Tajemnicą sukcesu wskrzeszonego w 2009 roku Camaro pozostała bez wątpienia formuła, jaką wcześniej wykorzystał Ford i Dodge z podobnymi autami. Nadanie nowoczesnemu coupe klasycznych proporcji z lat 60. urzekło klientów na całym świecie i udowodniło renesans popularności muscle carów. Przedstawiona przed 3 laty kolejna generacja Camaro obrała już mniej wierną pierwowzorowi formułę, a właśnie przeprowadzona modernizacja brnie w dziwnym stylistycznie kierunku.

Cykl życia tzw. muscle carów przyjął specyficzną formułę, która jak w mało którym segmencie samochodowym była identyczna u większości reprezentantów. Początki przystępnych aut do rozrywkowej jazdy sięgają lat 60., kiedy to amerykański rynek spotkał się z nową niszą. Masywne, szerokie coupe o muskularnej sylwetce zakręciły w głowach Amerykanów znudzonych rodzinno-użytkowym charakterem samochodu i udowodniły, że stworzone dla przyjemności z jazdy wozy o bardziej sportowym charakterze nie muszą siać spustoszenia w portfelu.

Pierwszy Chevrolet Camaro zadebiutował już prawie pół wieku temu, w 1969 roku.

Razem wzrośli, razem upadli, razem powstali

Wszystko zaczęło się od pierwszej generacji Forda Mustanga, która w 1964 roku już na zawsze zmieniła rynek motoryzacyjny za Oceanem. Przystępne, eleganckie coupe o jednocześnie sportowym obliczu sprzedało się w ponad milionie egzemplarzy i zachęciło lokalną konkurencję do przedstawienia podobnych propozycji. Na najsłynniejszych konkurentów wyrósł m.in. Dodge Challenger i Chevrolet Camaro.

I to właśnie pierwsze wcielenia wspomnianych modeli spotkały się ze statusem kultowych, dziś pełnią już rolę kolekcjonerskich perełek dla pasjonatów. Co innego było z kolejnymi wcieleniami wielkiej trójki. Challenger nie doczekał się następcy w dotychczasowym formacie, nowy Mustang przybrał niedorzeczne proporcje, a jedynie kolejne Camaro utrzymało wyrazisty i wierny poprzednikowi wizerunek. Niezależnie od woli producentów, z początkiem lat 80. format muscle carów zaczął się wyczerpywać.

Zmodernizowane Camaro zyskało zupełnie nową stylistykę przodu.

Odrodzenie na nowe tysiąclecie

Chevrolet dał za wygraną w 2002 roku wycofując czwartą wówczas generację Camaro, nie zaprezentował żadnego następcy. Ford nie poddawał się i dwa lata później ponownie wyznaczył trend prezentując rewolucyjne piąte wcielenie Mustanga. Auto w opozycji do mdłego i nijakiego poprzednika obrało kierunek nowoczesnego retro. Zatem całkowicie nowe, masywne i muskularne auto utrzymano w klimacie bezpośrednio nawiązującym do pierwszej generacji.

Jak się okazało, to był strzał w dziesiątkę i sprzedaż Mustanga poszybowała w górę. Już 4 lata później podobny zabieg wykonał Dodge wskrzeszając Challengera w wyjątkowo wiernych protoplaście kształtach. Z kolei w 2009 roku również Chevrolet postanowił wyjąć pomiętą kartkę z kosza z napisem Camaro

Szczególnie kontrowersyjnie prezentuje się odmiana SS.

Modern retro

Piąta generacja Camaro oficjalnie zadebiutowała w 2009 roku i wywołała furorę doskonałym designem. Auto w wyjątkowo udany sposób nie tylko nawiązywało do sylwetki pierwszego wcielenia z lat 60., ale i jednocześnie prezentowało się na wskroś nowocześnie. Warto dodać, że wskrzeszone Camaro debiutowało w latach wzmożonego rozwoju koreańskich Chevroletów, które na dobre zabiły niegdysiejszego amerykańskiego ducha marki. Nowoczesny muscle car okazał się być skuteczną odtrutką na bezlitosną globalizację w przemyśle.

Nowe Camaro podobnie jak Forda i Dodge, stało się bestsellerem. Do tego po raz pierwszy oferowanym także w Europie. Liczne edycje specjalne, odmiana cabrio i ekstremalne warianty podtrzymały świeżość nowego-starego coupe Chevroleta, jednak w końcu nadszedł czas na unowocześnienie wizytówki marki.

W zależności od odmiany, przód ma nieco inny wygląd.

I tak w 2015 roku przedstawiono kolejną generację, której opracowanie było dla GM ogromnym wyzwaniem. Amerykanie musieli bowiem utrzymać sprawdzony retro format jednocześnie nie tworząc kopii poprzednika. Zdaniem wielu – wyszło wyjątkowo średnio i auto zatraciło styl wersji z lat 2009 – 2015. Najbardziej krytykowano wygląd tylnych lamp oraz dziwne proporcje. No i cóż – sprzedaż szóstej generacji spadła.

Żegnaj, retro

Tymczasem po 3 latach stażu rynkowego Chevrolet postanowił zaprezentować gruntownie zmodernizowane Camaro. Na fali porządków w gamie, na mocy których wdrożono nową estetykę firmy także i nowoczesny muscle car zyskał nową twarz. A dokładniej – dwie nowe twarze. W bazowej odmianie pojawił się przeprojektowany zderzak i – ku zaskoczeniu wielu – zupełnie nowy kształt reflektorów. Niestety, naszym zdaniem, tak radykalne zmiany powoli zabijają urok tego auta, a finezyjnie stylizowane reflektory nie najlepiej pasują do charakteru Camaro.

Zmiany zaszły także z tyłu.

Jeszcze bardziej szokująco prezentuje się przód odmiany SS – tutaj pojawił się wielki grill przedzielony poprzeczką z logiem marki. Jeżeli już klasyczna odmiana Camaro może wywołać kontrowersje swoją urodą, to odmiana SS potęguje to wrażenie. No ale dobrze, przejdźmy do tyłu. Tutaj Camaro zyskało nowy wzór lamp, które dla odmiany zdecydowanie prezentują się atrakcyjniej od dotychczasowego projektu.

Co pod maską?

Gama silnikowa zaczyna się od 2-litrowego turbodoładowanej jednostki czterocylindrowej oraz 3,6 litrowego V6. Odmiana SS to już V8 o pojemności 6,2 litra i 461 KM. Co nowego? Camaro będzie można teraz zamówić z 10-biegowym automatem.

Ponadto Camaro po raz pierwszy będzie można kupić z kierownicą po prawej stronie – w Australii auto będzie oferowane pod lokalną marką HSV. A Europa? GM nie interesuje się już Starym Kontynentem i powoli wraca do korzeni koncernu o ograniczonym zasięgu.