Koniec z darmowym ładowaniem aut elektrycznych!

Można się było tego spodziewać. Wraz ze wzrostem popularności samochodów elektrycznych, topnieje ilość przywilejów dla korzystających z niszowej technologii. Największa dogodność, czyli nieograniczony i bezpłatny dostęp do ładowania pojazdów z miejskich stanowisk, niebawem nie będzie już tak oczywista. Opłaty wprowadza sieć Greenway.

Jeszcze niedawno mogliśmy obserwować mnożenie się wielu udogodnień dla kierowców samochodów elektrycznych. Rządy np. Norwegii dotowały zakup auta na prąd, a ponadto pozwalano kierowcom na poruszanie się po buspasach i nieograniczone, darmowe ładowanie z miejskiej sieci stanowisk. Samochody elektryczne przestają jednak już być niszowe, dlatego sielanka ich właścicieli zbliża się powoli ku końcowi.

Darmowe ładowanie z miejskich stanowisk niebawem stanie się wspomnieniem.

Powolna zmiana sił

Samochody elektryczne to technologia, o której ciężko zapomnieć choćby na chwilę. Codziennie torpedują nas informacje o kolejnych rynkowych nowościach napędzanych prądem, planach producentów w sprawie tzw. elektryfikacji swojej oferty, a nawet – doniesienia o całkowitym porzuceniu tradycyjnych źródeł napędu (Smart).

Sądząc po ilości uwagi, jaką najwięksi producenci samochodowi poświęcają autom na prąd, można odnieść wrażenie, że są one już wyjątkowo silną częścią rynku i poważnie zagrażają silnikom spalinowym. Nie do końca. Faktycznie, popularność samochodów elektrycznych rośnie w lawinowym tempie, jednak wciąż jest to znikomy odsetek rynku samochodowego. W zeszłym roku w Europie sprzedano niespełna 150 tysięcy aut na prąd, co na tle 15,6 miliona sprzedanych ogółem samochodów wciąż odgrywa symboliczną rolę.

Popularność aut elektrycznych rośnie w lawinowym tempie.

Przyszłość coraz bliżej

Liczby bezwzględne nie oddają jednak specyfiki zjawiska. Po bliższym przyjrzeniu się, łatwo można zrozumieć skąd tak głośno jest ostatnio o „elektrykach”. Od 2016 do 2017 roku sprzedano w Europie o 45,3% więcej samochodów elektrycznych. Sprawy zatem rozwijają się dynamiczniej, niż mogłoby się zdawać.

W rozwoju rynku aut elektrycznych niewątpliwie pomogły, wspomniane wcześniej, programy wspierające ich zakup autorstwa władz państw. Dużą rolę odgrywa też rosnąca oferta rynkowa i rozwój infrastruktury. I przechodzimy wreszcie do sedna – sieć stacji ładujących dotychczas działała w wyjątkowo dobrodziejski sposób. Darmowe i nielimitowane ładowanie niebawem dojdzie w Polsce do końca.

Ilość stacji ładowania aut elektrycznych ma w Polsce konsekwentnie rosnąć.

Nic za darmo

Jak informuje Rzeczpospolita, firma Greenway jako pierwsza w Polsce zdecydowała się właśnie na wprowadzenie opłat za korzystanie ze stacji ładujących. Powód? Koszty utrzymania. Przedsięwzięcie bez wkładu użytkowników nie będzie opłacalne.

Za 1 kWh w szybkiej ładowarce prądu stałego użytkownik będzie musiał teraz zapłacić 1,89 zł. 40 groszy kosztować będzie każda minuta powyżej 45-minutowego ładowania. Z kolei w przypadku tradycyjnych ładowarek (prąd zmienny), koszta te będą wyglądać następująco – 1,19 zł za 1 kWh i 40 groszy za każdą minutę powyżej 3 godzinnego postoju. Opłaty będą działać w sposób podobny do np. Ubera – po zarejestrowaniu numeru karty, system odejmie z naszego konta należność. Pierw działać to będzie w systemie miesięcznym, a potem – po każdym ładowaniu.

Greenway 3 maja 2018 wprowadziło opłaty za korzystanie ze stacji ładowania.

źródło: energetyka.wnp.pl

Przedstawiciele przedsiębiorstwa Greenway argumentują za wprowadzeniem opłat, że podobny cennik nakładają na użytkowników aut elektrycznych różne europejskie sieci. Średnia cena za 1 kWh to ok. 2,36 zł, a w przypadku tradycyjnych ładowarek w przybliżeniu 1,98 zł.

Wciąż się opłaca

Wielu internautów skomentowało powyższe doniesienia śmiechem, drwiąc z właścicieli aut elektrycznych słowami „I co, dalej wam się to będzie opłacało?”. Otóż tak. Zdaniem Greenway, auta elektryczne nawet po obciążeniu energii elektrycznej z miejskich ładowarek opłatami, mają być konkurencyjne.

Dla Rzeczpospolitej przedstawiciele firmy podali przykład Nissana Leaf, który do przejechania 100 km potrzebuje ok. 18 kWh. Aby naładować to auto do opisywanej mocy, potrzeba zapłacić 34 złote, czyli tyle, co za 7-7,5 litra benzyny lub oleju napędowego.

Samochody elektryczne ponoć nadal mają być konkurencyjne dla spalinowych odpowiedników.

Przeszkody na horyzoncie

Jak jednak faktycznie będą prezentować się koszta użytkowania aut elektrycznych po wprowadzeniu opłat i ich konkurencyjność w stosunku do silników spalinowych – to okaże się wkrótce. Warto pamiętać, że używanie auta elektrycznego wciąż wiąże się z potrzebą poświęcenia większej ilości czasu na ładowanie, a w Polsce dochodzi do tego symboliczna ilość stacji ładujących.

Dla porównania – Niemcy mają ich 25,2 tysiąca. Malutkie Czechy – 620, a Polska – zaledwie 550. Uchwalona niedawno ustawa o elektromobliności ma tę sytuację poprawić obiecując m.in. budowę 6 tysięcy nowych stacji ładowania. Gdy sytuacja z ilością stacji unormuje się, na przeszkodzie może pojawić się jeszcze inny problem – rosnąca ilość aut na prąd może skłonić Skarb Państwa do opodatkowania elektromobilności.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    Toyota może wskrzesić modele Celica i MR2!

    Jeszcze niedawno wydawać się mogło, że Toyota porzuciła już na dobre tworzenie gamy sportowych samochodów. Jedynym rasowym autem tego typu jest obecnie...
    21 września 2018

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Koniec z darmowym ładowaniem aut elektrycznych!
Koniec z darmowym ładowaniem aut elektrycznych!
Koniec z darmowym ładowaniem aut elektrycznych!

Można się było tego spodziewać. Wraz ze wzrostem popularności samochodów elektrycznych, topnieje ilość przywilejów dla korzystających z niszowej technologii. Największa dogodność, czyli nieograniczony i bezpłatny dostęp do ładowania pojazdów z miejskich stanowisk, niebawem nie będzie już tak oczywista. Opłaty wprowadza sieć Greenway.

Jeszcze niedawno mogliśmy obserwować mnożenie się wielu udogodnień dla kierowców samochodów elektrycznych. Rządy np. Norwegii dotowały zakup auta na prąd, a ponadto pozwalano kierowcom na poruszanie się po buspasach i nieograniczone, darmowe ładowanie z miejskiej sieci stanowisk. Samochody elektryczne przestają jednak już być niszowe, dlatego sielanka ich właścicieli zbliża się powoli ku końcowi.

Darmowe ładowanie z miejskich stanowisk niebawem stanie się wspomnieniem.

Powolna zmiana sił

Samochody elektryczne to technologia, o której ciężko zapomnieć choćby na chwilę. Codziennie torpedują nas informacje o kolejnych rynkowych nowościach napędzanych prądem, planach producentów w sprawie tzw. elektryfikacji swojej oferty, a nawet – doniesienia o całkowitym porzuceniu tradycyjnych źródeł napędu (Smart).

Sądząc po ilości uwagi, jaką najwięksi producenci samochodowi poświęcają autom na prąd, można odnieść wrażenie, że są one już wyjątkowo silną częścią rynku i poważnie zagrażają silnikom spalinowym. Nie do końca. Faktycznie, popularność samochodów elektrycznych rośnie w lawinowym tempie, jednak wciąż jest to znikomy odsetek rynku samochodowego. W zeszłym roku w Europie sprzedano niespełna 150 tysięcy aut na prąd, co na tle 15,6 miliona sprzedanych ogółem samochodów wciąż odgrywa symboliczną rolę.

Popularność aut elektrycznych rośnie w lawinowym tempie.

Przyszłość coraz bliżej

Liczby bezwzględne nie oddają jednak specyfiki zjawiska. Po bliższym przyjrzeniu się, łatwo można zrozumieć skąd tak głośno jest ostatnio o „elektrykach”. Od 2016 do 2017 roku sprzedano w Europie o 45,3% więcej samochodów elektrycznych. Sprawy zatem rozwijają się dynamiczniej, niż mogłoby się zdawać.

W rozwoju rynku aut elektrycznych niewątpliwie pomogły, wspomniane wcześniej, programy wspierające ich zakup autorstwa władz państw. Dużą rolę odgrywa też rosnąca oferta rynkowa i rozwój infrastruktury. I przechodzimy wreszcie do sedna – sieć stacji ładujących dotychczas działała w wyjątkowo dobrodziejski sposób. Darmowe i nielimitowane ładowanie niebawem dojdzie w Polsce do końca.

Ilość stacji ładowania aut elektrycznych ma w Polsce konsekwentnie rosnąć.

Nic za darmo

Jak informuje Rzeczpospolita, firma Greenway jako pierwsza w Polsce zdecydowała się właśnie na wprowadzenie opłat za korzystanie ze stacji ładujących. Powód? Koszty utrzymania. Przedsięwzięcie bez wkładu użytkowników nie będzie opłacalne.

Za 1 kWh w szybkiej ładowarce prądu stałego użytkownik będzie musiał teraz zapłacić 1,89 zł. 40 groszy kosztować będzie każda minuta powyżej 45-minutowego ładowania. Z kolei w przypadku tradycyjnych ładowarek (prąd zmienny), koszta te będą wyglądać następująco – 1,19 zł za 1 kWh i 40 groszy za każdą minutę powyżej 3 godzinnego postoju. Opłaty będą działać w sposób podobny do np. Ubera – po zarejestrowaniu numeru karty, system odejmie z naszego konta należność. Pierw działać to będzie w systemie miesięcznym, a potem – po każdym ładowaniu.

Greenway 3 maja 2018 wprowadziło opłaty za korzystanie ze stacji ładowania.

źródło: energetyka.wnp.pl

Przedstawiciele przedsiębiorstwa Greenway argumentują za wprowadzeniem opłat, że podobny cennik nakładają na użytkowników aut elektrycznych różne europejskie sieci. Średnia cena za 1 kWh to ok. 2,36 zł, a w przypadku tradycyjnych ładowarek w przybliżeniu 1,98 zł.

Wciąż się opłaca

Wielu internautów skomentowało powyższe doniesienia śmiechem, drwiąc z właścicieli aut elektrycznych słowami „I co, dalej wam się to będzie opłacało?”. Otóż tak. Zdaniem Greenway, auta elektryczne nawet po obciążeniu energii elektrycznej z miejskich ładowarek opłatami, mają być konkurencyjne.

Dla Rzeczpospolitej przedstawiciele firmy podali przykład Nissana Leaf, który do przejechania 100 km potrzebuje ok. 18 kWh. Aby naładować to auto do opisywanej mocy, potrzeba zapłacić 34 złote, czyli tyle, co za 7-7,5 litra benzyny lub oleju napędowego.

Samochody elektryczne ponoć nadal mają być konkurencyjne dla spalinowych odpowiedników.

Przeszkody na horyzoncie

Jak jednak faktycznie będą prezentować się koszta użytkowania aut elektrycznych po wprowadzeniu opłat i ich konkurencyjność w stosunku do silników spalinowych – to okaże się wkrótce. Warto pamiętać, że używanie auta elektrycznego wciąż wiąże się z potrzebą poświęcenia większej ilości czasu na ładowanie, a w Polsce dochodzi do tego symboliczna ilość stacji ładujących.

Dla porównania – Niemcy mają ich 25,2 tysiąca. Malutkie Czechy – 620, a Polska – zaledwie 550. Uchwalona niedawno ustawa o elektromobliności ma tę sytuację poprawić obiecując m.in. budowę 6 tysięcy nowych stacji ładowania. Gdy sytuacja z ilością stacji unormuje się, na przeszkodzie może pojawić się jeszcze inny problem – rosnąca ilość aut na prąd może skłonić Skarb Państwa do opodatkowania elektromobilności.