Choć dla niektórych może to brzmieć zaskakująco, już nawet autostrady nie są wolne od fotoradarów. Pierwszy taki w dziejach tego typu dróg w Polsce pojawił się na węźle łączącym autostrady A1 i A4. Powód? Dochodziło tam do zbyt dużej ilości wypadków.

Zamontowanie fotoradaru na autostradzie jest niewątpliwym precedensem. Urządzenie mierzące prędkość pojazdów, mówiąc ściślej, pojawiło się na węźle Sośnica na autostradzie A1. Dla sceptyków mamy złą wiadomość – to dopiero początek.

Zacznijmy jednak od podania przyczyny montażu omawianego fotoradaru. Jest nią oczywiście próba poprawienia poziomu bezpieczeństwa i zdyscyplinowania kierowców. Według badań Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, aż 40% samochodów osobowych na omawianym odcinku drogi przekracza dopuszczalną prędkość. Gdy dodamy brak pobocza, tworzy to wybuchową mieszankę. Przekłada się to na sporą ilość wypadków, których nałożenie na tym etapie A1 zmusiło do podjęcia zdecydowanych kroków.

Będą kolejne fotoradary na ekspresówkach i autostradach?

Fotoradar na odcinku Sośnica to wstęp do szerzej zakrojonych działań. Podobne urządzenia mają pojawić się na innych odcinkach autostrad. Pierwszy będzie 20-kilometrowy odcinek A4 w okolicach Wrocławia. Następne w kolejce będą odcinki tej samej autostrady z Katowic do Krakowa oraz fragment A2 w okolicach. Jeżeli działania te przyniosą skutki, ilość fotoradarów na drogach podobnego typu zwiększy się. Przedstawiciele instytucji związanych z infrastrukturą nie dają złudzeń.

A1 – węzeł Sośnica.

Czy polscy kierowcy muszą czuć się szczególnie pokrzywdzeni? Nie, bowiem fotoradary od lat pojawiają się na autostradach europejskich państw, np. Wielkiej Brytanii. Eksperci uważają to za jedyny skuteczny sposób na zmniejszenie liczby wypadków – patrole policji to za mało. Jak będzie w praktyce, to pokażą wyniki fotoradaru na A1. Pilnujcie się, kierowcy.

źródło: tvn24.pl