Postęp technologiczny w danej dziedzinie rzadko kiedy odbywa się bez ofiar. W przypadku rosnącej popularności samochodów elektrycznych, oberwać się może pracownikom przemysłu zajmującego się produkcją układów napędowych. Według przedstawicieli związków zawodowych, pracę może stracić w przeciągu najbliższych lat nawet 75 tysięcy osób.

Samochody elektryczne powoli zaczynają przedostawać się do powszechnej świadomości, a nakłady na ich produkcję rosną. Rosnąca popularność odbywa się częściowo kosztem aut z klasycznymi napędami, bowiem w świecie – nie ma próżni.

Po raz kolejny przedstawiciele związków zawodowych w sektorze zajmującym się produkcją układów napędowych obawiają się przyszłości. W tym razem w Niemczech, podając konkretne wyliczenia.

Same nieszczęścia?

Wcześniej o podobnych obawach mogliście przeczytać pod koniec marca bieżącego roku, kiedy to szef związków zawodowych Hyundaia Ha Bu-young stwierdził, że samochody elektryczne niosą same nieszczęścia.

Chodziło oczywiście głównie o utratę miejsc pracy, które koreański związkowiec oszacował wtedy na tysiące dodając, że nawet 70% pracowników sektora zajmującego się wytwarzaniem np. skrzyń biegów lub silników może w najbliższych latach stracić swoje stanowiska.

Tesla Model S

Podobny głos w dyskusji o przyszłości mijającej pod znakiem rosnącej popularności samochodów elektrycznych wybrzmiał ostatnio z bliższych okolic – a konkretniej zza naszej zachodniej granicy. Przedstawiciele tamtejszych związków zawodowych twierdzą, że wskutek rosnącej popularności samochodów elektrycznych w najbliższych latach pracę może stracić nawet 75 tysięcy ludzi.

To sporo, biorąc pod uwagę, że z całej branży samochodowej zatrudniającej 840 tysięcy pracowników, 210 tysięcy zajmuje się pracą przy produkcji układów napędowych – podaje Instytut Inżynierii Przemysłowej im. Fraunhofera, za autoblog.com.

Mniej czasu na produkcję

W odpowiedzi na badania kilka niemieckich firm, takich, jak Volkswagen, BMW, Bosch czy Daimler, potwierdziło, że produkcja samochodów elektrycznych zajmuje ok. 30% mniej czasu, niż w przypadku samochodu z silnikiem spalinowym.

Naturalnie oznacza to, że przy procesie budowy aut na prąd nie potrzeba zatem tyle pracowników, co przy wytwarzani samochodów tradycyjnych.

Renault Zoe

Bernd Osterloh, przedstawiciel związków zawodowych pracowników Volkswagena dodaje, że części potrzebne do budowy samochodów elektrycznych zaledwie w 1/6 pokrywają się z klasycznymi pojazdami. To uzmysławia, jak mniej sił produkcyjnych potrzeba do zbudowania elektrycznego samochodu.

Spokojnie, to tylko wyliczenia

Do głosów o drastycznych zwolnieniach w branży samochodowej należy jednak podejść z dystansem. Są one odpowiedzią na szacunki, według których do 2030 roku na niemieckich drogach będzie poruszać się 60 procent samochodów z silnikami spalinowymi, 15 procent aut hybrydowych i wreszcie – 25% samochodów elektrycznych. Nie mamy gwarancji, że szacunki pokryją się chociaż częściowo.

Z drugiej strony jednak, rosnąca popularność samochodów elektrycznych to fakt. Pytanie tylko, jak szybko i do jakiego stopnia ta popularność wzrośnie. Trzymamy kciuki, aby na tyle powolnie, aby pracownicy tradycyjnego sektora branży motoryzacyjnej zdążyli się przebranżowić.