Nowe, oldschoolowe Suzuki Jimny, czyli powrót do przeszłości

Choć wygląda, jakby ustępował z rynku, nowe Suzuki Jimny tak na prawdę zastępuje wysłużony model pierwszej generacji. Japońska marka nie tylko nie ustępuje z niszowego segmentu miejskich terenówek, ale i chce zwracać na siebie uwagę jeszcze bardziej, niż dotychczas. Kanciasta sylwetka i ascetyczne wnętrze wprost nawiązuje do duchowego poprzednika – Suzuki Samurai. Poznajcie telefon z antenką wśród nowoczesnych samochodów.

Nowe Suzuki Jimny to bez wątpienia najgorzej dochowana tajemnica ostatnich lat. Przez ostatnie pół roku, kiedy to do internetu po raz pierwszy trafiły wycieki zdjęć, systematycznie udostępniano kolejne zdjęcia gotowego modelu. A to z linii produkcyjnej, a to zdjęcia folderu reklamowego, a to z placu fabrycznego… Brutalnie ujawniły one każdy szczegół wyglądu, zabijając atmosferę niespodzianki, jaka zwykle towarzyszy przed premierą. No ale w końcu jest – najciekawsza premiera ostatnich miesięcy.

Podstawowa wersja.

Oldschool z Japonii

Suzuki Jimny było do niedawna jednym z największych weteranów na naszym rynku samochodowym. Maleńki SUV trafił do sprzedaży w 1998 roku. Tak, piszemy ciągle o jednym modelu. Łącznie wytrzymał on dzielnie okrągłe dwie dekady w sprzedaży, doczekując się dwóch skromnych modernizacji, dwóch wersji nadwoziowych (z dachem i jako pół kabriolet) i aż trzech znaczków – oprócz Suzuki, Jimny oferowany był także na wybranych rynkach jako Mazda i… Chevrolet.

Wszystko ma jednak kiedyś swój kres i Suzuki zdecydowało się nie fundować wysłużonej terenówce trzeciej dekady produkcji. Nowy model to ciekawy zwrot – nie tylko nie wygląda on jak nowe auto, ale nawiązuje bardziej do jeszcze starszego modelu – Samuraia. Kanciasta sylwetka odznacza się oszczędną formą, prostymi formami i – rozwiązaniem dziś już niespotykanym – tylnymi lampami umieszczonymi w… zderzaku. Nadwozie będzie można wybrać w 5 kolorach jednolitych i 3 wariantach dwukolorowych.

Tył wyróżnia się oryginalnym ulokowaniem lamp.

Nowoczesność spotyka się z klasyką

We wnętrzu mamy wiele sprzeczności – z jednej strony widzimy lśniące koło kierownicy identyczne z najnowszymi modelami marki, z drugiej – prostą, staromodną deskę rozdzielczą. Z jednej mamy ekran dotykowy zgodny z trendami, z drugiej – proste przełączniki rodem z lat 90.

Ascetyczną kabinę pasażerską nie wykonano z jednolitych materiałów – boczki drzwi zakrywają w całości przednie drzwi, za to z tyłu – pasażerowie muszą zmierzyć się z odsłoniętą blachą. Kierowcy będą mieć do wyboru dwie przekładnie – pięciobiegowa manualna oraz czterobiegowa automatyczna.

Prosty kokpit.

Co pod maską?

Pod maskę trafią dwie wersje silnikowe. Po jednej dla dwóch rynków zbytu. Jedna, na wewnętrzny japoński rynek, będzie 0,6 litrową jednostką uprawniającą kierowców do rejestracji Jimny’ego jako kei car. Rynki światowe będą z kolei mogły kupić miejską terenówkę z 1,5 litrowym motorem benzynowym.

Celowo unikamy określenia SUV – Jimny to bowiem jedno, z nielicznych prawdziwych aut terenowych na rynku. Jednocześnie – jedno, z najoryginalniejszych.

Komentarze

Najnowsze


  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Nowe, oldschoolowe Suzuki Jimny, czyli powrót do przeszłości
Nowe, oldschoolowe Suzuki Jimny, czyli powrót do przeszłości
Nowe, oldschoolowe Suzuki Jimny, czyli powrót do przeszłości

Choć wygląda, jakby ustępował z rynku, nowe Suzuki Jimny tak na prawdę zastępuje wysłużony model pierwszej generacji. Japońska marka nie tylko nie ustępuje z niszowego segmentu miejskich terenówek, ale i chce zwracać na siebie uwagę jeszcze bardziej, niż dotychczas. Kanciasta sylwetka i ascetyczne wnętrze wprost nawiązuje do duchowego poprzednika – Suzuki Samurai. Poznajcie telefon z antenką wśród nowoczesnych samochodów.

Nowe Suzuki Jimny to bez wątpienia najgorzej dochowana tajemnica ostatnich lat. Przez ostatnie pół roku, kiedy to do internetu po raz pierwszy trafiły wycieki zdjęć, systematycznie udostępniano kolejne zdjęcia gotowego modelu. A to z linii produkcyjnej, a to zdjęcia folderu reklamowego, a to z placu fabrycznego… Brutalnie ujawniły one każdy szczegół wyglądu, zabijając atmosferę niespodzianki, jaka zwykle towarzyszy przed premierą. No ale w końcu jest – najciekawsza premiera ostatnich miesięcy.

Podstawowa wersja.

Oldschool z Japonii

Suzuki Jimny było do niedawna jednym z największych weteranów na naszym rynku samochodowym. Maleńki SUV trafił do sprzedaży w 1998 roku. Tak, piszemy ciągle o jednym modelu. Łącznie wytrzymał on dzielnie okrągłe dwie dekady w sprzedaży, doczekując się dwóch skromnych modernizacji, dwóch wersji nadwoziowych (z dachem i jako pół kabriolet) i aż trzech znaczków – oprócz Suzuki, Jimny oferowany był także na wybranych rynkach jako Mazda i… Chevrolet.

Wszystko ma jednak kiedyś swój kres i Suzuki zdecydowało się nie fundować wysłużonej terenówce trzeciej dekady produkcji. Nowy model to ciekawy zwrot – nie tylko nie wygląda on jak nowe auto, ale nawiązuje bardziej do jeszcze starszego modelu – Samuraia. Kanciasta sylwetka odznacza się oszczędną formą, prostymi formami i – rozwiązaniem dziś już niespotykanym – tylnymi lampami umieszczonymi w… zderzaku. Nadwozie będzie można wybrać w 5 kolorach jednolitych i 3 wariantach dwukolorowych.

Tył wyróżnia się oryginalnym ulokowaniem lamp.

Nowoczesność spotyka się z klasyką

We wnętrzu mamy wiele sprzeczności – z jednej strony widzimy lśniące koło kierownicy identyczne z najnowszymi modelami marki, z drugiej – prostą, staromodną deskę rozdzielczą. Z jednej mamy ekran dotykowy zgodny z trendami, z drugiej – proste przełączniki rodem z lat 90.

Ascetyczną kabinę pasażerską nie wykonano z jednolitych materiałów – boczki drzwi zakrywają w całości przednie drzwi, za to z tyłu – pasażerowie muszą zmierzyć się z odsłoniętą blachą. Kierowcy będą mieć do wyboru dwie przekładnie – pięciobiegowa manualna oraz czterobiegowa automatyczna.

Prosty kokpit.

Co pod maską?

Pod maskę trafią dwie wersje silnikowe. Po jednej dla dwóch rynków zbytu. Jedna, na wewnętrzny japoński rynek, będzie 0,6 litrową jednostką uprawniającą kierowców do rejestracji Jimny’ego jako kei car. Rynki światowe będą z kolei mogły kupić miejską terenówkę z 1,5 litrowym motorem benzynowym.

Celowo unikamy określenia SUV – Jimny to bowiem jedno, z nielicznych prawdziwych aut terenowych na rynku. Jednocześnie – jedno, z najoryginalniejszych.