Szef PSA ostrzega przed „chińskim koniem trojańskim”

Szef francuskiego PSA Peugeot-Citroen zajął zdecydowane stanowisko w sprawie rosnącego rygoru dotyczącego norm emisji spalin i postępującej elektryfikacji pojazdów. Przestrzegł przed chińskim przemysłem, który może skorzystać z panujących obecnie tendencji i wprowadzić do Europy swoistego konia trojańskiego. Świat coraz niepewnej patrzy na chińską ekspansję w wielu gałęziach przemysłu, a szczególnie zaniepokojona jest ostatnio branża motoryzacyjna.

Chiny to potęga. Największy rynek samochodowy, wielka gospodarka, silna pozycja geopolityczna i ambicje poszerzania swojej strefy wpływów zdecydowanie powinny zmusić świat do wzmożonej czujności. Państwo Środka od lat umacnia swoją gospodarkę na różne sposoby. Jednym z głównych narzędzi jest przemysł motoryzacyjny. Szefowie europejskich koncernów obserwują ten proces z niepokojem i regularnie ostrzegają przed nadmierną obecnością chińskiego kapitału w Europie.

Chiny to lider w przemyśle samochodów elektrycznych.

Sprytni Chińczycy

Szef koncernu PSA, Carlos Tavares, szeroko omówił kwestię coraz bardziej rygorystycznych regulacji w sprawie norm emisji spalin. Dowodzący jednym, z najsilniejszych motoryzacyjnych imperiów Europy, przestrzegł przed konsekwencjami, jakie mogą wyniknąć z wykorzystania obecnej sytuacji w motoryzacji przez dalekie mocarstwo.

Rygorystyczne normy emisji spalin naturalnie sprzyjają rozwojowi rynku samochodów elektrycznych. Rosnąca popularność aut z napędem elektrycznym to jednak nie tylko Nissan, Tesla i próby europejskich firm w sprawie podboju tej części rynku. Tavares przypomina, że najsilniejszym graczem w tej gałęzi przemysłu motoryzacyjnego są Chiny. I nie zamierzają one przyglądać się biernie obecnej koniunkturze.

Europejskie firmy z ostrożnością patrzą na chińskie ambicje w sprawie przemysłu motoryzacyjnego.

PSA kontra Unia Europejska

Wszystko opiera się o kwestię regulacji mających na celu redukcję emisji CO2, jakie od lat wdrażają unijne organy. Obecne cele na rok 2020 wywołały oburzenie Carlosa Tavaresa, który poza szefowaniem PSA jest jednocześnie przewodniczącym lobby motoryzacyjnego ACEA oponującego zazwyczaj w sprawie surowych planów europejskich urzędników.

Portugalczyk uważa, że kary za nie spełnienie przez producentów samochodów norm emisji spalin do 2020 są nie do zaakceptowania. Europejska marka, która zostanie obciążona taką karą może znaleźć się w niebezpiecznej sytuacji finansowej, a na ewentualny ratunek nie będzie mogła wkroczyć inna firma ze Starego Kontynentu. Dlaczego? Zabraniają tego przepisy antymonopolistyczne.

Carlos Tavares, szef PSA.

Koń trojański będzie napędzany prądem

Tavares przestrzega, że takie sytuacje mogą otworzyć furtkę dla pozaeuropejskich koncernów motoryzacyjnych do zwiększenia swoich wpływów w Europie na czele z sektorem samochodów elektrycznych. Szef PSA uznaje za oczywiste, że to Chińczycy będą potencjalnym bohaterem takiego procesu. Państwo Środka będzie mogło tym sposobem zwiększyć swoje wpływy w sektorze motoryzacji w Europie, a nawet przejąć nowe europejskie marki. Zdaniem Tavaresa niesie to ryzyko zdobycia przez Chiny nadmiernych wpływów w europejskiej gospodarce.

Wstępem do zdobycia kluczowej roli w Europie może być rozwijający się kosztem regulacji w sprawie norm emisji CO2 przemysł aut elektrycnzych. Chińczycy są w tej gałęzi liderem i to właśnie auta elektryczne mogą posłużyć Chińczykom za, jak to określił Tavares, konia trojańskiego.

Uważajcie na smoka

Słowa szefa PSA są kolejnym wyrazem zaniepokojenia w sprawie chińskiej ekspansji w motoryzacji. Wcześniej z niepokojem szeroko komentowano przejęcie przez koncern Geely 10% akcji Daimlera. Niemieccy politycy ostrzegali przed nadmierną rolą chińskiego kapitału w Europie. O ograniczonym zaufaniu europejskich firm w sprawie propozycji biznesowych Chińczyków świadczy zresztą fakt, że chwilę przed przejęciem części akcji Daimlera przed identyczną sytuacją obroniło się BMW.

Komentarze

Najnowsze

  •  

    TEST: Volvo XC60 D4 Inscription 190 KM

    Czego można więcej odczekiwać od auta, niż to co oferuje dobrze wyposażone Volvo XC60? Na chwilę obecną nic mi nie przychodzi do...
    18 października 2018

  

Testy

więcej >>

pOPULARNE

Szef PSA ostrzega przed „chińskim koniem trojańskim”
Szef PSA ostrzega przed „chińskim koniem trojańskim”
Szef PSA ostrzega przed „chińskim koniem trojańskim”

Szef francuskiego PSA Peugeot-Citroen zajął zdecydowane stanowisko w sprawie rosnącego rygoru dotyczącego norm emisji spalin i postępującej elektryfikacji pojazdów. Przestrzegł przed chińskim przemysłem, który może skorzystać z panujących obecnie tendencji i wprowadzić do Europy swoistego konia trojańskiego. Świat coraz niepewnej patrzy na chińską ekspansję w wielu gałęziach przemysłu, a szczególnie zaniepokojona jest ostatnio branża motoryzacyjna.

Chiny to potęga. Największy rynek samochodowy, wielka gospodarka, silna pozycja geopolityczna i ambicje poszerzania swojej strefy wpływów zdecydowanie powinny zmusić świat do wzmożonej czujności. Państwo Środka od lat umacnia swoją gospodarkę na różne sposoby. Jednym z głównych narzędzi jest przemysł motoryzacyjny. Szefowie europejskich koncernów obserwują ten proces z niepokojem i regularnie ostrzegają przed nadmierną obecnością chińskiego kapitału w Europie.

Chiny to lider w przemyśle samochodów elektrycznych.

Sprytni Chińczycy

Szef koncernu PSA, Carlos Tavares, szeroko omówił kwestię coraz bardziej rygorystycznych regulacji w sprawie norm emisji spalin. Dowodzący jednym, z najsilniejszych motoryzacyjnych imperiów Europy, przestrzegł przed konsekwencjami, jakie mogą wyniknąć z wykorzystania obecnej sytuacji w motoryzacji przez dalekie mocarstwo.

Rygorystyczne normy emisji spalin naturalnie sprzyjają rozwojowi rynku samochodów elektrycznych. Rosnąca popularność aut z napędem elektrycznym to jednak nie tylko Nissan, Tesla i próby europejskich firm w sprawie podboju tej części rynku. Tavares przypomina, że najsilniejszym graczem w tej gałęzi przemysłu motoryzacyjnego są Chiny. I nie zamierzają one przyglądać się biernie obecnej koniunkturze.

Europejskie firmy z ostrożnością patrzą na chińskie ambicje w sprawie przemysłu motoryzacyjnego.

PSA kontra Unia Europejska

Wszystko opiera się o kwestię regulacji mających na celu redukcję emisji CO2, jakie od lat wdrażają unijne organy. Obecne cele na rok 2020 wywołały oburzenie Carlosa Tavaresa, który poza szefowaniem PSA jest jednocześnie przewodniczącym lobby motoryzacyjnego ACEA oponującego zazwyczaj w sprawie surowych planów europejskich urzędników.

Portugalczyk uważa, że kary za nie spełnienie przez producentów samochodów norm emisji spalin do 2020 są nie do zaakceptowania. Europejska marka, która zostanie obciążona taką karą może znaleźć się w niebezpiecznej sytuacji finansowej, a na ewentualny ratunek nie będzie mogła wkroczyć inna firma ze Starego Kontynentu. Dlaczego? Zabraniają tego przepisy antymonopolistyczne.

Carlos Tavares, szef PSA.

Koń trojański będzie napędzany prądem

Tavares przestrzega, że takie sytuacje mogą otworzyć furtkę dla pozaeuropejskich koncernów motoryzacyjnych do zwiększenia swoich wpływów w Europie na czele z sektorem samochodów elektrycznych. Szef PSA uznaje za oczywiste, że to Chińczycy będą potencjalnym bohaterem takiego procesu. Państwo Środka będzie mogło tym sposobem zwiększyć swoje wpływy w sektorze motoryzacji w Europie, a nawet przejąć nowe europejskie marki. Zdaniem Tavaresa niesie to ryzyko zdobycia przez Chiny nadmiernych wpływów w europejskiej gospodarce.

Wstępem do zdobycia kluczowej roli w Europie może być rozwijający się kosztem regulacji w sprawie norm emisji CO2 przemysł aut elektrycnzych. Chińczycy są w tej gałęzi liderem i to właśnie auta elektryczne mogą posłużyć Chińczykom za, jak to określił Tavares, konia trojańskiego.

Uważajcie na smoka

Słowa szefa PSA są kolejnym wyrazem zaniepokojenia w sprawie chińskiej ekspansji w motoryzacji. Wcześniej z niepokojem szeroko komentowano przejęcie przez koncern Geely 10% akcji Daimlera. Niemieccy politycy ostrzegali przed nadmierną rolą chińskiego kapitału w Europie. O ograniczonym zaufaniu europejskich firm w sprawie propozycji biznesowych Chińczyków świadczy zresztą fakt, że chwilę przed przejęciem części akcji Daimlera przed identyczną sytuacją obroniło się BMW.