Kilka dni temu doszło do kolejnego przypadku poruszania się pod prąd po drodze ekspresowej. Tym razem skończyło się tragicznie – w czołowym zderzeniu zginął zarówno sprawca z Mercedesa, jak i prawidłowo poruszający się kierowca Lexusa. Jak to możliwe, że tak często polscy kierowcy wjeżdżają na drogi ekspresowe pod prąd, powodując tragedie?

Do tragicznego zdarzenia doszło około godziny 16:30 w sobotę, 23 czerwca na terenie województwa lubuskiego. Kierujący starym Mercedesem klasy C (W202) poruszał się pod prąd odcinkiem Świebodzin-Sulechów drogi ekspresowej S3, gdzie jechał co najmniej 10 kilometrów. W przeciwnym kierunku, w kierunku Zielonej Góry prawidłowo poruszał się Lexus RX. Pech chciał, że akurat gdy kierowca rozpoczął wyprzedzenie ciężarówki, spotkał się z pędzącym pod prąd Mercedesem.

Siła uderzenia była tak duża, że samochody zostały zmasakrowane praktycznie do połowy. 70-letni kierowca Mercedesa, sprawca tragedii, zginął na miejscu. Prowadzący Lexusa, 53-letni biznesmen z Zielonej Góry, został przetransportowany śmigłowcem do pobliskiego szpitala. Niestety, pomimo akcji ratunkowej lekarzy, zmarł.

Zdjęcie ze zdarzenia.

Kiedy skończy się to szaleństwo?

Oglądając obrazowe zdjęcia z tej tragedii można tylko przypuszczać, jak silna musiała być siła uderzenia w momencie wypadku. Pojazdy poruszały się co najmniej z dopuszczalną na ekspresowych drogach prędkością. Jak to możliwe, że nawet na jednokierunkowych drogach ekspresowych i autostradach, oddzielonych od przeciwnego pasa ruchu, oznakowanych i z odpowiednio doprowadzonymi zjazdami i wjazdami, nie można uchronić się od ryzyka czołowego zderzenia?

Mnożenie się sytuacji, w których nierozsądni kierowcy wjeżdżają pod prąd na drogi ekspresowe i jadą w ten sposób nawet kilka-kilkanaście kilometrów zmusza do smutnej konkluzji. Poleganie na zdrowym rozsądku i instynkcie samozachowawczym kierowców prowadzi do, nomen omen, ślepej uliczki. Konieczne jest wprowadzenie radykalnych kroków, szczególnie w sytuacji, gdy z winy niefrasobliwych idiotów za kierownicą giną ludzie.

Kształt proponowanego rozwiązania w Danii.

Być może skuteczne okaże się dopiero montowanie kolczatek drogowych przy wjazdach na autostrady. Nachylone pod kątem, uruchamiałyby się tylko w przypadku zbliżenia się samochodu jadącego pod prąd, dla kierowców jadących prawidłowo byłyby nieszkodliwe. Podobne rozwiązanie od 8 lat stosowane jest w Danii, gdzie zdecydowano się na to po zbyt dużej ilości zdarzeń podobnych do tych, o jakich piszemy wyżej. Jak nie dobrocią, to przymusem. Przedziurawione opony mają zdecydowanie mniejszą wartość od odebranego życia.

źródło: tvn24.pl