Volkswagen naśmiewa się z Nissana Navary… To znaczy, Mercedesa klasy X

Ilość pickupów w ofercie niemieckich marek nie poraża. Sprawa tym bardziej skromnie wygląda w branży premium, gdzie jedyną firmą, która ma coś do zaoferowania jest Mercedes. Luksusowa Klasa X budzi jednak od momentu premiery sporo kontrowersji, bowiem tak na prawdę jest to zmodyfikowany… Nissan Navara. “Nabywcy tych aut boją się, aby wyjść na frajerów” – Volkswagen nie odmówił sobie szansy na złośliwą krytykę pickupa ze Stuttgartu.

W czasie, gdy w Stanach Zjednoczonych luksusowe pickupy są dość popularnym gatunkiem samochodu, dla europejskich marek premium ten temat przez lata był praktycznie obcy. Wyłamać się z tego schematu postanowił jednak Mercedes-Benz, prezentując latem zeszłego roku model Klasa X. Na pierwszy rzut oka – faktycznie, ładny, elegancki pickup. Po dłuższych oględzinach wielu zapaliła się jednak lampka, zadając sobie pytanie, czy tej sylwetki już się gdzieś nie widziało.

Mercedes-Benz Klasy X

Choć mowa o tym była już od 2015 roku to fakt, jeśli o tym nie słyszeliśmy wcześniej mogliśmy przeżyć niemały szok. Mercedes klasy X to bowiem nic innego, jak głęboko zmodyfikowany Nissan Navara. Choć po kuracji dopieszczającej samochód zyskał zupełnie inny przód, tył, wystrój wnętrza, kokpit i wytłoczenie drzwi, to jednak ciężko to zamaskować ogólną sylwetką samochodu. Zdaniem wielu Niemcy przesadzili, pozwalając sobie na oszczędności, na jakie nie przystoi marce takiego kalibru. W końcu płacąc kupę pieniędzy za luksusowego pickupa raczej mało kto chciałby dostawać lepiej wyposażonego Nissana Navarę, prawda?

Mercedes-Benz Klasy X

Tę kontrowersyjną kwestię podchwycił Michael Bartsch, szef australijskiego oddziału Volkswagena. Wyśmiał on robocze korzenie arystokratycznego pickupa, mówiąc, że nabywcy tego samochodu boją się pewnie, aby nie wyjść w ten sposób na “frajerów”.

W roznowie z Motoring menedżer stwierdził, że rynek marek premium jest wystarczająco wyrafinowany, aby jego klienci byli gotowi płacić więcej za prawdziwie luksusowe, unikalne konstrukcje. Szef australijskiej centrali Volkswagena chwali się, że Amarok niczym nie ustępuje bardziej luksusowemu konkurentowi, a nawet oferuje na jego tle lepsze silniki.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Volkswagen naśmiewa się z Nissana Navary… To znaczy, Mercedesa klasy X
Volkswagen naśmiewa się z Nissana Navary… To znaczy, Mercedesa klasy X
Volkswagen naśmiewa się z Nissana Navary… To znaczy, Mercedesa klasy X

Ilość pickupów w ofercie niemieckich marek nie poraża. Sprawa tym bardziej skromnie wygląda w branży premium, gdzie jedyną firmą, która ma coś do zaoferowania jest Mercedes. Luksusowa Klasa X budzi jednak od momentu premiery sporo kontrowersji, bowiem tak na prawdę jest to zmodyfikowany… Nissan Navara. “Nabywcy tych aut boją się, aby wyjść na frajerów” – Volkswagen nie odmówił sobie szansy na złośliwą krytykę pickupa ze Stuttgartu.

W czasie, gdy w Stanach Zjednoczonych luksusowe pickupy są dość popularnym gatunkiem samochodu, dla europejskich marek premium ten temat przez lata był praktycznie obcy. Wyłamać się z tego schematu postanowił jednak Mercedes-Benz, prezentując latem zeszłego roku model Klasa X. Na pierwszy rzut oka – faktycznie, ładny, elegancki pickup. Po dłuższych oględzinach wielu zapaliła się jednak lampka, zadając sobie pytanie, czy tej sylwetki już się gdzieś nie widziało.

Mercedes-Benz Klasy X

Choć mowa o tym była już od 2015 roku to fakt, jeśli o tym nie słyszeliśmy wcześniej mogliśmy przeżyć niemały szok. Mercedes klasy X to bowiem nic innego, jak głęboko zmodyfikowany Nissan Navara. Choć po kuracji dopieszczającej samochód zyskał zupełnie inny przód, tył, wystrój wnętrza, kokpit i wytłoczenie drzwi, to jednak ciężko to zamaskować ogólną sylwetką samochodu. Zdaniem wielu Niemcy przesadzili, pozwalając sobie na oszczędności, na jakie nie przystoi marce takiego kalibru. W końcu płacąc kupę pieniędzy za luksusowego pickupa raczej mało kto chciałby dostawać lepiej wyposażonego Nissana Navarę, prawda?

Mercedes-Benz Klasy X

Tę kontrowersyjną kwestię podchwycił Michael Bartsch, szef australijskiego oddziału Volkswagena. Wyśmiał on robocze korzenie arystokratycznego pickupa, mówiąc, że nabywcy tego samochodu boją się pewnie, aby nie wyjść w ten sposób na “frajerów”.

W roznowie z Motoring menedżer stwierdził, że rynek marek premium jest wystarczająco wyrafinowany, aby jego klienci byli gotowi płacić więcej za prawdziwie luksusowe, unikalne konstrukcje. Szef australijskiej centrali Volkswagena chwali się, że Amarok niczym nie ustępuje bardziej luksusowemu konkurentowi, a nawet oferuje na jego tle lepsze silniki.