Amerykanie postawili zarzuty byłemu szefowi Volkswagena

Martin Winterkorn, który rządził koncernem Volkswagena do wybuchu afery Dieselgate, jest w sporych tarapatach. Amerykańscy konsumenci oraz tamtejszy wymiar sprawiedliwości nie mogą zapomnieć Niemcom procederu, jaki w atmosferze skandalu ujawniono jesienią 2015 roku. Za oszustwa VW na emisji spalin amerykańska prokuratura postawiła Winterkornowi kilka zarzutów.

Proceder, jaki ujawnił jesienią 2015 Uniwersytet Zachodniej Wirginii otworzył puszkę pandory. Nie tylko okazało się, że na emisji spalin kantuje spora część producentów, ale i wywołało to falę problemów, z jakimi firmy będą zmagać się z latami. Ostro zareagował niemiecki wymiar sprawiedliwości, a bezlitośni są także prokuratorzy za Oceanem. Ich zdaniem, Volkswagen złamał federalne prawo, a winni muszą ponieść konsekwencje.

Nieskończone problemy

Martin Winterkorn to postać od lat związana z Volkswagenem. Ostatnim etapem jego kariery w barwach koncernu z Wolfsburga było rządzenie nim od 2007 roku aż do września 2015. 11 lat temu zasiadał na najwyższym stanowisku, biorąc na barki ambitny plan uczynienia Volkswagena najpotężniejszym motoryzacyjnym koncernem do 2018 roku. Wtedy nie spodziewał się pewnie, jak bolesny zwrot akcji nastąpi feralnej jesieni 8 lat później.

Źródła historycznego skandalu sięgają jesieni 2015 roku.

Optymistyczne nastroje Volkswagena na przyszłość pokrzyżowała afera Dieselgate, która wybuchła we wrześniu 2015 roku. Uniwersytet Zachodniej Wirginii ujawnił wówczas, że Volkswagen stosował przez lata nielegalne oprogramowanie manipulujące wynikami emisji spalin. Niemcy nie szli w zaparte, prędko bijąc się w pierś.

W wystosowanym oświadczeniu Volkswagen przyznał, że 2-litrowy czterocylindrowy turbodiesel montowany w wielu modelach koncernu, miał zamontowane w sekrecie i umyślnie fałszujące oprogramowanie. Pozwalało ono na pomyślne przechodzenie testów emisji spalin, faktycznie przekraczając dopuszczalne w USA normy nawet 40-krotnie! Niewiele później okazało się, że podobne oprogramowanie miało jeszcze 3-litrowe wysokoprężne V6.

Problemy Volkswagena trwają już kolejny rok. Do ich końca – daleko.

Posypanie głowy popiołem nie wystarczy

Chwilę po oświadczeniu Martin Winterkorn podał się do dymisji, usuwając się w cień. Jego odejście przypadło na wyjątkowo trudny okres, w którym de facto Volkswagen jest do dziś. Od jesieni 2015 roku marka wypłaciła przeszło 30 miliardów dolarów na liczne odszkodowania i kary, a ponadto trafiła pod lupę amerykańskiego i niemieckiego wymiaru sprawiedliwości.

Dotychczas za Oceanem skazano dwóch wysoko postawionych pracowników VW w związku ze skandalem i śledztwami, a kolejne pięć osób usłyszało tam zarzuty. Niedawno podobne kroki podjęto w Niemczech, gdzie ucierpieli nie tylko pracownicy VW, ale i np. konstruktor Porsche.

Volkswagen walczy o obronę wizerunku silników diesla, jako nieekologicznych i generujących spore zanieczyszczenia.

Z kolei o Martinie Winterkornie słyszymy ponownie z powodu zarzutów, jakie mu postawił federalny sąd stanu Michigan. Jak podaje Reuters, zarzuty uformowano już w marcu, decydując się na ich upublicznienie dopiero w ostatni czwartek. Mowa o 4 czynach, m.in. spisku mającemu na celu złamanie federalnego prawa i naruszenie ustawy o czystym powietrzu.

Może się wywinie

Martin Winterkorn może jednak uniknąć opisywanej potencjalnej kary. Jako obywatel Niemiec i państwa Unii Europejskiej, wcale nie musi zostać ekstradowany do USA. Podobne przypadki zdarzają się rzadko i mało prawdopodobne jest to, aby Winterkorn stał się wyjątkiem.

Ominięcie konsekwencji wcale nie oznacza jednak, że były szef VW jest bezpieczny. Pozostaje on bowiem na celowniku rodzimego wymiaru sprawiedliwości. I od tego, raczej na pewno, się nie wywinie biorąc zwłaszcza pod uwagę mnożące się ostatnio doniesienia. Według nich, Winterkorn wiedział o procederze montowania fałszujących oprogramowań co najmniej od maja 2014 roku.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    TEST: Volvo XC60 D4 Inscription 190 KM

    Czego można więcej odczekiwać od auta, niż to co oferuje dobrze wyposażone Volvo XC60? Na chwilę obecną nic mi nie przychodzi do...
    18 października 2018

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Amerykanie postawili zarzuty byłemu szefowi Volkswagena
Amerykanie postawili zarzuty byłemu szefowi Volkswagena
Amerykanie postawili zarzuty byłemu szefowi Volkswagena

Martin Winterkorn, który rządził koncernem Volkswagena do wybuchu afery Dieselgate, jest w sporych tarapatach. Amerykańscy konsumenci oraz tamtejszy wymiar sprawiedliwości nie mogą zapomnieć Niemcom procederu, jaki w atmosferze skandalu ujawniono jesienią 2015 roku. Za oszustwa VW na emisji spalin amerykańska prokuratura postawiła Winterkornowi kilka zarzutów.

Proceder, jaki ujawnił jesienią 2015 Uniwersytet Zachodniej Wirginii otworzył puszkę pandory. Nie tylko okazało się, że na emisji spalin kantuje spora część producentów, ale i wywołało to falę problemów, z jakimi firmy będą zmagać się z latami. Ostro zareagował niemiecki wymiar sprawiedliwości, a bezlitośni są także prokuratorzy za Oceanem. Ich zdaniem, Volkswagen złamał federalne prawo, a winni muszą ponieść konsekwencje.

Nieskończone problemy

Martin Winterkorn to postać od lat związana z Volkswagenem. Ostatnim etapem jego kariery w barwach koncernu z Wolfsburga było rządzenie nim od 2007 roku aż do września 2015. 11 lat temu zasiadał na najwyższym stanowisku, biorąc na barki ambitny plan uczynienia Volkswagena najpotężniejszym motoryzacyjnym koncernem do 2018 roku. Wtedy nie spodziewał się pewnie, jak bolesny zwrot akcji nastąpi feralnej jesieni 8 lat później.

Źródła historycznego skandalu sięgają jesieni 2015 roku.

Optymistyczne nastroje Volkswagena na przyszłość pokrzyżowała afera Dieselgate, która wybuchła we wrześniu 2015 roku. Uniwersytet Zachodniej Wirginii ujawnił wówczas, że Volkswagen stosował przez lata nielegalne oprogramowanie manipulujące wynikami emisji spalin. Niemcy nie szli w zaparte, prędko bijąc się w pierś.

W wystosowanym oświadczeniu Volkswagen przyznał, że 2-litrowy czterocylindrowy turbodiesel montowany w wielu modelach koncernu, miał zamontowane w sekrecie i umyślnie fałszujące oprogramowanie. Pozwalało ono na pomyślne przechodzenie testów emisji spalin, faktycznie przekraczając dopuszczalne w USA normy nawet 40-krotnie! Niewiele później okazało się, że podobne oprogramowanie miało jeszcze 3-litrowe wysokoprężne V6.

Problemy Volkswagena trwają już kolejny rok. Do ich końca – daleko.

Posypanie głowy popiołem nie wystarczy

Chwilę po oświadczeniu Martin Winterkorn podał się do dymisji, usuwając się w cień. Jego odejście przypadło na wyjątkowo trudny okres, w którym de facto Volkswagen jest do dziś. Od jesieni 2015 roku marka wypłaciła przeszło 30 miliardów dolarów na liczne odszkodowania i kary, a ponadto trafiła pod lupę amerykańskiego i niemieckiego wymiaru sprawiedliwości.

Dotychczas za Oceanem skazano dwóch wysoko postawionych pracowników VW w związku ze skandalem i śledztwami, a kolejne pięć osób usłyszało tam zarzuty. Niedawno podobne kroki podjęto w Niemczech, gdzie ucierpieli nie tylko pracownicy VW, ale i np. konstruktor Porsche.

Volkswagen walczy o obronę wizerunku silników diesla, jako nieekologicznych i generujących spore zanieczyszczenia.

Z kolei o Martinie Winterkornie słyszymy ponownie z powodu zarzutów, jakie mu postawił federalny sąd stanu Michigan. Jak podaje Reuters, zarzuty uformowano już w marcu, decydując się na ich upublicznienie dopiero w ostatni czwartek. Mowa o 4 czynach, m.in. spisku mającemu na celu złamanie federalnego prawa i naruszenie ustawy o czystym powietrzu.

Może się wywinie

Martin Winterkorn może jednak uniknąć opisywanej potencjalnej kary. Jako obywatel Niemiec i państwa Unii Europejskiej, wcale nie musi zostać ekstradowany do USA. Podobne przypadki zdarzają się rzadko i mało prawdopodobne jest to, aby Winterkorn stał się wyjątkiem.

Ominięcie konsekwencji wcale nie oznacza jednak, że były szef VW jest bezpieczny. Pozostaje on bowiem na celowniku rodzimego wymiaru sprawiedliwości. I od tego, raczej na pewno, się nie wywinie biorąc zwłaszcza pod uwagę mnożące się ostatnio doniesienia. Według nich, Winterkorn wiedział o procederze montowania fałszujących oprogramowań co najmniej od maja 2014 roku.