Tata Nano znika z rynku – koniec najtańszego auta świata

Miał zmotoryzować Indie, podbić mało wymagające rynki i udowodnić, że da się zrobić samochód prosty jak konstrukcja cepa. Nie udało się – Tata Nano okazała się wielką klapą, której nie zaufano nawet na rodzimym rynku. Po 10 latach ogłoszono koniec tego odważnego i nieudanego projektu. Płakać nikt nie będzie.

2008 rok był dla hinduskiego koncernu Tata Motors wyjątkowo ważny. Europa wreszcie poświęciła mu uwagę w kontekście dwóch przełomowych wydarzeń, a w Polsce – nawet i trzech. Równo 10 lat temu to właśnie Tata wykupiła Jaguara i Land Rovera, weszła na polski rynek i wreszcie – przedstawiła najtańsze oraz najprostsze auto świata. Nadzieje ze wszystkimi wydarzeniami były ogromne.

W bazowych egzemplarzach nie otwierała się klapa bagażnika!

Miało być tak pięknie

Niestety, tylko jedno z nich okazało się prawdziwym sukcesem – wykupienie Jaguara i Land Rovera z rąk Forda zaowocowało złotym okresem obu marek, który trwa zresztą do dzisiaj. Dalej nie ma co się już chwalić. Próba wprowadzenia Taty do Polski okazała się klapą i sprzedaż przerwano już 3 lata później, nie otwierając nawet połowy planowanej sieci dealerskiej i sprzedając śladowe ilości egzotycznych aut. Czy przejęła się tym centrala w Indiach?

Skąd, skupiona byłą ona bowiem na innym ważnym kroku – przedstawieniu Tata Nano. Ekscentryczne, wręcz komicznie prezentujące się auto zaprezentowano z hukiem nazywając je prędko najtańszym samochodem świata. Powstałe z myślą o hinduskim rynku auto miało zmotoryzować niemajętnych mieszkańców, dając im możliwość przesiadki ze skuterów i starych Maruti na nowe, w pełni hinduskie auto. Prymitywne w budowie, ale własne. Taki tamtejszy Maluch.

Kokpit był uproszczony do bólu.

Prostota do bólu

Nie bez powodu używamy słowa prymitywne – Nano było na prawdę uproszczone do bólu. W podstawowym egzemplarzu nie było klimatyzacji, radia, otwieranych tylnych szyb, otwieranej klapy bagażnika i drugiego lusterka. Brakowało poduszek powietrznych i jakiegokolwiek systemu bezpieczeństwa. Silnik rozwijał zaledwie 0,6 litra i 38 KM mechanicznych. Auto nie rozpędzało się nawet do 100 km/h. Te spartańskie warunki miała wynagrodzić cena, wówczas wynosząca coś między 7500 a 8000 złotych.

Szum wokół Nano opłacił się – auto na początku wywołało spore zainteresowanie wśród Hindusów. Dobre złego początki. Prędko zorientowano się, że samochód reprezentuje zbyt tandetny poziom wykonania. Potem nadeszła fala samozapaleń, która spowodowana była wadami instalacji elektrycznej. Producent nie poddawał się i na bieżąco wdrażał poprawki. Tata Motors był tak pewny siebie, że w 2011 roku zaprezentował zmodyfikowany egzemplarz stworzony z myślą o… Europie.

Projekt europejskiej wersji nie doczekał się realizacji.

Niestety, z planów nic nie wyszło, a PR Taty Nano niewątpliwie dobił test zderzeniowy wykonany przez ADAC – miejskie auto z Indii uzyskało w nim zero gwiazdek.

Wstydu oszczędźmy

Mijały lata, a sprzedaż była coraz gorsza. Pomimo przedstawienia w 2014 roku poprawionego i zmodernizowanego modelu, w który wyeliminowano niektóre prymitywne oszczędności. W ostatnich latach sytuacja osiągnęła krytyczne rozmiary – w kwietniu 2017 roku na gigantycznym rynku Indii sprzedano tylko 275 egzemplarzy. Mało? To słuchajcie wyników z czerwca bieżącego roku.

Modernizacja nie poprawiła na długo wyników sprzedaży.

W zeszłym miesiącu zakłady Taty opuścił jeden egzemplarz. Więcej aut miesięcznie produkuje Ferrari. 10 rocznica debiutu Taty Nano nie daje zatem powodów do świętowania, a raczej wymierza marce siarczysty policzek w twarz. Myliliśmy się, nic z tego nie wyszło – tak między wierszami można odczytać ostatni komunikat Tata Motors. Przekazuje on bowiem, iż w 2019 roku po 11 latach produkcji Tata Nano zniknie z rynku i nie otrzyma następcy. Płynie z tego nauczka – warto nie naginać granicy tolerancji kierowców na oszczędności w budżetowych samochodach. Nie te czasy – to już nie lata 70. XX wieku.

źródło: Carscoops

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Tata Nano znika z rynku – koniec najtańszego auta świata
Tata Nano znika z rynku – koniec najtańszego auta świata
Tata Nano znika z rynku – koniec najtańszego auta świata

Miał zmotoryzować Indie, podbić mało wymagające rynki i udowodnić, że da się zrobić samochód prosty jak konstrukcja cepa. Nie udało się – Tata Nano okazała się wielką klapą, której nie zaufano nawet na rodzimym rynku. Po 10 latach ogłoszono koniec tego odważnego i nieudanego projektu. Płakać nikt nie będzie.

2008 rok był dla hinduskiego koncernu Tata Motors wyjątkowo ważny. Europa wreszcie poświęciła mu uwagę w kontekście dwóch przełomowych wydarzeń, a w Polsce – nawet i trzech. Równo 10 lat temu to właśnie Tata wykupiła Jaguara i Land Rovera, weszła na polski rynek i wreszcie – przedstawiła najtańsze oraz najprostsze auto świata. Nadzieje ze wszystkimi wydarzeniami były ogromne.

W bazowych egzemplarzach nie otwierała się klapa bagażnika!

Miało być tak pięknie

Niestety, tylko jedno z nich okazało się prawdziwym sukcesem – wykupienie Jaguara i Land Rovera z rąk Forda zaowocowało złotym okresem obu marek, który trwa zresztą do dzisiaj. Dalej nie ma co się już chwalić. Próba wprowadzenia Taty do Polski okazała się klapą i sprzedaż przerwano już 3 lata później, nie otwierając nawet połowy planowanej sieci dealerskiej i sprzedając śladowe ilości egzotycznych aut. Czy przejęła się tym centrala w Indiach?

Skąd, skupiona byłą ona bowiem na innym ważnym kroku – przedstawieniu Tata Nano. Ekscentryczne, wręcz komicznie prezentujące się auto zaprezentowano z hukiem nazywając je prędko najtańszym samochodem świata. Powstałe z myślą o hinduskim rynku auto miało zmotoryzować niemajętnych mieszkańców, dając im możliwość przesiadki ze skuterów i starych Maruti na nowe, w pełni hinduskie auto. Prymitywne w budowie, ale własne. Taki tamtejszy Maluch.

Kokpit był uproszczony do bólu.

Prostota do bólu

Nie bez powodu używamy słowa prymitywne – Nano było na prawdę uproszczone do bólu. W podstawowym egzemplarzu nie było klimatyzacji, radia, otwieranych tylnych szyb, otwieranej klapy bagażnika i drugiego lusterka. Brakowało poduszek powietrznych i jakiegokolwiek systemu bezpieczeństwa. Silnik rozwijał zaledwie 0,6 litra i 38 KM mechanicznych. Auto nie rozpędzało się nawet do 100 km/h. Te spartańskie warunki miała wynagrodzić cena, wówczas wynosząca coś między 7500 a 8000 złotych.

Szum wokół Nano opłacił się – auto na początku wywołało spore zainteresowanie wśród Hindusów. Dobre złego początki. Prędko zorientowano się, że samochód reprezentuje zbyt tandetny poziom wykonania. Potem nadeszła fala samozapaleń, która spowodowana była wadami instalacji elektrycznej. Producent nie poddawał się i na bieżąco wdrażał poprawki. Tata Motors był tak pewny siebie, że w 2011 roku zaprezentował zmodyfikowany egzemplarz stworzony z myślą o… Europie.

Projekt europejskiej wersji nie doczekał się realizacji.

Niestety, z planów nic nie wyszło, a PR Taty Nano niewątpliwie dobił test zderzeniowy wykonany przez ADAC – miejskie auto z Indii uzyskało w nim zero gwiazdek.

Wstydu oszczędźmy

Mijały lata, a sprzedaż była coraz gorsza. Pomimo przedstawienia w 2014 roku poprawionego i zmodernizowanego modelu, w który wyeliminowano niektóre prymitywne oszczędności. W ostatnich latach sytuacja osiągnęła krytyczne rozmiary – w kwietniu 2017 roku na gigantycznym rynku Indii sprzedano tylko 275 egzemplarzy. Mało? To słuchajcie wyników z czerwca bieżącego roku.

Modernizacja nie poprawiła na długo wyników sprzedaży.

W zeszłym miesiącu zakłady Taty opuścił jeden egzemplarz. Więcej aut miesięcznie produkuje Ferrari. 10 rocznica debiutu Taty Nano nie daje zatem powodów do świętowania, a raczej wymierza marce siarczysty policzek w twarz. Myliliśmy się, nic z tego nie wyszło – tak między wierszami można odczytać ostatni komunikat Tata Motors. Przekazuje on bowiem, iż w 2019 roku po 11 latach produkcji Tata Nano zniknie z rynku i nie otrzyma następcy. Płynie z tego nauczka – warto nie naginać granicy tolerancji kierowców na oszczędności w budżetowych samochodach. Nie te czasy – to już nie lata 70. XX wieku.

źródło: Carscoops