18-latek rozbił auto na minuty o ogrodzenie – za szybko wszedł w zakręt

Samochody na minuty, służąc na co dzień wielu kierowcom bez własnych czterech kółek, nieustannie padają ofiarami licznych nadużyć. A to ktoś porzuci samochód na leśnej drodze, a to ktoś postanowi przetestować możliwości w warunkach kontrolowanego poślizgu. O ile na pustej przestrzeni stwarza to zagrożenie co najwyżej dla kierowcy, to w przestrzeni miejskiej podobne działania są już skrajnie niebezpieczne. Pecha miał ostatnio 18-latek z Poznania. Prowadzona przez niego Toyota Yaris wylądowała na dachu w prywatnym ogrodzie.

Usługa tzw. car sharingu to jedna z najlepszych rzeczy, jaka pojawiła się w przestrzeni polskich miast w ostatnich latach. Dzięki flocie nowych, pachnących samochodów, udostępnianych przez prywatne korporacje oferujące auta na minuty, poruszanie się w mieście stało się prostsze. Wystarczy aplikacja, konto w banku i prawo jazdy. Partnerski układ. Niestety, pewnego typu odbiorców nie da się uniknąć, choć jak pokazują jednak ostatnie przypadki nadużyć – niektórzy nigdy nie powinni mieć do nich dostępu.

Nie moje, czyli niczyje?

Nie tak dawno, bo pod koniec kwietnia, sieć obiegła fotografia pokazująca Renault Clio z floty popularnej korporacji Traficar, które lekkomyślny kierowca porzucił… na leśnym pagórku. Zdjęcie zamieścił na stronie Facebookowej sam przedstawiciel popularnej aplikacji car sharingowej, w wyjątkowo wyważonych słowach komentując absurdalną sytuację. Sytuacja wywołała w Internecie burzliwą dyskusję na temat wyzwań przed nowatorską usługą zdobywającą ostatnio popularność w Polsce. Zatem jak zabezpieczyć nią przed nierozważnymi idiotami?

Kochani, z tego miejsca pragnę nadmienić, że bardzo chciałbym umieć latać, ale nie umiem i raczej umieć nie będę. Z…

Gepostet von Traficar am Dienstag, 24. April 2018

Nie trzeba było czekać zbyt długo na kolejny, tym razem o wiele bardziej niebezpieczny przykład na nadużycia dobrodziejstw car sharingu. 18-letni, świeżo upieczony kierowca z Poznania wypożyczył z lokalnej aplikacji Toyotę Yaris. Prowadząc sam, dla popisania się przed kolegami, postanowił zaprezentować swoje umiejętności i z dużą prędkością postanowił skręcić w boczną ulicę na skrzyżowaniu. Jak można się było spodziewać – manewr skończył się katastrofą.

18-latek pewnie powoli już zdaje sobie sprawę, ile narobił problemów…

Samochód wypadł z drogi wprost na ogrodzenie narożnej posesji, po czym przewrócił się na bok i wylądował w ogrodowej zieleni na dachu. Prowadzący, jak podaje portal tvn24.pl, wyszedł z samochodu o własnych siłach. Później trafił jednak do szpitala, a to tylko początek cierpień młodego rajdowca. Nie uchroni się on raczej od kary, bowiem sprawę bada już policja, a jakby tego było mało – jego znajomi nakręcili zajście telefonem komórkowym, po czym umieścili je w sieci. Nic więcej nie piszemy, szkoda słów.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    TEST: Volvo XC60 D4 Inscription 190 KM

    Czego można więcej odczekiwać od auta, niż to co oferuje dobrze wyposażone Volvo XC60? Na chwilę obecną nic mi nie przychodzi do...
    18 października 2018

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

18-latek rozbił auto na minuty o ogrodzenie – za szybko wszedł w zakręt
18-latek rozbił auto na minuty o ogrodzenie – za szybko wszedł w zakręt
18-latek rozbił auto na minuty o ogrodzenie – za szybko wszedł w zakręt

Samochody na minuty, służąc na co dzień wielu kierowcom bez własnych czterech kółek, nieustannie padają ofiarami licznych nadużyć. A to ktoś porzuci samochód na leśnej drodze, a to ktoś postanowi przetestować możliwości w warunkach kontrolowanego poślizgu. O ile na pustej przestrzeni stwarza to zagrożenie co najwyżej dla kierowcy, to w przestrzeni miejskiej podobne działania są już skrajnie niebezpieczne. Pecha miał ostatnio 18-latek z Poznania. Prowadzona przez niego Toyota Yaris wylądowała na dachu w prywatnym ogrodzie.

Usługa tzw. car sharingu to jedna z najlepszych rzeczy, jaka pojawiła się w przestrzeni polskich miast w ostatnich latach. Dzięki flocie nowych, pachnących samochodów, udostępnianych przez prywatne korporacje oferujące auta na minuty, poruszanie się w mieście stało się prostsze. Wystarczy aplikacja, konto w banku i prawo jazdy. Partnerski układ. Niestety, pewnego typu odbiorców nie da się uniknąć, choć jak pokazują jednak ostatnie przypadki nadużyć – niektórzy nigdy nie powinni mieć do nich dostępu.

Nie moje, czyli niczyje?

Nie tak dawno, bo pod koniec kwietnia, sieć obiegła fotografia pokazująca Renault Clio z floty popularnej korporacji Traficar, które lekkomyślny kierowca porzucił… na leśnym pagórku. Zdjęcie zamieścił na stronie Facebookowej sam przedstawiciel popularnej aplikacji car sharingowej, w wyjątkowo wyważonych słowach komentując absurdalną sytuację. Sytuacja wywołała w Internecie burzliwą dyskusję na temat wyzwań przed nowatorską usługą zdobywającą ostatnio popularność w Polsce. Zatem jak zabezpieczyć nią przed nierozważnymi idiotami?

Kochani, z tego miejsca pragnę nadmienić, że bardzo chciałbym umieć latać, ale nie umiem i raczej umieć nie będę. Z…

Gepostet von Traficar am Dienstag, 24. April 2018

Nie trzeba było czekać zbyt długo na kolejny, tym razem o wiele bardziej niebezpieczny przykład na nadużycia dobrodziejstw car sharingu. 18-letni, świeżo upieczony kierowca z Poznania wypożyczył z lokalnej aplikacji Toyotę Yaris. Prowadząc sam, dla popisania się przed kolegami, postanowił zaprezentować swoje umiejętności i z dużą prędkością postanowił skręcić w boczną ulicę na skrzyżowaniu. Jak można się było spodziewać – manewr skończył się katastrofą.

18-latek pewnie powoli już zdaje sobie sprawę, ile narobił problemów…

Samochód wypadł z drogi wprost na ogrodzenie narożnej posesji, po czym przewrócił się na bok i wylądował w ogrodowej zieleni na dachu. Prowadzący, jak podaje portal tvn24.pl, wyszedł z samochodu o własnych siłach. Później trafił jednak do szpitala, a to tylko początek cierpień młodego rajdowca. Nie uchroni się on raczej od kary, bowiem sprawę bada już policja, a jakby tego było mało – jego znajomi nakręcili zajście telefonem komórkowym, po czym umieścili je w sieci. Nic więcej nie piszemy, szkoda słów.