Mieszkaniec Lublina postanowił sprzedać swoją Toyotę. Kupiec się znalazł, transakcja zakończyła się sukcesem. Kilka dni później podprowadził auto nowemu właścicielowi, bo jak tłumaczył potrzebował natychmiast jakiś środek transportu. Wpadł, bo “pożyczony” samochód prowadziła jego partnerka, która była kompletnie pijana i jechała zygzakiem.

Aż trudno uwierzyć w tę historię, ale zdarzenie miało faktycznie miejsce w Lublinie. Policjanci zwrócili uwagę na Toyotę, której kierowca nie potrafił prowadzić w linii prostej. Funkcjonariusze zatrzymali pojazd, okazało się, że za kierownicą siedzi 45-letnia kobieta, a w fotelu pasażera mężczyzna. Oboje byli pod wpływem alkoholu, prowadząca miała we krwi ponad 1 promil.

W trakcie kontroli okazało się również, że pojazd został niedawno skradziony. Funkcjonariusze w trakcie czynności dowiedzieli się, że auto ukradł właśnie mężczyzna, który siedzi na bocznym fotelu pasażera. Co więcej, był poprzednim właścicielem Toyoty. Jak tłumaczył policjantom sprzedając samochód oddał kupującemu tylko jedną parę kluczy, drugą postanowił zachować, tak na wszelki wypadek. No i jak widać przezorny geniusz wkrótce wykorzystał zapasowy komplet. Wyjaśnił, że nagle potrzebował środka transportu, a że auto stało niedaleko od miejsca, w którym się aktualnie znajdował, to wziął drugi komplet kluczy i tylko samochód pożyczył.

Pijana kierowniczka odpowie za jazdę pod wpływem alkoholu, straci prawo jazdy i grozi jej do 2 lat więzienia. Natomiast “pożyczający sprzedane samochody” zostanie oskarżony o kradzież mienia, grozi za to do 10 lat więzienia.