SsangYong Rodius – najbrzydsze auto świata żyje i ma się świetnie

Koreańska marka SsangYong to niewątpliwie jeden, z najdzielniejszych producentów samochodowych na świecie. Przed 13 laty próbowała zawojować europejski rynek ekscentrycznymi, archaicznymi autami rodzinnymi. Nie udało się. Kilka lat temu powróciła. Dalej idzie słabo. Gama trochę się zmieniła, ale jedno pozostało bez zmian – Rodius dalej trwa. Przeszedł właśnie kolejny lifting.

SsangYong to marka o dość ciekawej historii. Choć rok temu świętowała 60-lecie istnienia, szerzej usłyszano o niej w Europie dopiero w latach 90. Wtedy Koreańczycy nawiązali egzotyczną współpracę z Mercedesem, przez co na niemieckich podzespołach bazowały wówczas najpopularniejsze modele marki – Musso i Korando, a także mniej znana, ale równie ekstrawagancka limuzyna Chairman. To nie wszystko – w Indonezji przez chwilę wspomniane Musso sprzedawano ze znaczkiem Mercedesa. Nie pytajcie, nie warto.

Mercedes-Benz Musso – to nie fotomontaż.

Daewoo zamiast Mercedesa

Współpraca nie trwała długo – już po 7 latach Niemcy wymiksowali się, a na ich miejsce wskoczył kolos na glinianych nogach, rodzime Daewoo. Koreańczycy, którzy w latach 90. mieli wyraźną ochotę na wchłanianie małych firm w takiej ilości, jakie to tylko możliwe, podpięli pod swoją ofertę SUV-y SsangYonga. Od tego czasu sprzedawano je jako Daewoo i pewnie część z Was pamięta materiały prasowe o tych modelach właśnie pod tą marką.

Daewoo chwilę później wpadło w agonię, z której już nie wyszło i SsangYong wrócił do łask, ale tylko pozornie. Marka zebrała się w garść i postanowiła zawojować europejski rynek SUV-ami oraz vanem. Actyon, Kyron, Rexton i Rodius owszem, ochoczo były testowane przez dziennikarzy motoryzacyjnych. Nieszczególnie to przełożyło się na wyniki marki. Sprzedaż szła mizernie, szybko zamknięto punkty dealerskie otwarte niewiele wcześniej, a z 2009 rokiem nastał dramatyczny moment.

Uroda tej części nadwozia konkuruje, według wielu, tylko z Pontiakiem Aztekiem.

Marka stanęła wtedy na skraju upadłości. Rok później była zmuszona wstrzymać produkcję wszystkich modeli z powodu zatrzymania dostaw części. Sytuacja bez wyjścia? SsangYong się tak łatwo nie poddaje. Kilka miesięcy później Koreańczycy podpisali umowę o wykupieniu ich przez indyjski koncern Mahindra&Mahindra. I znowu wylądowali na cztery łapy. Pojawiły się fundusze na nowe modele, a SsangYong znowu spróbował zabiegać o gusta Europejczyków,

Brzydal, który chciał być jachtem

Jeżeli macie dobrą pamięć do motoryzacji, to pewnie świta Wam coś w głowie na hasło “Rodius”. Pod tą dziwną nazwą kryje się chyba najdziwniejszy samochód omawianej marki. Ogromnego, ponad 5-metrowego vana przedstawiono w 2004 roku. Choć inspiracja designera (byłego szefa Królewskiej Akademii Sztuk pięknych!) brzmiała szlachetnie – nawiązanie do jachtów, to efekt wzbudził raczej salwy śmiechu, aniżeli wyrazy podziwu.

2019 SsangYong Rodius – sylwetka.

Głównie rozchodziło się o tylną część nadwozia, która przyjęła najbardziej kontrowersyjne kształty z dziwnie tłoczoną blachą i przekombinowaną powierzchnią szyb. Ciężko to opisać, spójrzcie na fotografie i oceńcie to sami. Choć auto broniło się niebywale przestronnym wnętrzem i wygodnymi fotelami – to nie wystarczyło. Nikt w Europie nie ustawia się w kolejce do dużego vana, a szczególnie, kiedy oferuje go mało znana marka w tak ekscentrycznej formie.

Nieustraszony Rodius

Samochód przetrwał jednak aż 8 lat w mało zmienionej formie. W 2013 roku, na skutek porządków gamie, auto przeszło gruntowną modernizację. Całkowicie zmieniono nadwozie i przemodelowano dyskusyjne kształty. Fakt, że to ta sama konstrukcja, zdradziła jednak kabina pasażerska – np. deska rozdzielcza pozostała taka sama. Auto od 5 lat można kupić w wybranych krajach Europy. Cały czas. I będzie to trwać dalej.

2019 SsangYong Rodius – tył.

Gruntownie zmodernizowany Rodius, bazujący tak na prawdę na 14-letniej konstrukcji, przeszedł bowiem facelifting. Zmianie uległ przód – reflektory są teraz mniejsze i niżej osadzone, podobnie jak grill. W środku ciągle ten sam kokpit, ale nowe kształty zyskało za to koło kierownicy.

2019 SsangYong Rodius – wnętrze.

Miniautobus za 120 tysięcy złotych

Czym Ci wariaci z SsangYonga chcą zachęcić do zakupu tego dziwacznego auta? Rodius chce przyciągać ceną i wyposażeniem. Bazowa wersja na polskim rynku kosztuje 119 990 złotych i oferuje 5 lat gwarancji. Auto może pomieścić 7 dorosłych pasażerów, a maksymalnie może zabrać nawet 3146 litrów bagażu. Wyposażenie obejmuje 16-calowe alufelgi, czujniki parkowania, podgrzewane fotele, kamerę cofania i – uwaga – system multimedialny obsługujący Apple CarPlay, Android Auto i Bluetooth.

Świeży cennik z polskiej strony ssangyong.pl

Co pod maską? 2,2 litrowy silnik diesla współpracujący z napędem na obie osie i siedmiobiegową skrzynią automatyczną. Świat byłby nudny bez takich producentów, jak SsangYong.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

SsangYong Rodius – najbrzydsze auto świata żyje i ma się świetnie
SsangYong Rodius – najbrzydsze auto świata żyje i ma się świetnie
SsangYong Rodius – najbrzydsze auto świata żyje i ma się świetnie

Koreańska marka SsangYong to niewątpliwie jeden, z najdzielniejszych producentów samochodowych na świecie. Przed 13 laty próbowała zawojować europejski rynek ekscentrycznymi, archaicznymi autami rodzinnymi. Nie udało się. Kilka lat temu powróciła. Dalej idzie słabo. Gama trochę się zmieniła, ale jedno pozostało bez zmian – Rodius dalej trwa. Przeszedł właśnie kolejny lifting.

SsangYong to marka o dość ciekawej historii. Choć rok temu świętowała 60-lecie istnienia, szerzej usłyszano o niej w Europie dopiero w latach 90. Wtedy Koreańczycy nawiązali egzotyczną współpracę z Mercedesem, przez co na niemieckich podzespołach bazowały wówczas najpopularniejsze modele marki – Musso i Korando, a także mniej znana, ale równie ekstrawagancka limuzyna Chairman. To nie wszystko – w Indonezji przez chwilę wspomniane Musso sprzedawano ze znaczkiem Mercedesa. Nie pytajcie, nie warto.

Mercedes-Benz Musso – to nie fotomontaż.

Daewoo zamiast Mercedesa

Współpraca nie trwała długo – już po 7 latach Niemcy wymiksowali się, a na ich miejsce wskoczył kolos na glinianych nogach, rodzime Daewoo. Koreańczycy, którzy w latach 90. mieli wyraźną ochotę na wchłanianie małych firm w takiej ilości, jakie to tylko możliwe, podpięli pod swoją ofertę SUV-y SsangYonga. Od tego czasu sprzedawano je jako Daewoo i pewnie część z Was pamięta materiały prasowe o tych modelach właśnie pod tą marką.

Daewoo chwilę później wpadło w agonię, z której już nie wyszło i SsangYong wrócił do łask, ale tylko pozornie. Marka zebrała się w garść i postanowiła zawojować europejski rynek SUV-ami oraz vanem. Actyon, Kyron, Rexton i Rodius owszem, ochoczo były testowane przez dziennikarzy motoryzacyjnych. Nieszczególnie to przełożyło się na wyniki marki. Sprzedaż szła mizernie, szybko zamknięto punkty dealerskie otwarte niewiele wcześniej, a z 2009 rokiem nastał dramatyczny moment.

Uroda tej części nadwozia konkuruje, według wielu, tylko z Pontiakiem Aztekiem.

Marka stanęła wtedy na skraju upadłości. Rok później była zmuszona wstrzymać produkcję wszystkich modeli z powodu zatrzymania dostaw części. Sytuacja bez wyjścia? SsangYong się tak łatwo nie poddaje. Kilka miesięcy później Koreańczycy podpisali umowę o wykupieniu ich przez indyjski koncern Mahindra&Mahindra. I znowu wylądowali na cztery łapy. Pojawiły się fundusze na nowe modele, a SsangYong znowu spróbował zabiegać o gusta Europejczyków,

Brzydal, który chciał być jachtem

Jeżeli macie dobrą pamięć do motoryzacji, to pewnie świta Wam coś w głowie na hasło “Rodius”. Pod tą dziwną nazwą kryje się chyba najdziwniejszy samochód omawianej marki. Ogromnego, ponad 5-metrowego vana przedstawiono w 2004 roku. Choć inspiracja designera (byłego szefa Królewskiej Akademii Sztuk pięknych!) brzmiała szlachetnie – nawiązanie do jachtów, to efekt wzbudził raczej salwy śmiechu, aniżeli wyrazy podziwu.

2019 SsangYong Rodius – sylwetka.

Głównie rozchodziło się o tylną część nadwozia, która przyjęła najbardziej kontrowersyjne kształty z dziwnie tłoczoną blachą i przekombinowaną powierzchnią szyb. Ciężko to opisać, spójrzcie na fotografie i oceńcie to sami. Choć auto broniło się niebywale przestronnym wnętrzem i wygodnymi fotelami – to nie wystarczyło. Nikt w Europie nie ustawia się w kolejce do dużego vana, a szczególnie, kiedy oferuje go mało znana marka w tak ekscentrycznej formie.

Nieustraszony Rodius

Samochód przetrwał jednak aż 8 lat w mało zmienionej formie. W 2013 roku, na skutek porządków gamie, auto przeszło gruntowną modernizację. Całkowicie zmieniono nadwozie i przemodelowano dyskusyjne kształty. Fakt, że to ta sama konstrukcja, zdradziła jednak kabina pasażerska – np. deska rozdzielcza pozostała taka sama. Auto od 5 lat można kupić w wybranych krajach Europy. Cały czas. I będzie to trwać dalej.

2019 SsangYong Rodius – tył.

Gruntownie zmodernizowany Rodius, bazujący tak na prawdę na 14-letniej konstrukcji, przeszedł bowiem facelifting. Zmianie uległ przód – reflektory są teraz mniejsze i niżej osadzone, podobnie jak grill. W środku ciągle ten sam kokpit, ale nowe kształty zyskało za to koło kierownicy.

2019 SsangYong Rodius – wnętrze.

Miniautobus za 120 tysięcy złotych

Czym Ci wariaci z SsangYonga chcą zachęcić do zakupu tego dziwacznego auta? Rodius chce przyciągać ceną i wyposażeniem. Bazowa wersja na polskim rynku kosztuje 119 990 złotych i oferuje 5 lat gwarancji. Auto może pomieścić 7 dorosłych pasażerów, a maksymalnie może zabrać nawet 3146 litrów bagażu. Wyposażenie obejmuje 16-calowe alufelgi, czujniki parkowania, podgrzewane fotele, kamerę cofania i – uwaga – system multimedialny obsługujący Apple CarPlay, Android Auto i Bluetooth.

Świeży cennik z polskiej strony ssangyong.pl

Co pod maską? 2,2 litrowy silnik diesla współpracujący z napędem na obie osie i siedmiobiegową skrzynią automatyczną. Świat byłby nudny bez takich producentów, jak SsangYong.