Przełomowy wyrok sądu w sprawie odbierania prawa jazdy za prędkość

Naczelny Sąd Administracyjny wydał przełomowy wyrok. Po 2,5 roku walki, kierowca usłyszał korzystny dla niego wyrok w sprawie odebrania prawa jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Od stycznia 2016 roku mężczyzna wraz ze stowarzyszeniem Prawo na Drodze przekonywał, że policja nie posiada odpowiedniego sprzętu do wykonywania pomiarów prędkości i zwyczajnie nie jest do tego przygotowana. Czy wyrok sądu, poniekąd, nie przyznaje im racji?

Finał sprawy pokazuje, że cierpliwość dla działań wymiaru sprawiedliwości czasem okazuje się opłacalna. Wszystko zaczęło się 5 stycznia 2016 roku, czyli niemal 2 i pół roku temu. Jak czytamy na portalu Prawo na Drodze, mężczyzna poruszający się po ulicy Powstańców Śląskich w Warszawie w kolumnie samochodów został zatrzymany przez patrol policji. Według pomiaru, jaki przedstawiła mu funkcjonariuszka, przekroczył on dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym o 70 km/h.

Jak wiemy, w ostatnich latach niechlubną sławę zyskała kampania policji, w myśl której każdy kierowca, który przekroczy dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym o co najmniej 50 km/h za dużo (czyli powyżej 100), ma odbieranie prawo jazdy na okres 3 miesięcy. Wielu kierowców, których wina była ewidentna, biło się w pierś i dobrowolnie poddawało się karze. Opisywany przypadek pokazuje jednak, że wina nie zawsze musi być taka oczywista.

Kierowca ze styczniowego dnia podważył bowiem sens pomiaru. Jak mógł on być rzetelny i precyzyjny, skoro urządzenie Rapid1-a – przekonywał – nie rozróżnia kierunków ruchu badanych pojazdów i nie identyfikuje pojazdu? Mężczyzna nie przyjął mandatu, co rozpoczęło później długą i męczącą batalię na drodze sądowej. Niestety, nie uchroniło to kierowcy od utraty prawa jazdy na 3 miesiące.

Jak dalej czytamy na portalu prawonadrodze.pl, 10 kwietnia bieżącego roku zapadł przełomowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Uwzględnił on skargę kasacyjną adwokata poszkodowanego kierowcy i uchylił decyzje organów samorządowych odpowiedzialnych za odebranie prawa jazdy kierowcy przed 2 laty. Wyrok symboliczny, ale bardzo ważny.

Z uzasadnienia wyroku najciekawszy wydają się poniższe fragmenty:

„(…) w przypadku uzasadnionych wątpliwości, które strona przynajmniej uprawdopodobni (wskazując np., jak w tej sprawie, na wadliwości legalizacji urządzenia pomiarowego) co do poprawności pomiaru prędkości, który zdecydował o zatrzymaniu prawa jazdy przez Policję, w trybie art. 135 ust. 1 pkt 1a ustawy prawo o ruchu drogowym, kierujący pojazdem musi mieć możliwość weryfikacji informacji przedstawionej przez Policję.

Jeśli weryfikacji te nie może dokonać bezpośrednio organ ani sąd administracyjny (jak w tym przypadku), a kompetentny jest do tego sąd powszechny (w sprawie dotyczącej wykroczenia), to organ administracji powinien zawiesić postępowanie administracyjne w przedmiocie zatrzymania prawa jazdy, w oparciu o art. 97 ust. 1 pkt 4 k.p.a., do czasu rozstrzygnięcia zagadnienia prejudycjalnego przez sąd powszechny.

W przeciwnym razie może się okazać, że rozstrzygnięcie wydane na podst. art. 102 ust. 1 pkt 4 w zw. z ust. 1c ustawy o kierujących pojazdami, zostanie oparte niezweryfikowanej lub nawet arbitralnie ustalonej przesłance, co naruszało by prawo do sprawiedliwej procedury, w rozumieniu art. 45 ust. 1 Konstytucji oraz zasadę zaufania obywateli do państwa, która wywodzona jest z zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji).

Czy powyższy wyrok zachęci kierowców do podważania obciążających ich pomiarów prędkości, gdy wystąpią uzasadnione wątpliwości? To pytanie pozostawiamy otwarte.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    Toyota może wskrzesić modele Celica i MR2!

    Jeszcze niedawno wydawać się mogło, że Toyota porzuciła już na dobre tworzenie gamy sportowych samochodów. Jedynym rasowym autem tego typu jest obecnie...
    21 września 2018

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Przełomowy wyrok sądu w sprawie odbierania prawa jazdy za prędkość
Przełomowy wyrok sądu w sprawie odbierania prawa jazdy za prędkość
Przełomowy wyrok sądu w sprawie odbierania prawa jazdy za prędkość

Naczelny Sąd Administracyjny wydał przełomowy wyrok. Po 2,5 roku walki, kierowca usłyszał korzystny dla niego wyrok w sprawie odebrania prawa jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Od stycznia 2016 roku mężczyzna wraz ze stowarzyszeniem Prawo na Drodze przekonywał, że policja nie posiada odpowiedniego sprzętu do wykonywania pomiarów prędkości i zwyczajnie nie jest do tego przygotowana. Czy wyrok sądu, poniekąd, nie przyznaje im racji?

Finał sprawy pokazuje, że cierpliwość dla działań wymiaru sprawiedliwości czasem okazuje się opłacalna. Wszystko zaczęło się 5 stycznia 2016 roku, czyli niemal 2 i pół roku temu. Jak czytamy na portalu Prawo na Drodze, mężczyzna poruszający się po ulicy Powstańców Śląskich w Warszawie w kolumnie samochodów został zatrzymany przez patrol policji. Według pomiaru, jaki przedstawiła mu funkcjonariuszka, przekroczył on dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym o 70 km/h.

Jak wiemy, w ostatnich latach niechlubną sławę zyskała kampania policji, w myśl której każdy kierowca, który przekroczy dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym o co najmniej 50 km/h za dużo (czyli powyżej 100), ma odbieranie prawo jazdy na okres 3 miesięcy. Wielu kierowców, których wina była ewidentna, biło się w pierś i dobrowolnie poddawało się karze. Opisywany przypadek pokazuje jednak, że wina nie zawsze musi być taka oczywista.

Kierowca ze styczniowego dnia podważył bowiem sens pomiaru. Jak mógł on być rzetelny i precyzyjny, skoro urządzenie Rapid1-a – przekonywał – nie rozróżnia kierunków ruchu badanych pojazdów i nie identyfikuje pojazdu? Mężczyzna nie przyjął mandatu, co rozpoczęło później długą i męczącą batalię na drodze sądowej. Niestety, nie uchroniło to kierowcy od utraty prawa jazdy na 3 miesiące.

Jak dalej czytamy na portalu prawonadrodze.pl, 10 kwietnia bieżącego roku zapadł przełomowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Uwzględnił on skargę kasacyjną adwokata poszkodowanego kierowcy i uchylił decyzje organów samorządowych odpowiedzialnych za odebranie prawa jazdy kierowcy przed 2 laty. Wyrok symboliczny, ale bardzo ważny.

Z uzasadnienia wyroku najciekawszy wydają się poniższe fragmenty:

„(…) w przypadku uzasadnionych wątpliwości, które strona przynajmniej uprawdopodobni (wskazując np., jak w tej sprawie, na wadliwości legalizacji urządzenia pomiarowego) co do poprawności pomiaru prędkości, który zdecydował o zatrzymaniu prawa jazdy przez Policję, w trybie art. 135 ust. 1 pkt 1a ustawy prawo o ruchu drogowym, kierujący pojazdem musi mieć możliwość weryfikacji informacji przedstawionej przez Policję.

Jeśli weryfikacji te nie może dokonać bezpośrednio organ ani sąd administracyjny (jak w tym przypadku), a kompetentny jest do tego sąd powszechny (w sprawie dotyczącej wykroczenia), to organ administracji powinien zawiesić postępowanie administracyjne w przedmiocie zatrzymania prawa jazdy, w oparciu o art. 97 ust. 1 pkt 4 k.p.a., do czasu rozstrzygnięcia zagadnienia prejudycjalnego przez sąd powszechny.

W przeciwnym razie może się okazać, że rozstrzygnięcie wydane na podst. art. 102 ust. 1 pkt 4 w zw. z ust. 1c ustawy o kierujących pojazdami, zostanie oparte niezweryfikowanej lub nawet arbitralnie ustalonej przesłance, co naruszało by prawo do sprawiedliwej procedury, w rozumieniu art. 45 ust. 1 Konstytucji oraz zasadę zaufania obywateli do państwa, która wywodzona jest z zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji).

Czy powyższy wyrok zachęci kierowców do podważania obciążających ich pomiarów prędkości, gdy wystąpią uzasadnione wątpliwości? To pytanie pozostawiamy otwarte.