Ceny Dustera 2018 startują od 39 990 zł, ale by kupić wypasioną wersję, trzeba przygotować ok. 68 000 zł. Jeżeli nie masz problemu z posiadaniem auta ze znaczkiem Dacia, to nie musisz wydawać więcej, by jeździć bardzo dobrym SUV-em. Jest tu naprawdę niewiele akcentów świadczących o tym, że Dacia to trochę gorsze Renault.

Do tego w nowym Dusterze usunięto prawie wszystkie bolączki poprzednika. Siedzi się wygodniej, jedzie się ciszej, ekran nawigacji w końcu zamontowano w rozsądnym miejscu, są 4 kamery dookoła auta! Pojawiły się nawet elementy wykończenia wnętrza, o których można w końcu powiedzieć, że są bardzo ładne.

W nowej Dacii Duster nie zmieniło się jedno – silniki

Najfajniejszym z nich jest moim zdaniem 125 konny silnik benzynowy 1.2 TCe, 4 cylindrowy, z momentem 205 Nm od 2300 obr./min. Jest bardzo dynamiczny gdy się jedzie we 2 osoby. Nawet w 4 osoby da się wyprzedzać na trasie, chociaż już bez tak przyjemnego wyrywania do przodu, jak z mniejszą liczbą pasażerów. Ja wiem, że to brzmi dziwnie, że silnikiem 1.2 litra jeździ się przyjemnie, ale naprawdę jest lepiej niż się spodziewałem.

Jest też diesel, który ma 1.5 litra (dCi), 110 KM oraz 260 Nm momentu, czyli więcej niż benzyna. Ale w praktyce nie jestem w stanie jasno określić, który z nich jeździ bardziej dynamicznie na trasie. Oba są ok, oba są dostępne w napędzie 4×4, tyle że pewnie diesel okaże się oszczędniejszy w długich trasach. Ale o tym przekonam się dopiero wtedy, gdy Duster trafi do nas na dłużej.

Szkoda tylko, że nie udało mi się dorwać do skrzyni automatycznej EDC zapożyczonej z Renault. 6 stopniowy manual wprawdzie jest zestopniowany ok, chodzi precyzyjnie, wygląda ładnie, ale konieczność wajchowania lewarkiem w aucie do jazdy na co dzień jest moim zdaniem kiepskim pomysłem. Jest więcej roboty, a efekt ten sam.

Jeżeli ktoś chce uniknąć wymiany turbiny, ten powinien zdecydować się na silnik bez turbo. 1.6 SCe oferuje 115 KM i 156 Nm momentu obrotowego dopiero od 4000 obr./min. Ta wersja oferowana jest z napędem na przód lub 4×4, a nawet z instalacją LPG – choć wtedy bez napędu na 4 koła, za to z niepomniejszonym bagażnikiem. Ponadto w przypadku LPG moc silnika spada do 109 KM, zaś moment obrotowy do 144 Nm.

Wrażenia z jazdy

Zawieszenie również nie przeszło drastycznych zmian, ale zostało zmodyfikowane. W praktyce oznacza to, przynajmniej takie miałem pierwsze wrażenie, że jest odrobinę stabilniejsze niż w poprzedniku, co jednak przekłada się na nieco mniej komfortową jazdę na nierównościach. Podejrzewam że klienci z rajdowymi zapędami mieli ciśnienie, by autem można było jeździć bardzo szybko – bo teraz można. Z tejże okazji straciliśmy jednak ultra miękkie zestrojenie, które całkiem mi pasowało, gdy po prostu chciałem się przemieścić z punktu A do punktu B.

Hamulce też znacząco się nie zmieniły. Mało tego – te z tyłu są bębnowe. A mimo to ciężko przyczepić się do skuteczności hamowania. Ja to jestem mały pikuś, ale Krzysztof Hołowczyc katował to auto w pokazie możliwości terenowych tak bardzo i tak długo, że aż trudno było mi w to uwierzyć. A samochód mimo wszystko przeżył wszystkie zmagania. Na prawdę do teraz nie do końca wierzę, w to co widziałem.

Cała reszta jest nowa

Tylko jeden element z zewnątrz auta wygląda jeszcze jakby teleportował się lat 90 tych, to klamki drzwi. Pod względem zmodyfikowanej sylwetki naprawdę jest nieźle. Auto wygląda na szersze i bardziej nowoczesne w porównaniu do poprzednika. Świetnie wyglądają przednie LED-y do jazdy dziennej. Lampy tylne też prezentują się znakomicie. Wprawdzie wyglądają trochę jak z Jeepa Renegade, tyle że lepiej.

Usunięto upierdliwe wtopy

Po pierwsze i najważniejsze jest sens używać ekranu nawigacji. Został przesunięty 7 cm do góry, więc nie trzeba patrzeć w podłogę by z niego korzystać, co jest generalnie dosyć korzystne. Wyświetlacz jest też lepszej jakości.

Wnętrze ogólnie jest dosyć ładne. To wprawdzie ciągle morze czarnego plastiku, ale na jego tle wybijają się bardzo ładne pokrętła od klimatyzacji automatycznej. To moim zdaniem dosyć istotne, bo w poprzedniku w ogóle nie było oferowanej klimatyzacji manualnej. Przynajmniej nie w Polsce. Liczniki również się zmieniły, może nie wyglądają powalająco, ale są o niebo bardziej estetyczne od wskaźników z poprzedniej generacji modelu.

Fotele też są wygodniejsze i mają dłuższe siedzisko. Dostały też przyzwoite trzymanie na boki, bo w poprzedniku fotele wyglądały wprawdzie na kubełkowe, ale podejrzewam że ich boki zostały wykonane z gąbki do naczyń. W ogóle nie trzymały na zakrętach.

Pojawiły się aż 4 kamery dookoła auta! Wprawdzie nie ma trybu 360 stopni, trzeba je przełączać ręcznie, ale mimo to łatwo będzie można zmieścić się w każde miejsce. Co bardzo ważne, obraz jest zaskakująco dobrej jakości. Są też światła automatyczne, czyli w dzień uruchamiają się LED-y, a po zmierzchu i w tunelach zapalają się światła mijania. Pojawiła się nawet karta zamiast kluczyka i uruchamianie silnika przyciskiem start/stop, bez konieczności wyciągania jej z kieszeni.

Wady?

Z przodu znajdziemy tylko światła halogenowe, w ofercie nie ma ani ksenonów, ani też świateł LED. Ratuje je trochę fakt, że jak na zwykłe halogeny świecą naprawdę nieźle. Mimo to każde auto z LED-ami jako światła mijania będzie w nocy przyjemniejsze i bezpieczniejsze. To wyraźny sygnał od producenta – chcesz lepiej, wybierz Renault. Tak już czepiając się nieco, sprzęgło działało trochę dziwnie – i to w kilku egzemplarzach. Mimo że puszczałem je powoli, czułem gdy moc zaczynała trafiać na koła. Ale tak jak z oddychaniem, tylko jak zaczniesz to obserwować, robi się niezręcznie. Ale z tym da się żyć.

No i rzecz jasna nie ma topowych rozwiązań z droższych samochodów. Zabrakło więc dachu panoramicznego, jest zwykły tempomat (bez utrzymywania odległości od innych aut). A takie bajery jak system autonomicznego utrzymywania pasa ruchu, są w ogóle poza zasięgiem. Nie widziałem tego ani w Renault, ani w Nissanach, ani w Mutsubishi, czyli w pozostałych markach aliansu producentów.

Mnie najbardziej denerwował brak obsługi Android Auto i Map Google na ekranie samochodu. Trzeba korzystać z nawigacji Dacii – bez obsługi korków na żywo. A żeby korzystać z map Google, trzeba dokupić sobie uchwyt do telefonu. Konfiguracja cennika też jest czasem zastanawiająca. Np. jeżeli zdecydujemy się na wersję LPG, nie możemy już wybrać napędu 4×4, ani najwyższego wyposażenia. Jeżeli znowu chcemy automat EDC, wtedy wybór silnika ogranicza się do najdroższej wersji 1.5 dCi 110 KM.

Ceny

Cennik zaczyna się od 39 990 zł za zupełnego golasa z silnikiem 1.6 SCe (bez turbo), o mocy 115 KM i z napędem wyłącznie na oś przednią. Wyposażenie nie obejmuje nawet opcji dołożenia klimatyzacji. By opcjonalnie ją dorzucić – za 2500 zł – trzeba zdecydować się na wersję Essential startującą od 46 900 zł.

Ile trzeba wydać na dobrze skonfigurowanego Dustera?

By cieszyć się wszystkimi rozsądnymi dodatkami, trzeba zdecydować się na wyposażenie Prestige, które startuje od 56 900 zł za najsłabszy silnik i napęd. Najtańszy nowy Duster 4×4 – czyli 1.6 SCe – w tym wyposażeniu kosztuje 63 400 zł. Ceny rosną do 70 800 zł za wersję benzynową 125 KM z 4×4, aż po 75 400 zł za diesla 1.5 dCi 110 KM – również z 4WD. Ale i wtedy parę rzeczy wymaga dopłaty.

Musimy przygotować 600 zł na podgrzewane fotele, 400 zł na koło zapasowe. Kolejne 1300 zł na klimatyzację automatyczną, 1000 zł na system bezkluczykowy i 1100 zł za kamery. 300 zł wymaga także rozszerzona mapa nawigacji. A to oznacza, że za tak wypasionego Dustera zapłacimy od 68 100 zł (115 KM), przez 75 500 zł (125 KM), aż po 80 100 zł (diesel 110 KM). Dla porównania cena 10 cm większego Renault Kadjar zaczyna się od 77 900 zł, a cennik Renault Captur (krótszy o 22 cm) otwiera kwota 62 000 zł. A jeżeli komuś nie pasuje standardowy, biały lakier – w którym moim zdaniem Duster prezentuje naprawdę dobrze – musi przygotować kolejne 2000 zł. Bez dopłaty można wybrać tylko granatowy “błękit morski”.