Bazowe Audi A1 z kołpakami i bez radia za 84 tys. zł, czyli jak się doi klientów

Wiadomo, że model modelowi nierówny. W ofercie widnieją często skrajnie różne wersje wyposażenia, dopieszczające klientów coraz to kolejnymi opcjami za odpowiednią dopłatą. Standardy te są dość rozluźnione w świecie pospolitych marek, jak Toyota, Skoda czy Renault, gdzie powszechne jest zjawisko “golasów” z dolnej krawędzi cennika. Czego innego wypadałoby jednak wymagać od marek premium. W najnowszym Audi A1, miejskim hatchbacku w cenie Skody Superb, nadal w najniższej wersji nie znajdziemy ani radia, ani alufelg. Trochę nie fair.

W czerwcu bieżącego roku Audi przedstawiło zupełnie nową odsłonę swojego miejskiego hatchbacka. To jedynie takie auto w klasie premium – próżno szukać dla A1 konkurencji u BMW, Mercedesa, Lexusa czy też Volvo. Samochód urósł, zyskał bardziej finezyjny design i zwyczajnie dojrzał. Ponadto, po raz pierwszy będzie oferowany tylko jako 5-drzwiowy hatchback, a produkcję przeniesiono z Belgii do Hiszpanii.

Audi A1 Sportback

Samochód właśnie szykuje się do debiutu w salonach sprzedaży, a dziennikarze portalu Motor1 zajrzeli do konfiguratora na oficjalnej stronie Audi w Niemczech. I nieco się zdziwili. Okazuje się bowiem, że po tylu latach Audi nadal nie wycofuje się ze swojej, nieco zabawnej, praktyki oferowania najmniejszych bazowych modeli z niedorzecznie ubogim wyposażeniem. Poprzednie A1, z cenami startującymi z pułapu 64 tys. złotych, przez pewien czas w bazowej wersji nie było oferowane nawet z klimatyzacją, nie mówiąc o radiu czy alufelgach.

Kokpit

Smutno, szaro i pusto

Przy okazji nowego modelu sporo się w sumie nie zmieniło – bazowe A1 nadal ma braki w wyposażeniu, do jakich przyzwyczaja raczej Skoda, a nie marka pozycjonowana jako premium. Brak świateł przeciwmgielnych w zderzaku (tzw. halogenów) i kołpaki zamiast alufelg jeszcze można zrozumieć, jednak kokpit wygląda już nieco komicznie. Dominuje szarość – brak jakichkolwiek urozmaicających kolorystykę wstawek. Konsola centralna szokuje pustkami – mamy tutaj tylko okrojony panel klimatyzacji manualnej, a między nawiewami – dosłownie nic!

Wnętrze

Brak ekranu dotykowego jest zrozumiały, to udogodnienie zazwyczaj jest dostępne w bogatszych wersjach wyposażenia. Jednak pożałowanie choćby prostego radia i umiejscowienie tutaj wielkiej, czarnej zaślepki z półeczką, nieco szokuje, jeśli mamy do czynienia z Audi. Bierzmy też pod uwagę, że cennik będzie akurat adekwatny dla statusu marki – w Niemczech ceny nowego A1 startują od 19 500 euro, zatem w Polsce powinno to być minimalnie co najmniej 84 tysiące złotych. Przypominamy, mówimy wciąż o samochodzie wielkości Forda Fiesty. Drogie Audi, bez przesady.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Bazowe Audi A1 z kołpakami i bez radia za 84 tys. zł, czyli jak się doi klientów
Bazowe Audi A1 z kołpakami i bez radia za 84 tys. zł, czyli jak się doi klientów
Bazowe Audi A1 z kołpakami i bez radia za 84 tys. zł, czyli jak się doi klientów

Wiadomo, że model modelowi nierówny. W ofercie widnieją często skrajnie różne wersje wyposażenia, dopieszczające klientów coraz to kolejnymi opcjami za odpowiednią dopłatą. Standardy te są dość rozluźnione w świecie pospolitych marek, jak Toyota, Skoda czy Renault, gdzie powszechne jest zjawisko “golasów” z dolnej krawędzi cennika. Czego innego wypadałoby jednak wymagać od marek premium. W najnowszym Audi A1, miejskim hatchbacku w cenie Skody Superb, nadal w najniższej wersji nie znajdziemy ani radia, ani alufelg. Trochę nie fair.

W czerwcu bieżącego roku Audi przedstawiło zupełnie nową odsłonę swojego miejskiego hatchbacka. To jedynie takie auto w klasie premium – próżno szukać dla A1 konkurencji u BMW, Mercedesa, Lexusa czy też Volvo. Samochód urósł, zyskał bardziej finezyjny design i zwyczajnie dojrzał. Ponadto, po raz pierwszy będzie oferowany tylko jako 5-drzwiowy hatchback, a produkcję przeniesiono z Belgii do Hiszpanii.

Audi A1 Sportback

Samochód właśnie szykuje się do debiutu w salonach sprzedaży, a dziennikarze portalu Motor1 zajrzeli do konfiguratora na oficjalnej stronie Audi w Niemczech. I nieco się zdziwili. Okazuje się bowiem, że po tylu latach Audi nadal nie wycofuje się ze swojej, nieco zabawnej, praktyki oferowania najmniejszych bazowych modeli z niedorzecznie ubogim wyposażeniem. Poprzednie A1, z cenami startującymi z pułapu 64 tys. złotych, przez pewien czas w bazowej wersji nie było oferowane nawet z klimatyzacją, nie mówiąc o radiu czy alufelgach.

Kokpit

Smutno, szaro i pusto

Przy okazji nowego modelu sporo się w sumie nie zmieniło – bazowe A1 nadal ma braki w wyposażeniu, do jakich przyzwyczaja raczej Skoda, a nie marka pozycjonowana jako premium. Brak świateł przeciwmgielnych w zderzaku (tzw. halogenów) i kołpaki zamiast alufelg jeszcze można zrozumieć, jednak kokpit wygląda już nieco komicznie. Dominuje szarość – brak jakichkolwiek urozmaicających kolorystykę wstawek. Konsola centralna szokuje pustkami – mamy tutaj tylko okrojony panel klimatyzacji manualnej, a między nawiewami – dosłownie nic!

Wnętrze

Brak ekranu dotykowego jest zrozumiały, to udogodnienie zazwyczaj jest dostępne w bogatszych wersjach wyposażenia. Jednak pożałowanie choćby prostego radia i umiejscowienie tutaj wielkiej, czarnej zaślepki z półeczką, nieco szokuje, jeśli mamy do czynienia z Audi. Bierzmy też pod uwagę, że cennik będzie akurat adekwatny dla statusu marki – w Niemczech ceny nowego A1 startują od 19 500 euro, zatem w Polsce powinno to być minimalnie co najmniej 84 tysiące złotych. Przypominamy, mówimy wciąż o samochodzie wielkości Forda Fiesty. Drogie Audi, bez przesady.