Volkswagen Beetle – na definitywny koniec, pożegnalna edycja

Miał być gustownym odtworzeniem kultowego Garbusa, jednak jego popularność wśród klientów rozczarowała Volkswagena. W przyszłym roku, po 22 latach produkcji, z produkcji zostanie wycofany “nowożytny” Beetle. Niemcy nie chcą już wracać do tej koncepcji. Na koniec – pożegnalna edycja.

Przypadek Volkswagena New Beetle/Beetle to ciekawy paradoks. Podczas prezentacji w 1997 roku, kompaktowy hatchback zapoczątkował modę na samochody retro. Choć przyniosła ona wielu producentom ogromne zyski i poprawę wizerunku (Fiat 500 czy Ford Mustang), to sama nowoczesna interpretacja Garbusa okazała się porażką. Volkswagen jako pierwszy zaczynał i jako pierwszy kończy z autami retro.

Bardzo wysoko postawiona poprzeczka

Co poszło nie tak? Cóż, poprzeczka była postawiona bardzo wysoko. New Beetle miał odtworzyć koncepcję kultowego Typu 1. Auto to było prawdziwą ikoną. Zmotoryzowało światowe społeczeństwa po II Wojnie Światowej i sprzedało się w milionach sztuk w każdym zakątku globu. Nie ma kraju, gdzie pytając się o ten wóz ktoś nie będzie wiedział jak wygląda.

Był tak popularny i powszechnie rozpoznawany, że w ponad 70 językach nadano mu unikalne przydomki, w tym w Polsce – Garbus. Posłużyły one za zamiennik nazwy, dlatego mało kto kojarzył powszechnie go inaczej, niż tylko jako – w naszym przypadku – Garbus. Przez imponujące 65 lat produkcji, w 19 zakładach produkcyjnych wyprodukowano ponad 21,5 miliona egzemplarzy. Ostatnie zjechały z meksykańskich taśm w… 2003 roku.

Plastikowa namiastka

New Beetle zadebiutowało jeszcze wtedy, gdy Garbus był produkowany. Samochód wprost nawiązywał obłą sylwetką do protoplasty, przenosząc wszystkie możliwe cechy wyglądu do czasów nowożytnych. Kokpit utrzymano w minimalistycznym stylu, a wielu zaskakiwała ogromna przestrzeń między kierowcą, a przednią szybą oraz… standardowy wazonik z plastikowym kwiatkiem, który przymocowany był do deski rozdzielczej. I ten sztuczny kwiatek to doskonały symbol tego samochodu.

Był on bowiem przez wielu uznawany był za sztuczną, za drogą i niepraktyczną próbę przedłużenia życia koncepcji całkowicie wyczerpanej. Wyniki sprzedaży temu dobrze dowodziły. New Beetle, nie licząc pierwszego roku sprzedaży, przez 12 kolejnych lat swojego życia znajdywało średnio 20-30 tys. klientów w samej Europie. Pod koniec życia nie kupowało go więcej, niż 10 tys. klientów rocznie. Słabo.

Kolejne 8 lat złudzeń

W 2010 roku przyszedł czas na prezentację drugiej generacji. Stała się ona większa, zyskała mniej krągłą sylwetkę, a kokpit był tym razem już nieco ładniejszy i pogodniejszy. Nazwę skrócono do Beetle i liczono, że chętnych znajdzie się co najmniej tyle samo, jak nie więcej. No i tutaj Volkswagen znowu się przeliczył. Przez 8 kolejnych lat produkcji Beetle’a nigdy nie kupiło więcej, niż 37 tysięcy Europejczyków w ciągu jednego roku.

Minęło i tak sporo czasu, zanim marka z Wolfsburga zorientowała się, że grillowanie wizji Garbusa w XXI wieku nie ma żadnego sensu. Już w połowie zeszłego roku przeczytać można było, że Volkswagen chce wycofać Beetle’a z produkcji. To potwierdziło się ostatecznie kilka miesięcy temu, choć nie nastąpi to natychmiastowo. Samochód odejdzie do świata nieudanych aut ostatecznie w 2019 roku. Następca – raczej wykluczony. A jeśli już, to na pewno nie w dotychczasowej formie.

Na koniec – pożegnalna edycja

W międzyczasie, Volkswagen chce podkreślić swoją rozłąkę z autami retro poprzez pożegnalną 2019 Final Editon. Jest to bezpośrednie nawiązanie do 2003 Última Edición, która wypuszczona została na zakończenie produkcji Garbusa w Meksyku. Obie wersje nadwoziowe, czyli coupe i cabriolet, będzie można kupić w kolorze beżowym oraz błękitnym, a także szarym, białym i czarnym.

Z zewnątrz finalna edycja wyróżnia się praktycznie tylko specjalnym wzorem 18-calowych alufelg ze stopów lekkich. Więcej zmieniło się w środku, gdzie specjalnym rodzajem dwukolorowej skóry wykończono fotele i kanapę pasażerską. Zadbano też o oryginalne materiały dla deski rozdzielczej.

Co pod maską? Turbodoładowany czterocylindrowiec o pojemności 2 litrów i mocy 174 KM, który współpracuje z sześciobiegową manualną skrzynią biegów. Volkswagen twierdzi ponoć, że informacja o zakończeniu 70-letniej historii Garbusa “zasmuciła wielu fanów tego modelu”. To jednak za mało, aby dalej trzymać przy życiu nierentowny model, którego nikt nie potrzebuje.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Volkswagen Beetle – na definitywny koniec, pożegnalna edycja
Volkswagen Beetle – na definitywny koniec, pożegnalna edycja
Volkswagen Beetle – na definitywny koniec, pożegnalna edycja

Miał być gustownym odtworzeniem kultowego Garbusa, jednak jego popularność wśród klientów rozczarowała Volkswagena. W przyszłym roku, po 22 latach produkcji, z produkcji zostanie wycofany “nowożytny” Beetle. Niemcy nie chcą już wracać do tej koncepcji. Na koniec – pożegnalna edycja.

Przypadek Volkswagena New Beetle/Beetle to ciekawy paradoks. Podczas prezentacji w 1997 roku, kompaktowy hatchback zapoczątkował modę na samochody retro. Choć przyniosła ona wielu producentom ogromne zyski i poprawę wizerunku (Fiat 500 czy Ford Mustang), to sama nowoczesna interpretacja Garbusa okazała się porażką. Volkswagen jako pierwszy zaczynał i jako pierwszy kończy z autami retro.

Bardzo wysoko postawiona poprzeczka

Co poszło nie tak? Cóż, poprzeczka była postawiona bardzo wysoko. New Beetle miał odtworzyć koncepcję kultowego Typu 1. Auto to było prawdziwą ikoną. Zmotoryzowało światowe społeczeństwa po II Wojnie Światowej i sprzedało się w milionach sztuk w każdym zakątku globu. Nie ma kraju, gdzie pytając się o ten wóz ktoś nie będzie wiedział jak wygląda.

Był tak popularny i powszechnie rozpoznawany, że w ponad 70 językach nadano mu unikalne przydomki, w tym w Polsce – Garbus. Posłużyły one za zamiennik nazwy, dlatego mało kto kojarzył powszechnie go inaczej, niż tylko jako – w naszym przypadku – Garbus. Przez imponujące 65 lat produkcji, w 19 zakładach produkcyjnych wyprodukowano ponad 21,5 miliona egzemplarzy. Ostatnie zjechały z meksykańskich taśm w… 2003 roku.

Plastikowa namiastka

New Beetle zadebiutowało jeszcze wtedy, gdy Garbus był produkowany. Samochód wprost nawiązywał obłą sylwetką do protoplasty, przenosząc wszystkie możliwe cechy wyglądu do czasów nowożytnych. Kokpit utrzymano w minimalistycznym stylu, a wielu zaskakiwała ogromna przestrzeń między kierowcą, a przednią szybą oraz… standardowy wazonik z plastikowym kwiatkiem, który przymocowany był do deski rozdzielczej. I ten sztuczny kwiatek to doskonały symbol tego samochodu.

Był on bowiem przez wielu uznawany był za sztuczną, za drogą i niepraktyczną próbę przedłużenia życia koncepcji całkowicie wyczerpanej. Wyniki sprzedaży temu dobrze dowodziły. New Beetle, nie licząc pierwszego roku sprzedaży, przez 12 kolejnych lat swojego życia znajdywało średnio 20-30 tys. klientów w samej Europie. Pod koniec życia nie kupowało go więcej, niż 10 tys. klientów rocznie. Słabo.

Kolejne 8 lat złudzeń

W 2010 roku przyszedł czas na prezentację drugiej generacji. Stała się ona większa, zyskała mniej krągłą sylwetkę, a kokpit był tym razem już nieco ładniejszy i pogodniejszy. Nazwę skrócono do Beetle i liczono, że chętnych znajdzie się co najmniej tyle samo, jak nie więcej. No i tutaj Volkswagen znowu się przeliczył. Przez 8 kolejnych lat produkcji Beetle’a nigdy nie kupiło więcej, niż 37 tysięcy Europejczyków w ciągu jednego roku.

Minęło i tak sporo czasu, zanim marka z Wolfsburga zorientowała się, że grillowanie wizji Garbusa w XXI wieku nie ma żadnego sensu. Już w połowie zeszłego roku przeczytać można było, że Volkswagen chce wycofać Beetle’a z produkcji. To potwierdziło się ostatecznie kilka miesięcy temu, choć nie nastąpi to natychmiastowo. Samochód odejdzie do świata nieudanych aut ostatecznie w 2019 roku. Następca – raczej wykluczony. A jeśli już, to na pewno nie w dotychczasowej formie.

Na koniec – pożegnalna edycja

W międzyczasie, Volkswagen chce podkreślić swoją rozłąkę z autami retro poprzez pożegnalną 2019 Final Editon. Jest to bezpośrednie nawiązanie do 2003 Última Edición, która wypuszczona została na zakończenie produkcji Garbusa w Meksyku. Obie wersje nadwoziowe, czyli coupe i cabriolet, będzie można kupić w kolorze beżowym oraz błękitnym, a także szarym, białym i czarnym.

Z zewnątrz finalna edycja wyróżnia się praktycznie tylko specjalnym wzorem 18-calowych alufelg ze stopów lekkich. Więcej zmieniło się w środku, gdzie specjalnym rodzajem dwukolorowej skóry wykończono fotele i kanapę pasażerską. Zadbano też o oryginalne materiały dla deski rozdzielczej.

Co pod maską? Turbodoładowany czterocylindrowiec o pojemności 2 litrów i mocy 174 KM, który współpracuje z sześciobiegową manualną skrzynią biegów. Volkswagen twierdzi ponoć, że informacja o zakończeniu 70-letniej historii Garbusa “zasmuciła wielu fanów tego modelu”. To jednak za mało, aby dalej trzymać przy życiu nierentowny model, którego nikt nie potrzebuje.