Większość z Was słyszała pewnie już o śmiertelnym potrąceniu pieszego, w jakim brał wczoraj udział autonomiczny samochód. Tragedia wzbudza skrajne emocje, gdzie większość koncentruje się niestety tylko na znalezieniu winnego. Tymczasem kontekst tego zdarzenia jest szeroki i wywołuje wiele trudnych pytań. Spróbowaliśmy go opisać, korzystając z okazji do przedstawienia problematyki samochodów autonomicznych.

Tragedia, jaka miała miejsce wczoraj na ulicach miasta Tempe w amerykańskiej Arizonie, bez wątpienia przejdzie do historii transportu samochodowego. Autonomiczny pojazd Ubera, zbudowany na bazie Volvo XC90, śmiertelnie potrącił kobietę, która chciała przekroczyć jezdnię w niedozwolonym miejscu.

Sprawa wywołała burzę, w której zaczyna pojawiać się zdecydowanie za dużo emocji i próby podciągnięcia tego nieszczęścia pod swoje przekonania i uprzedzenia. Brakuje z kolei chłodnej oceny całego zdarzenia. Znalezienie winnego niczego nie wyjaśnia. Najpierw ustalmy najważniejsze szczegóły zdarzenia z ubiegłej niedzieli.

Kadry ze zdarzenia prędko obiegły media na całym świecie.

Gdzie do tego doszło?

Tragiczny wypadek miał miejsce tam, gdzie teoretycznie żaden pieszy o zdrowym rozsądku nie powinien się znaleźć. Etap drogi Mill Avenue w mieście Tempe w feralnym miejscu jest wyjątkowo ruchliwy i rozległy. Ulica ma łącznie pięć pasów ruchu (odpowiednio dwa i trzy rozdzielone wysepką). Znaki drogowe kategorycznie zabraniają pieszym próby przekraczania krawędzi chodnika. Najbliższa od miejsca zdarzenia okazja do legalnego i bezpiecznego przekroczenia jezdni znajduje się kilkaset metrów dalej, przy skrzyżowaniu Mill Avenue z inną arterią. Niestety lokalna policja nie podała dokładnych współrzędnych tragedii.

Jak to się stało?

Do potrącenia doszło w niedzielę 18 marca w okolicach godziny 22:00 czasu lokalnego. Piesza poruszała się po chodniku rowerem. Gdy postanowiła przekroczyć jezdnię, zeskoczyła z niego i przekroczyła granicę chodnika z jezdnią. Niestety, wkroczyła wprost pod koła poruszającego się po prawym pasie autonomicznego samochodu. Volvo XC90 poruszało się w momencie zdarzenia z prędkością ok. 65 km/h w miejscu, gdzie miało miejsce ograniczenie do ok. 72 km/h. Według wstępnych ustaleń, do tragicznego zdarzenia doszło zatem z winy pieszej.

Skąd taki szum wokół tego zdarzenia?

Do podobnego typu śmiertelnych potrąceń dochodzi w USA niestety bardzo często, a sama Arizona zajmuje niechlubne czwarte miejsce wśród stanów z największą liczbą pieszych ginących pod kołami samochodów. Niedzielne zdarzenie od wszystkich podobnych odróżnia jednak jeden istotny aspekt. Samochód, który zabił pieszego w Tempe był pojazdem autonomicznym. To pierwsze takie zdarzenie w historii.

Gubernator Arizony, Doug Ducey.

Technologia ta dotychczas miała bardzo dobry PR i jej rozwój szedł w coraz korzystniejszym kierunku. Opisywane zdarzenie niestety poważnie nadwyręży wizerunek aut autonomicznych nawet, jeśli oficjalnie potwierdzi się wina pieszej w tragicznym wypadku. Zdarzenie z Arizony rzuciło bowiem światło na dotychczasowe ciemne strony rozwoju technologii aut autonomicznych i wywołało falę wielu trudnych pytań. Jaki jest szerszy kontekst sprawy?

Zapraszamy autonomiczne samochody do Arizony!

Amerykańskiego przedsiębiorstwa Uber chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Nie każdy, kto korzysta z przejazdów wie, jak silnie Uber poszerza swoją taktykę słynąc powoli z zupełnie innej działalności. Uber postawił sobie bowiem za cel – już dobre 2 lata temu – przyczynienie się do rozwoju technologii samochodów autonomicznych. Obecnie we współpracy z Volvo Amerykanie działają już bardzo zaawansowanie w sprawie autonomicznych pojazdów.

Ambitne plany kalifornijskiego przedsiębiorstwa zderzyły się w grudniu 2016 roku z lokalnym prawem. Ponad rok temu Uber, chcący wypuścić na drogi stanowe kolejne autonomiczne auta, napotkał poważną przeszkodę. Prawo stanu Kalifornia zobowiązało firmę do uzyskania zezwoleń na testowanie swojej technologii. W odpowiedzi na te zdarzenia do testowania autonomicznych samochodów Ubera zachęciła sąsiednia Arizona, z czego firma skorzystała. Gubernator tego stanu powiedział wtedy:

Stawką jest nie tylko rozwój ekonomiczny, ale także zmiana stylu życia. Arizona jest dumna z bycia otwartym na biznes.

Zbyt luźne regulacje dla nowatorskiej technologii?

1 marca bieżącego roku gubernator Arizony Doug Ducey podpisał rozporządzenie, na mocy którego samochody autonomiczne poruszające się po drogach stanowych są w pełni legalne. Wedle stanowiska gubernatora, uchwalone zapisy miały wyeliminować niepotrzebne regulacje i przeszkody dla nowej technologii.

Zdarzenie miało miejsce na wyjątkowo ruchliwym etapie drogi w mieście Tempe.

Pech chciał, że 18 dni później nowatorska technologia stała się uczestnikiem tragicznego zdarzenia. Z jednej strony ciężko obwiniać stanowe ustawodawstwo o przyczynienie się do niedzielnej tragedii. Musimy pamiętać o tym, że potrącona śmiertelnie piesza wtargnęła na jezdnię wyjątkowo nagle i w niedozwolonym miejscu.

Warto też dodać, że autonomiczne Volvo było nadzorowane przez znajdującego się w nim kierowcę. Z drugiej jednak strony uchwalone prawo w wyjątkowo frywolny sposób reguluje działalność technologii, która przecież jest dopiero we wstępnej fazie rozwoju i ma przed sobą jeszcze dużo wyzwań.

Teraz Uber wysłał auto do testów z nadzorującym kierowcą w środku. Czy jednak mieszkańcy Arizony mogą czuć się bezpieczni, gdy prawo zezwala na poruszanie się prototypowych autonomicznych aut po drogach bez kierowców?

Wiele pytań, mało odpowiedzi

Pojawiły się jednak pytania, czy tej tragedii można było zapobiec? Dlaczego autonomiczne auto nie posiada systemów błyskawicznie reagujących na niespodziewane sytuacje na drodze? Czy algorytm systemu drzemiącego pod karoserią autonomicznego Volvo XC90 nie rozpoznał pieszej, czy też nie zdążył? Dlaczego znajdujący się w kabinie kierowca nie zareagował?

Najbardziej sceptycznie do technologii autonomicznych aut podchodzi obecnie Lexus.

Niestety, trudno znaleźć na obecnym etapie śledztwa po wypadku wyczerpujące odpowiedzi na te precyzyjne pytania. Być może to wszystko działo się za szybko. Czas reakcji kierowcy zwykłego auta na niektóre zdarzenia na drodze, często niestety nie pozwala na skutecznie uniknięcie niespodziewanych zachowań kierowców i pieszych. Szczególnie refleks kierowcy szwankuje po zmroku, nie wspominając o nieoświetlonych i nieoznakowanych pieszych w miejscach, gdzie nie powinni oni wkraczać na jezdnię.

System Ubera wprawdzie został uczulony na potencjalne spotkania z pieszymi i przeszkodami, jednak według niektórych teorii mógł on zawieść z powodu charakteru pieszej – nie wtargnęła ona bowiem na jezdnię sama, a prowadząc rower. System mógł z tego powodu zgłupieć.

Echa niedzielnej tragedii

Wszystkie pojazdy autonomiczne Ubera są wyposażone w kamery, które stale monitorują i zapisują obraz dookoła samochodu. Śledczy z Arizony już zabezpieczyli zapis z autonomicznego Volvo i twierdzą, że pomogą one ustalić kluczowe szczegóły tragicznego zdarzenia z ostatniej niedzieli.

Uber w reakcji na tragedię złożył kondolencje rodziny ofiary i przerwał wszystkie testy swoich pozostałych aut m.in. w Pittsburghu i Toronto. Federalne organy już teraz rozpoczęły śledztwo w sprawie zdarzenia wysyłając do Tempe czterech badaczy, którzy mają przebadać jak zachodzą interakcje samochodów autonomicznych z otoczeniem. Ma to pozwolić ustalić dlaczego nie dało się uniknąć tej tragedii i czy faktycznie śmiertelne potrącenie pieszej było nieuniknione.

Chrysler pracując nad autonomiczną jazdą połączył siły z Waymo.

Jeszcze dużo zostało do zrobienia

Kontekst zdarzenia jest zatem wyjątkowo obszerny. Pojawiają się głosy, że lokalne prawo w Arizonie jest za mało restrykcyjne dla wciąż niedopracowanej technologii, a piesi i otoczenie nie mogą pełnić roli poligonu doświadczalnego. Tym razem zdarzenie doszło z powodu niefrasobliwości pieszego, a auto i tak było nadzorowane przez kierowcę.

Co jednak, gdy zgodnie z tamtejszym prawem, poruszające się bez człowieka w środku autonomiczne auto stworzy śmiertelne zagrożenie z powodu błędu wciąż niedoskonałego systemu? Niedzielne zdarzenie zmusza do postawienia tego pytania i ostudzenia entuzjazmu, jaki wzbudza w ostatnich miesiącach prężnie rozwijająca się technologia.

Zanim autonomiczne auta zostaną technologią przyszłości, ich konstruktorzy muszą udowodnić, że są one lepszym zamiennikiem dla dotychczasowego sposobu poruszania się samochodów. Kluczowym aspektem jest bezpieczeństwo. Jeżeli w tej materii będą one zawodzić, została przed nami jeszcze długa droga do uczynienia autonomicznej jazdy powszechną.

Ford wraz z Uberem jako jedna, z pierwszych marek rozpoczęła prace nad samodzielnymi samochodami.

Zdarzenie z niedzieli potraktujmy zatem jako okazję do powiedzenia głośno o wyzwaniach związanych z technologią aut autonomicznych. Strońmy jednocześnie od demonizowania technologii Ubera i nie przekreślajmy jej z powodu niedzielnego zdarzenia. W końcu niespodziewane wypadku z powodu nieodpowiedzialnych zachowań ludzi to chleb powszedni dróg i ciężko stworzyć technologię, która znajdzie na to antidotum. Miejmy jednak nadzieję, że w przyszłości uda się takich zdarzeń uniknąć.

na podstawie tekstu Car and Driver