Warszawa M20 GT – technika Forda, chiński wygląd i polskie “tym razem się uda”

Czas na kolejny odcinek sagi – wskrzeszamy nazwę samochodu z PRL-u i obiecujemy, że wyjedzie na drogi. Tym razem, do obiegu przywrócono słynną Warszawę. Posłużyła ona za imię dla ekscentrycznego prototypu, który tak na prawdę jest… Fordem Mustangiem. Ciężko zrozumieć, po co do tego mieszać kultowy emblemat samochodu o zupełnie innej koncepcji. Ponadto, przedstawiciele firmy coś kręcą, zarówno z prawem do nazwy, jak i rzekomym sojuszem z Fordem.

Samego zjawiska nie ma co wyśmiewać. Brak własnego przemysłu motoryzacyjnego w 40-milionowym, dużym kraju w środku Europy, który za poprzedniej epoki nie miał z tym problemu, jest dla wielu bolesnym upodleniem. Nasi dziadkowie jeździli Warszawami, dużymi Fiatami, Polonezami Maluchami, Syrenkami, Tarpanami, Mikrusami, Lublinami i Nysami. Część z tych aut była tylko licencjami obcych konstrukcji, część to w pełni polskie auta, a część to coś po środku. Samochody jednak były, jeździły, wypełniały drogi PRL-owskich miast i są nieodłącznym elementem wspomnień. Upadła Polska Ludowa, drastyczne zmiany przeszła gospodarka. Oberwał również przemysł samochodowy.

Plastikowa nostalgia

Agonia polskiego przemysłu motoryzacyjnego miała kilka ważnych punktów. W 2000 roku wycofano Malucha, w 2002 roku zakończono produkcję Poloneza, a w 2011 – rozpoczął się demontaż upadłego FSO. Polska została bez własnej marki, ciesząc się tylko zakładami Fiata, Opla i Volkswagena. Już w zeszłym dziesięcioleciu spopularyzowało się zjawisko tworzenia wizji odrodzonych samochodów PRL-u, w ramach pielęgnowania nostalgii. Powstały wizualizacje nowej Warszawy, projekty nowego Poloneza i wreszcie – nieszczęsne projekty nowej Syreny.

Najdalej zaszły prototypy nowej Syreny, które faktycznie wyjechały na drogi. Nigdy jednak nie udało się ich wdrożyć produkcji, w przypadku których coraz to kolejna wariacja coraz mniej przypominała protoplastę. Po serii nieudanych wskrzeszeń Syreny, polska myśl techniczna, uzbrojona raczej w nostalgię i naiwność, aniżeli racjonalny biznesplan i fundusze, bierze się za kolejne przywrócenie kultowej nazwy na drogi. Warszawy.

Chiński Mustang znad Wisły

Na Forum Ekonomicznym w Krynicy zaprezentowano właśnie prototyp, o którym pewnie nikt by nie usłyszał, gdyby nie nazwa. Duże, czerwone coupe zwie się Warszawa M20 GT. Czy to jakaś sportowa interpretacja klasyka z lat 50? Ależ skąd. Nie zgadza się dosłownie nic. Nawet znaczki.

Oryginalnie stylizowane auto ma w sobie coś z urody chińskich samochodów niszowych producentów, którzy mają, powiedzmy, odmienną definicję estetyki. Zadziornie stylizowane reflektory zdobione są kierunkowskazami złożonymi z rozdrobnionych lampek, niczym kropelki deszczu. Co kto lubi. Łagodnie opadająca linia dachu prowadzi nas do tyłu, który swoimi podłużnymi lampami i ogólną formą do złudzenia przypomina Mercedesa-AMG GT.

Współpraca z Fordem? Oni nie mają o tym pojęcia

Samochód nie jest samodzielną konstrukcją – jest to nic innego, jak zmodyfikowany Ford Mustang. Zdradzają to wymiary nadwozia, a także kokpit, żywcem przeniesiony z amerykańskiego coupe. Małą zmianę widać chyba tylko w konsoli centralnej, gdzie upchnięto ekran dotykowy a la Tesla. Andrzej Cyganowski z KHM Motors twierdzi, że M20 GT powstało przy współpracy z Fordem. Sęk w tym, że Ford nie ma o niczym podobnym pojęcia. Oto oświadczenie polskiego oddziału marki wydane chwilę po premierze.

W związku z ukazującymi się w mediach informacjami na temat rzekomej współpracy firmy KHM Motor Poland z Ford of Europe przy realizacji projektu Warszawa M20 GT informujemy, iż nie została podpisana żadna umowa dotycząca jakiejkolwiek kooperacji Forda ze wspomnianą firmą. Używanie logotypu Ford na stronie internetowej KHM Motor Poland z informacją o takowej współpracy jest bezpodstawne i bezprawne.

Mamy tutaj zatem słowo przeciwko słowu. KHM Motors twierdzi, że Ford będzie dostarczać podzespoły do budowy nowej Warszawy. Skoro marka nie ma pojęcia o tym projekcie, to ten fakt uznajemy za bardzo… wątpliwy. Podobnie, jak deklarację o posiadaniu praw do nazwy “Warszawa”.

Tym razem ma się udać

Samochód napędzany jest 5-litrowym silnikiem benzynowym o mocy 420 KM. Prace konstruktorskie trwały, uwaga 6 lat, przy czym pomagała Politechnika Krakowska (co tu zajęło tyle czasu?!). Samo KHM Motors istnieje od 2013 roku. Młoda firma deklaruje, że chce produkować rocznie 10 egzemplarzy Warszawy M20 GT. Nieznane jest miejsce produkcji, ewentualna cena oraz specyfikacja. Na stronie producenta można przeczytać cel istnienia tego projektu.

Naszym głównym celem jest przywrócenie do życia legend polskiej motoryzacji, Syreny oraz Warszawy. Nowoczesny design oraz rozwiązania techniczne sprawią, że Polacy znów będą mogli być dumni z rodzimej motoryzacji.

I jak, dumni?

źródło: Interia; zdjęcia: interia, dziennik.pl

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Warszawa M20 GT – technika Forda, chiński wygląd i polskie “tym razem się uda”
Warszawa M20 GT – technika Forda, chiński wygląd i polskie “tym razem się uda”
Warszawa M20 GT – technika Forda, chiński wygląd i polskie “tym razem się uda”

Czas na kolejny odcinek sagi – wskrzeszamy nazwę samochodu z PRL-u i obiecujemy, że wyjedzie na drogi. Tym razem, do obiegu przywrócono słynną Warszawę. Posłużyła ona za imię dla ekscentrycznego prototypu, który tak na prawdę jest… Fordem Mustangiem. Ciężko zrozumieć, po co do tego mieszać kultowy emblemat samochodu o zupełnie innej koncepcji. Ponadto, przedstawiciele firmy coś kręcą, zarówno z prawem do nazwy, jak i rzekomym sojuszem z Fordem.

Samego zjawiska nie ma co wyśmiewać. Brak własnego przemysłu motoryzacyjnego w 40-milionowym, dużym kraju w środku Europy, który za poprzedniej epoki nie miał z tym problemu, jest dla wielu bolesnym upodleniem. Nasi dziadkowie jeździli Warszawami, dużymi Fiatami, Polonezami Maluchami, Syrenkami, Tarpanami, Mikrusami, Lublinami i Nysami. Część z tych aut była tylko licencjami obcych konstrukcji, część to w pełni polskie auta, a część to coś po środku. Samochody jednak były, jeździły, wypełniały drogi PRL-owskich miast i są nieodłącznym elementem wspomnień. Upadła Polska Ludowa, drastyczne zmiany przeszła gospodarka. Oberwał również przemysł samochodowy.

Plastikowa nostalgia

Agonia polskiego przemysłu motoryzacyjnego miała kilka ważnych punktów. W 2000 roku wycofano Malucha, w 2002 roku zakończono produkcję Poloneza, a w 2011 – rozpoczął się demontaż upadłego FSO. Polska została bez własnej marki, ciesząc się tylko zakładami Fiata, Opla i Volkswagena. Już w zeszłym dziesięcioleciu spopularyzowało się zjawisko tworzenia wizji odrodzonych samochodów PRL-u, w ramach pielęgnowania nostalgii. Powstały wizualizacje nowej Warszawy, projekty nowego Poloneza i wreszcie – nieszczęsne projekty nowej Syreny.

Najdalej zaszły prototypy nowej Syreny, które faktycznie wyjechały na drogi. Nigdy jednak nie udało się ich wdrożyć produkcji, w przypadku których coraz to kolejna wariacja coraz mniej przypominała protoplastę. Po serii nieudanych wskrzeszeń Syreny, polska myśl techniczna, uzbrojona raczej w nostalgię i naiwność, aniżeli racjonalny biznesplan i fundusze, bierze się za kolejne przywrócenie kultowej nazwy na drogi. Warszawy.

Chiński Mustang znad Wisły

Na Forum Ekonomicznym w Krynicy zaprezentowano właśnie prototyp, o którym pewnie nikt by nie usłyszał, gdyby nie nazwa. Duże, czerwone coupe zwie się Warszawa M20 GT. Czy to jakaś sportowa interpretacja klasyka z lat 50? Ależ skąd. Nie zgadza się dosłownie nic. Nawet znaczki.

Oryginalnie stylizowane auto ma w sobie coś z urody chińskich samochodów niszowych producentów, którzy mają, powiedzmy, odmienną definicję estetyki. Zadziornie stylizowane reflektory zdobione są kierunkowskazami złożonymi z rozdrobnionych lampek, niczym kropelki deszczu. Co kto lubi. Łagodnie opadająca linia dachu prowadzi nas do tyłu, który swoimi podłużnymi lampami i ogólną formą do złudzenia przypomina Mercedesa-AMG GT.

Współpraca z Fordem? Oni nie mają o tym pojęcia

Samochód nie jest samodzielną konstrukcją – jest to nic innego, jak zmodyfikowany Ford Mustang. Zdradzają to wymiary nadwozia, a także kokpit, żywcem przeniesiony z amerykańskiego coupe. Małą zmianę widać chyba tylko w konsoli centralnej, gdzie upchnięto ekran dotykowy a la Tesla. Andrzej Cyganowski z KHM Motors twierdzi, że M20 GT powstało przy współpracy z Fordem. Sęk w tym, że Ford nie ma o niczym podobnym pojęcia. Oto oświadczenie polskiego oddziału marki wydane chwilę po premierze.

W związku z ukazującymi się w mediach informacjami na temat rzekomej współpracy firmy KHM Motor Poland z Ford of Europe przy realizacji projektu Warszawa M20 GT informujemy, iż nie została podpisana żadna umowa dotycząca jakiejkolwiek kooperacji Forda ze wspomnianą firmą. Używanie logotypu Ford na stronie internetowej KHM Motor Poland z informacją o takowej współpracy jest bezpodstawne i bezprawne.

Mamy tutaj zatem słowo przeciwko słowu. KHM Motors twierdzi, że Ford będzie dostarczać podzespoły do budowy nowej Warszawy. Skoro marka nie ma pojęcia o tym projekcie, to ten fakt uznajemy za bardzo… wątpliwy. Podobnie, jak deklarację o posiadaniu praw do nazwy “Warszawa”.

Tym razem ma się udać

Samochód napędzany jest 5-litrowym silnikiem benzynowym o mocy 420 KM. Prace konstruktorskie trwały, uwaga 6 lat, przy czym pomagała Politechnika Krakowska (co tu zajęło tyle czasu?!). Samo KHM Motors istnieje od 2013 roku. Młoda firma deklaruje, że chce produkować rocznie 10 egzemplarzy Warszawy M20 GT. Nieznane jest miejsce produkcji, ewentualna cena oraz specyfikacja. Na stronie producenta można przeczytać cel istnienia tego projektu.

Naszym głównym celem jest przywrócenie do życia legend polskiej motoryzacji, Syreny oraz Warszawy. Nowoczesny design oraz rozwiązania techniczne sprawią, że Polacy znów będą mogli być dumni z rodzimej motoryzacji.

I jak, dumni?

źródło: Interia; zdjęcia: interia, dziennik.pl