować się za darmo. Takie usługi oferuje m.in. Lidl oraz Ikea. Szybkie ładowarki CHAdeMO 50 kW są już płatne, należą w większości do GreenWay, ale oferują naładowanie akumulatora do 80% w czasie do 60 minut.

A jak to się robi we własnym zakresie? Auto można podłączyć do gniazda 230 V – 3 kW – czyli do takiego, z którego ładujemy smartfony. Jednak wtedy czas napełnienia baterii zajmuje 24 godziny. Jeżeli więc codziennie zamierzasz “wyjeździć” cały akumulator, wtedy warto zainteresować się ładowarką typu Wallbox o mocy 7 kW. Dzięki niej naładowanie do pełna zajmuje góra 6 godzin.