Jak widać, nawet tak unikalne pojazdy jak Porsche 918 nie mogą uchronić się od wad fabrycznych. W przypadku niemieckiego supersamochodu coś jednak mocno musiało pójść nie tak w procesie konstrukcyjnym. To już bowiem 4 raz, kiedy marka wzywa do serwisów nieliczne grono właścicieli. Bardzo nieliczne, bowiem przez 2 lata produkcji powstało 918 sztuk drogowej wyścigówki. Co tym razem nie daje spokoju kierowcom?

Porsche 918 Spyder to przełomowa konstrukcja. To nie tylko najszybszy w historii model Porsche, ale i auto wprowadzające je w erę technologii hybrydowej. Ponadto przetarło szlak, jakim marka podąża do dziś w kwestii designu i estetyki kokpitów. No i co poszło tutaj źle?

Porsche 918 to najbardziej ekstremalne drogowe auto w historii marki.

Punkt trzeci

W przeszłości Porsche skonstruowało jedynie jedno drogowe superauto. Była to Carrera GT, którą Niemcy wywołali ogromne zamieszanie w 2000 roku. Produkowany w latach 2004 – 2007 konkurent najszybszych seryjnych samochodów powstał w łącznej liczbie 1270 egzemplarzy i na dobre zapisał się na kartach historii motoryzacji.

Potrzeba było 3 lat, aby Porsche ponownie zaznaczyło swoją obecność w ekstremalnym segmencie supersamochodów. W 2010 roku, na Salonie w Genewie, zdecydowano się zaprezentować futurystyczne 918 Spyder, które okazało się swoistym kamieniem milowym dla marki.

Samochód produkowano w latach 2013 – 2015.

Samochód trafił do seryjnej produkcji po 3 latach od premiery, otrzymując jeszcze bardziej imponujący zestaw napędowy. Hybrydowa, drogowa wyścigówka otrzymała ten sam napęd składający się z silnika spalinowego i dwóch silników elektrycznych. Ten pierwszy to 4,6 litrowe V8 o mocy 608 KM. Silniki elektryczne razem rozwijają 281 KM. Pełna moc 918? Imponujące 889 KM. Sprint do setki – 2,5 sekundy.

Miało być tak pięknie

Już w momencie premiery Porsche zapowiedziało, że ilość wyprodukowanych sztuk 918 zostanie ograniczona do liczby, jaka widnieje w jego nazwie. I ani choćby jednego auta więcej. Małoseryjna produkcja trwała do 2015 roku i już w trakcie niej Porsche musiało przyznać się do wpadki.

W grudniu 2014 roku marka wezwała do serwisu wszystkie pojazdy z powodu wykrycia wady ramy. Drobna wpadka? Już rok później pojawiła się kolejna – tym razem trzeba było naprawić wadliwą wiązkę elektryczną. I gdy jeszcze nie minął niesmak, latem 2016 roku Niemcy musieli po raz trzeci wezwać do serwisu właścicieli limitowanego superauta. Tym razem z powodu wykrytej usterki pasów bezpieczeństwa.

Niemiecki supersamochód ma napęd hybrydowy.

Do pięć razy sztuka

Jeśli zaskakuje Was ilość problemów, jakie Porsche napotkało ze sprzedanymi i oddanymi klientom do użytku egzemplarzami supersamochodu wartego niespełna 4 miliony złotych – to jeszcze nie koniec. Pod koniec 2016 roku wykryto problem z przednim zawieszeniem. Komponenty użyte do wyprodukowania wahaczy okazały się na tyle wadliwe, że w skrajnej sytuacji mogły one doprowadzić do pęknięcia tych elementów.

Po niespełna półtora roku doczekaliśmy się piątego (jak na razie) odcinka sagi. Tym razem ponownie chodzi o zawieszenie. Porsche poinformowało ponownie, że wahacze mogą ulec niepożądanym pęknięciom, tym razem także z tyłu. Ich skutki mogą wywoływać zagrożenie dla bezpieczeństwa kierowców, szczególnie w warunkach torowych. Porsche zaprasza do serwisów wszystkich właścicieli, oferując darmową naprawę trwającą od 7 do 8 godzin.

To już piąta akcja serwisowa w krótkiej historii tego modelu.

Właściciele zostali poinformowani mailowo, choć pewnie po ostatnich 4 razach – mają już serdecznie dość podobnych wieści.

źródło: Carscoops