Przedstawiona na początku roku zupełnie nowa Klasa G kończy pewną epokę. Okazuje się jednak, że Mercedes nie ma zamiaru posyłać na tamten świat poprzedniej, niespełna 40-letniej konstrukcji. Na wybranych rynkach nadal będzie się odbywać sprzedaż wcielenia z lat 1990 – 2001, czyli klasycznego W461.

Patrząc na obecne trendy wśród marek premium, ciężko uwierzyć w to, że taki samochód zachował się w ofercie Mercedesa aż do dzisiaj. Legendarna Klasa G dzielnie trwała przy skromnych modyfikacjach aż do ostatniej zimy, kiedy to wreszcie zdecydowano się go radykalnie zmodyfikować. Choć sylwetka i podstawowe cechy wyglądu zachowano, przedstawiona w Detroit Klasa G to zupełnie nowe auto. Czy to oznacza, że 40-letnia konstrukcja na dobre odeszła do lamusa?

Obecna forma Klasy G to tak na prawdę zupełnie nowy samochód.

Nieśmiertelny

Klasa G to kawał bogatej i dumnej historii. Prace nad twardą terenówką Mercedes rozpoczął już na początku lat 70. XX wieku. Końcowy efekt świat poznał w 1979 roku, rozpoczynając epokę, która – zdaje się – nie ma końca. W kolejnych latach Gelenda skutecznie wypracowała sobie status kultowego samochodu, tworząc wokół siebie legendę, jakiej trudno szukać u innych producentów.

Po drodze Klasa G przeszła kilka nielicznych, ale istotnych modernizacji. Najważniejsze miały miejsce kolejno w 1990, 2000 i 2012 roku. O ile z zewnątrz skupiały się na przemodelowaniu przodu i niektórych detali nadwozia, to zwykle najwięcej zmieniało się w środku. Mercedes robił to wszystko tak zręcznie, że przez wszystkie lata awansował G Klasę do zupełnie nowej roli.

Dawna forma Klasy G nadal żyje, tyle że na wybranych rynkach.

Zręczny awans

Z niezniszczalnej terenówki dla leśników i farmerów Gelenda stała się stopniowo pożądanym autem dla majętnych. Cena zaczęła rosnąć, a G Klasy zaczęły pojawiać się na teledyskach, parkingach Moskwy i Pekinu. Po ostatniej modernizacji sprzed 6 lat G Klasa stała się jednym z najdroższych samochodów w ofercie Mercedesa. I posłużyła za bazę to wielu nietuzinkowych projektów.

Wariacje 6×6 albo 4×4² to już kolekcjonerskie perełki, których wartość szybuje coraz dalej od miliona złotych. Całą tę otoczkę zbudowano na prawie 40-letniej konstrukcji, pierwotnie mającej być skromną terenówką. Chapeau bas, trzeba przyznać, że marketingowcy ze Stuttgartu to mistrzowie swojego fachu. Czy jednak przy tej zmianie nie zatracono dawnych klientów?

Po desce rozdzielczej widać, jak ogromne zmiany zaszły w charakterze Gelendy na przestrzeni ostatnich 20 lat.

Wszystko po staremu

Ależ skąd. Okazuje się, że przedstawiona w styczniu druga generacja Klasy G nie tylko nie skreśla z rynku dotychczasowej konstrukcji, ale i nie uśmierca modelu W461 po modernizacji z… 1990 roku! Oznacza to, że spartański, bardziej toporny i nastawiony na intensywne użytkowanie na bezdrożach (a nie toczenie się po moskiewskich chodnikach) format Klasy G, w niemal identycznej formie co 30 lat temu, nadal będzie równolegle produkowany w austriackich zakładach Magny. Dlaczego? Bo popyt jest ogromny!

Jest jednak jedno ale. Auto będzie dostępne tylko na wybranych rynkach, gdzie dopuszczona jest norma Euro 5. Spośród grona, do którego zalicza się Niemcy, Bliski Wschód i Australię niestety nie wyczytaliśmy Polski. Dla pasjonatów pozostaje zatem import zza zachodniej granicy. Albo kupno Łady Nivy – tańszego, ale równie niezniszczalnego klasyka z przeciwnej strony naszych granic.